Mowa o projekcie ustawy o działalności windykacyjnej i zawodzie windykatora, który w założeniu ma uregulować sytuację windykatorów.

Tematyka ważna, a niestety najkrótsza recenzja zaproponowanych rozwiązań to cytat z „Kiler-ów 2-óch”: „Kilka niedociągnięć? A gdzie tu są dociągnięcia?”.

Już na samym wstępie, czyli na poziomie analizy problemu, autorzy projektu zawodzą. Tylko przykładowo: próbując tworzyć wrażenie, że windykacja w 2022 wygląda niemal jak na filmach z lat 90., przytaczają statystyki różnych przestępstw, przy czym sami jednocześnie przyznają, że to ogólna statystyka, która nie odnosi się tylko do sektora windykacyjnego.

Proponowanym rozwiązaniom udało się jednak zakrzywić czas: zostały stworzone pod rzeczywistość technologiczną rodem z końcówki XX w. Projekt właściwie nie rozróżnia windykacji telefonicznej od terenowej, jak również ignoruje cały postęp technologiczny, który zaszedł od lat 90. (m.in. rozwiązania stosujące AI czy czatboty). Zresztą nie tylko postęp technologiczny został zignorowany, ale też i ten dotyczący regulacji sektora. I nie mowa tutaj tylko o np. samoregulacjach, czyli kodeksach dobrych praktyk (mimo że odnosi się do nich choćby UOKiK), ale też o prawie unijnym. Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości zupełnie pomija istnienie tzw. dyrektywy NPL, która dotyczy także windykacji, konieczności jej implementacji, jak i to, że prace nad tym toczą się już w Ministerstwie Finansów. Mamy więc zaproponowane niejasne definicje, wątpliwości co do tego, kto w ogóle objęty miałby być tą ustawą i pytania, jak ten projekt ma się nie tylko do prawa unijnego, ale też do polskiego.

Negatywne skutki ekonomiczne

Projekt ustawy rodzi ryzyko najróżniejszych negatywnych skutków ekonomicznych; lista podmiotów, w które uderza, jest niestety i zaskakująca, i długa. Proponowany jest zakaz czynności windykacyjnych wobec seniorów (ludzi powyżej 75. roku życia) oraz niewidomych albo słabowidzących w stopniu znacznym. Oczywiście w projekcie nie ma słowa o tym, że to odbierze ludziom możliwość negocjacji zadłużenia (np. rozłożenie na raty czy częściowe umorzenie) i wpędzi ich w większe koszty (sprawa skierowana do sądu to koszty sądowe, a potem egzekucyjne). Projekt pozwala dłużnikowi na złożenie sprzeciwu już na samym początku windykacji i bez żadnego uzasadnienia, a jego skutkiem będzie zakaz dalszych działań windykacyjnych. Być może część osób będzie składać sprzeciw kierowana emocjami, inne, możliwe, że uznają taki sprzeciw za „zamknięcie sprawy”. Tymczasem będzie ją często otwierał, tyle że już w sądzie. To przełoży się zresztą na obciążenie sądownictwa – sprawy, które dotychczas były załatwiane polubownie, będą trafiać do machiny sądowej, angażując czas i pracę wymiaru sprawiedliwości.

Z jakichś powodów projekt chce też pozbawić pracy Ukraińców, którzy nie będą mogli już pracować jako windykatorzy. Planowane jest też ograniczenie przepływu informacji gospodarczej, przez co ciężej będzie – zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorcom – weryfikować kontrahentów oraz wzrośnie ryzyko wprowadzenia w błąd wierzyciela.

Ostre regulacje dla windykatorów

Dla samej branży windykacyjnej projekt przewiduje z kolei zasady, które bywają ostrzejsze niż te dla branż wysoce regulowanych, jak adwokacka czy radcowska. Przykładowo, jawny rejestr windykatorów ma zawierać numer PESEL windykatora i jego fotografię. Nie tylko trudno o odpowiedź, po co takie dane mają być dostępne dla każdego zainteresowanego (zwłaszcza że projekt przewiduje legitymacje), ale też nie trudno wyobrazić sobie, że może to wystawiać windykatorów na ryzyka np. nadużyć finansowych albo gróźb. Ograniczenia dotyczące windykacji są nie tylko rygorystyczne, ale – a może nawet przede wszystkim – bardzo niejasne, niekiedy wręcz absurdalne. Przykładowo, windykator nie będzie mógł m.in. podejmować zachowań czy używać sformułowań, które wywołują poczucie strachu. Projektodawca wymaga więc telepatycznych zdolności, które pozwoliłyby ocenić, czy dane słowo wywoła „poczucie strachu”. To może z kolei prowadzić do dożywotniego cofnięcia licencji. Zupełnie odrębnym problemem jest nadzór nad branżą windykacyjną – w Projekcie wykonywany przez trzy podmioty, ale o częściowo niejasnych i pokrywających się kompetencjach.

W projekcie nie ma słowa o tym, że jest proinflacyjny (szereg nieprzemyślanych wymogów zwiększy koszt usług) albo że będzie hamował konkurencję. Brak w nim badania negatywnych skutków ekonomicznych dla dłużników, w tym osób starszych i niepełnosprawnych czy rodzin. Brak analizy ryzyka tych projektowanych przepisów, które sprzyjają spirali zadłużenia. Brak w nim analizy, jak bardzo przyczyni się do zatorów płatniczych i utrudni – i tak już niełatwe w Polsce – odzyskiwanie należności.

Nie jest tak, że sektor windykacyjny wolny jest od problemów. Przejrzyste licencjonowanie i zasady nadzoru, przemyślane zasady zgłaszania sprzeciwu czy upowszechnienie części rozwiązań samoregulacyjnych są zagadnieniami, które warto byłoby rozważyć. Natomiast pozbawiony rzetelnej analizy projekt ustawy o działalności windykacyjnej i zawodzie windykatora tworzy nowe problemy.

Adrian Zwoliński, ekspert ds. rynku finansowego i prawa korporacyjnego Konfederacji Lewiatan