W poniedziałek Ośrodek Rozwoju Edukacji – agenda Ministerstwa Edukacji Narodowej odpowiedzialna za prowadzenie projektu e-podręcznika – unieważnił przetarg na przeprowadzenie szkoleń dla nauczycieli z zakresu wykorzystania tych cyfrowych publikacji. ORE tłumaczy, że było do tego zmuszone, bo nie dysponuje ostateczną wersją materiałów merytorycznych ani w pełni funkcjonalną platformą technologiczną e-podręcznika, czyli elementami niezbędnymi do przeprowadzenia szkoleń.

Jest tak źle, że szkoleniowcy nie mogliby przeprowadzić żadnego z czterech modułów szkoleń poświęconych pracy z wykorzystaniem cyfrowych publikacji. „Jakość materiałów, które zamawiający (ORE – red.) otrzymał od partnerów merytorycznych opracowujących kontent na platformę e-podręczniki, nie została oceniona pozytywnie zarówno przez ORE, jak i jednostkę nadrzędną – Ministerstwo Edukacji. (...) Zamawiający nie jest w stanie określić terminu, w którym partnerzy merytoryczni wykonają prace zgodnie z oczekiwaniami" –  czytamy w komunikacie ORE. Dalej ośrodek informuje, że materiały przekazane przez wykonawców projektu uniemożliwiają stworzenie produktu, który byłby zgodny z założeniami i celami projektu oraz interesem publicznym.

Z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita", wynika, że na koniec września Politechnika Łódzka, odpowiedzialna za przygotowanie e-podręczników z zakresu matematyki i informatyki, przygotowała 53 proc. materiałów do nauki tego pierwszego przedmiotu i 40 proc. do drugiego. Uniwersytet Wrocławski odpowiedzialny za treści humanistyczne rozliczył niewiele ponad 40 proc. środków przyznanych mu na stworzenie materiałów do nauki języka polskiego czy historii, natomiast Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, który opracowuje materiały do przedmiotów przyrodniczych, zaledwie 30 proc. przyznanego mu na ten cel budżetu.

Trzeba przypomnieć, że projekt realizowany jest już od dwóch lat i zgodnie z wieloma zapowiedziami przedstawicieli MEN e-podręczniki mają się pojawić w szkołach już z początkiem najbliższego roku szkolnego. Największym problemem nie są jednak opóźnienia w programie, ale jakość dostarczanych przez partnerów materiałów.

Z naszych informacji wynika, że zbierająca się dziś Rada ds. Informatyzacji Edukacji przekaże MEN swoją opinię dotyczącą fragmentów e-podręcznika do informatyki. Będzie negatywna. Okazuje się, że jest on tak źle przygotowany, że nie nadaje się nawet do modyfikacji. Zdaniem ekspertów zespoły autorów i wykonawców odpowiedzialnych za stworzenie e-podręczników nie mają wystarczającej wiedzy i doświadczenia, by ten projekt skutecznie zrealizować. Żadna z uczelni, które są partnerami merytorycznymi w projekcie, nigdy wcześniej nie napisała żadnego podręcznika szkolnego. Jedyny profesjonalny wydawca, który zgłosił się do projektu, przygotowuje materiały do edukacji wczesnoszkolnej.

To nie pierwsze tarapaty e-podręcznika. W 2012 r. pisaliśmy, że ORE wybrał na partnera technologicznego firmę zupełnie nieznaną w branży e-learningu, która nie miała wystarczających zasobów technicznych ani ludzkich do realizacji projektu. Firma za to pracowała dla fundacji, z którą związana była odpowiedzialna za projekt e-podręcznika wiceminister edukacji, a wcześniej szefowa ORE Joanna Berdzik. Po naszej publikacji konkurs unieważniono, a kontrole wykazały wiele nieprawidłowości w jego procedurze.

To nie koniec wątpliwości związanych z tym projektem. Do lutego tego roku jego koordynatorem był Krzysztof Wojewodzic, osoba bez wykształcenia informatycznego, za to znajomy Berdzik z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Kolejny jej kolega z zarządu tego stowarzyszenia, Andrzej Jasiński, koordynuje wart 27 mln zł program szkoleń dla nauczycieli z obszaru cyfrowej szkoły. Szkolenia prowadzi fundacja, z którą współpracowała Berdzik.

Projekt e-podręcznika jest wart ponad 40 mln zł.