Ostatnie uzgodnienia między kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, dotyczące m.in. powołania rządu gospodarczego strefy euro, nie przekonały inwestorów. Do gustu nie przypadł im też pomysł wprowadzenia podatku od operacji finansowych w krajach Unii Europejskiej.
Gdy nałożymy na to bardzo słabe dane na temat stanu niemieckiej gospodarki, nie ma się co dziwić, że inwestorzy znów uciekają z rynków akcji. Na poczynania te mógł mieć wczoraj wpływ raport banku Morgan Stanley, który obniżył prognozy wzrostu dla światowej gospodarki na lata 2011 – 2012. W raporcie napisano, że gospodarka USA i strefy euro jest "niebezpiecznie blisko recesji".
To stwierdzenie częściowo potwierdza odczyt indeksu aktywności gospodarczej w USA, który spadł do -30,7 pkt. To najgorszy odczyt od marca 2009 r. Rozczarowały też gorsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy oraz o inflacji w USA.
– Dziś największa obawa dotyczy dłuższej globalnej recesji, a już mniej bankructwa Grecji czy Portugalii. Mamy do czynienia z inną sytuacją niż w 2008 r., gdy problem dotyczył tylko zapaści sektora finansowego, a realna gospodarka nie ucierpiała – mówi jeden z zarządzających OFE. – Dziś wszystko wskazuje na to, że mamy zapaść gospodarki.
Wczoraj w Europie Zachodniej ceny na giełdach spadały o ponad 5 proc. Najmocniej traciły akcje w Niemczech (6 proc.). Może to być reakcja na spowolnienie w gospodarce. Część obserwatorów uważa jednak, że giełda niemiecka traci, gdyż wzorem niektórych parkietów europejskich nie wprowadziła zakazu krótkiej sprzedaży. Jednocześnie indeks giełdy francuskiej CAC40 spadł równie mocno (5,5 proc.), a tam taki zakaz obowiązuje.