Nie powiódł się atak indeksu MSCI Emerging Markets na szczyt wyznaczony na początku listopada ubiegłego roku. W ostatnim tygodniu po spadku o ponad 1 proc. wskaźnik znów znalazł się poniżej poziomu z pierwszych sesji listopada. Wpływ na to miała przede wszystkim przecena akcji w Turcji, Chinach i Brazylii.
Giełda turecka straciła prawie 3 proc., w czym największy udział miał sektor bankowy, który ucierpiał po zaskakującej obniżce stóp procentowych w tym kraju. W przypadku giełdy chińskiej powód był dokładnie odwrotny. Inwestorzy się obawiają, że po nadspodziewanie dobrych danych na temat chińskiego PKB w IV kwartale bank centralny przystąpi do agresywniejszego zacieśnienia polityki pieniężnej. To z kolei może negatywnie wpłynąć na postrzeganie rynków wschodzących.
Obawy związane z inflacją odciskają swoje piętno również na giełdzie w Brazylii.
W ubiegłym tygodniu bank centralny podwyższył stopy procentowe o 50 pkt bazowych, do 11,25 proc.
Część analityków sądzi, że po niezwykle udanym dla tamtejszej giełdy roku 2010, korekta notowań może być kontynuowana.
Tymczasem w Argentynie znów padł rekord wszech czasów. Indeks Merval zyskał przeszło 3 proc., w czym istotny udział miała firma Molinos zajmująca się między innymi eksportem zbóż oraz produkcją artykułów spożywczych. Kurs spółki wzrósł w ciągu tygodnia o 12 proc. W ten sposób hossa na rynku tzw. surowców lekkich pomogła argentyńskiej giełdzie wspiąć się na najwyższy poziom w historii.
Według Marka Mobiusa, prezesa Templeton Asset Management, rynki wschodzące mogą podlegać w tym roku pewnym korektom, ale generalnie strumień pieniędzy płynący do krajów emerging markets będzie się zwiększał.
Jego zdaniem coraz więcej inwestorów będzie zdawać sobie sprawę z faktu, że gospodarki wschodzące rosną w trzykrotnie szybszym tempie niż gospodarki rozwinięte, dysponują większymi rezerwami walutowymi i mają niższe wskaźniki zadłużenia do PKB. Zdaniem Mobiusa przeceny akcji mogą być niezłą okazją do zakupów.