Zmiany w planach lekcji, by nie stygmatyzować dzieci niewierzących

Tylko lekcje z katechetą na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej nie stygmatyzują dzieci niewierzących – mówi dr hab. Paweł Borecki, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.

Aktualizacja: 15.12.2023 11:04 Publikacja: 15.12.2023 03:00

Zmiany w planach lekcji, by nie stygmatyzować dzieci niewierzących

Foto: AdobeStock

Czy konstytucja zobowiązuje państwo do finansowania lekcji religii?

Nie. Konstytucja używa bardzo ogólnego sformułowania w art. 53 ust 4: „Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób”. Nie ma obowiązku. Nauczanie religii, zgodnie z konstytucją, może więc odbywać się w formie szkółek sobotnich czy niedzielnych na zasadzie udostępnienia sal lekcyjnych wszystkim związkom wyznaniowym, które mają chętnych do nauki.

Religia „może” być przedmiotem nauczania, czyli nie musi.

Można to tak interpretować. Według wykładni historycznej przyjmujemy, że szkoła udostępnia pomieszczenia, jeśli znajdą się chętni. Wykładnia restrykcyjna, literalna też jest jednak dopuszczalna.

Czytaj więcej

Będzie mniej religii w szkołach. Ważna deklaracja nowej minister edukacji

Zgodnie z konkordatem władze państwowe gwarantują, że szkoły i przedszkola zgodnie z wolą zainteresowanych będą organizować lekcje religii w ramach planu zajęć. Jak to rozumieć?

Pierwsza interpretacja jest taka, że skoro organizują, to również finansują katechetów. Można jednak pojęcie organizacji pojmować technicznie, porządkowo. Szkoła będzie wówczas udostępniać lokal, ogrzewanie, światło, ale nie będzie opłacać wynagrodzenia katechetów. Obecnie bowiem religia w szkole to czysty przekaz wiary. To nie nauka o religii. To przedmiot o charakterze formacyjnym. Państwo bezstronne, neutralne światopoglądowo nie powinno finansować upowszechniania określonego światopoglądu. Taka interpretacja ma podstawy konstytucyjne.

Treści nauczania zgodnie z konkordatem ustala jednak Kościół. A co oznacza sformułowanie „w ramach planu zajęć”?

Czyli nie w soboty i nie w niedziele. Chociaż można przyjąć interpretację, że skoro organizowane są zajęcia pozalekcyjne dla chętnych w soboty, to również religia będzie organizowana tego dnia. Każdy dzień szkolny ma swój początek i koniec. Konieczne jest umieszczenie lekcji religii na pierwszej lub ostatniej godzinie. Uważam wręcz, że wynika to z art. 54 ust. 4 konstytucji. Proszę zwrócić uwagę na drugą część tego przepisu. Nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób. Chodzi o to, by dzieci, które nie chodzą na religię, nie były stygmatyzowane. Nie mogą czekać na korytarzu czy w bibliotece, oczekując na kolejne zajęcia. Przez umieszczanie religii w środku dnia są traktowane jak odmieńcy. Tylko religia na pierwszej lub ostatniej godzinie nie stygmatyzuje dzieci niewierzących lub dzieci innych wyznań.

Czy „w ramach planu zajęć” oznacza, że można takie zajęcia zaplanować raz na dwa tygodnie?

Oczywiście, można. Wymiar godzin religii został ustalony nie w drodze konkordatu, nie w drodze ustawy oświatowej, ale w drodze rozporządzenia ministra edukacji z 1992 r. Obecnie nierzadko dwie godziny religii są zamieszczane w planie jedna po drugiej. Nieborak, niechodzący na religię, w lokalnych, homogenicznych społecznościach jest piętnowany. W Polsce dochodzi do bardzo różnych, trudnych dla dzieci sytuacji. Dowodzi tego chociażby sprawa Mateusza Grzelaka. W 2010 r. Polska została skazana przez Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Do czego doszło?

Mateusz Grzelak był jedynym dzieckiem w szkole, które nie chodziło na religię. Dzieci nie lubią odmieńców. Był więc prześladowany. Na przykład topiono jego zeszyty w klozecie. Rodzice prosili o lekcję etyki, ale nie została zapewniona. Mateusz musiał się przenieść do innej szkoły. Traumy, które się nabywa w dzieciństwie, zostają na całe życie.

Znam też wielu rodziców z dużych miast, którzy posyłają dziecko na religię tylko dlatego, żeby nie czuło się inne.

Tak. Państwo powinno temu zapobiegać, między innymi umieszczając te zajęcia na pierwszej lub ostatniej godzinie. Chyba dzieci uczęszczające na religię są w stanie przetrwać taką próbę wiary, żeby przyjść 45 minut wcześniej do szkoły.

Co trzeba by zrobić, żeby lekcje religii odbywały się w salach katechetycznych?

Można sformułować aneks do konkordatu. Na podstawie art. 27 rząd ze Stolicą Apostolską lub z upoważnioną przez Stolicę Apostolską Konferencją Episkopatu Polski można zawrzeć umowę uzupełniającą. Wystarczy jedna poprawka – „organy mogą organizować” naukę religii. Trzeba by też zmienić przepisy ustawy o systemie oświaty i rozporządzenie ministra. Już są diecezje, chociażby warmińska, w których katecheza powraca do sal katechetycznych. W części szkół jest prowadzona, ale odbywa się też w przykościelnych salach katechetycznych.

Czy żeby podpisać aneks do konkordatu nie jest potrzebny prezydent? To przecież umowa międzynarodowa.

Aneks podpisuje rząd. To rząd prowadzi politykę międzynarodową. Art. 27 konkordatu daje taką możliwość. Jeśli uznamy jednak, że potrzebne jest współdziałanie prezydenta, liczę na to, że Andrzej Duda jest człowiekiem racjonalnie myślącym i ma świadomość tego, co się dzieje. Młodzież ucieka z katechezy. Kościół powinien sobie uświadomić, że mit katolickiego narodu polskiego odszedł w przeszłość. Trzeba odtworzyć system pozaszkolnej nauki religii. Wazowie już nie rządzą w Polsce, a Habsburgowie w Europie.

Sądy i trybunały
Sędzia Piebiak może stracić immunitet. Oskarża go były lider KOD
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Konsumenci
Frankowicze mają nowy sposób na banki. Donoszą do prokuratury
Podatki
Ryczałtowcy chcą dzielić biznes, by obniżyć składkę zdrowotną
Praca, Emerytury i renty
Będzie dodatkowa waloryzacja emerytur i rent. Rząd odsłania karty
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Nieruchomości
Mieszkania społeczne. Koniec wyodrębniania na własność