A na horyzoncie widać
już kolejne wybory.
No właśnie. A jak powiedziałem, już jesteśmy w trudnej sytuacji i to będzie wymagało od rządzących dużej dyscypliny w realizacji budżetu. Tymczasem relacja pomiędzy rządem i prezydentem sprawia, że to zadanie jawi się jako skrajnie trudne. Strategia prezydenta Nawrockiego polegająca na tym, że wetuje wszystkie ustawy, które podnoszą podatki oznacza, że polityka fiskalna traci sterowność. Jeżeli rząd chciałby ograniczać deficyt i robić to na przykład poprzez podniesienie jakichś podatków, to w tej sytuacji traci tę możliwość, bo prezydent mu to blokuje, a opozycja nie pomoże przecież w odrzuceniu weta. Te weta mogą być po prostu skuteczne. Rząd znalazł się więc w sytuacji, w której startuje z wysokiego deficytu w 2025 r., musi go znacząco obniżać w kolejnych latach, wchodzi w okres wyborczy i nie bardzo może podnosić podatki.
Co może zrobić?
Musi starać się stabilizować nominalną wartość wydatków w tych obszarach, w których jest to możliwe, czyli na przykład 800+. Dzięki temu uzyskuje jakieś zacieśnienie polityki fiskalnej. Musi stabilizować albo ograniczać realny wzrost świadczeń, na przykład wynagrodzeń w budżetówce. W ten sposób znajdzie się jednak pod silną presją społeczną. Oczywiście jesteśmy w cyklu silnych wydatków unijnych, napędzanych m.in. pieniędzmi z Krajowego Planu Odbudowy, będą więc rosły inwestycje publiczne, inwestycje samorządów, ale to nie zmienia faktu, że mamy przed sobą trudny scenariusz, z którym musimy się zmierzyć.
Kluczem jest chyba
tempo wzrostu gospodarczego?
Zdecydowanie. Jeśli uda się zrealizować wzrost na poziomie założonych w projekcie 3,5 proc., a my w naszych wewnętrznych prognozach mamy zbliżone tempo wzrostu, to sytuacja nie będzie jeszcze najgorsza. Jeśli wzrost poszedłby jednak wyraźnie poniżej tych oczekiwań, będziemy mieli do czynienia z jeszcze większym deficytem i jeszcze większym długiem. Jest szansa, żeby utrzymać wzrost na poziomie założonym przez rząd, bo on w dużym stopniu będzie oparty na inwestycjach, które realizowane są przez jednostki sektora publicznego, czy szerzej wspierany przez środki unijne, w tym te z Krajowego Planu Odbudowy, więc jest to czynnik niejako zewnętrzny. Nie zależy on od nastrojów przedsiębiorców. To nie jest cykl w inwestycjach prywatnych. Nie jest więc labilny, niepewny.
A czy ten
budżet jest wykonalny?
Najważniejszą rzeczą jest to, że ten projekt budżetu pokazuje wyraźnie gorszy niż oczekiwano wynik fiskalny. Gorszy niż oczekiwał rząd, a także Komisja Europejska. Schodzimy z wysokiego poziomu, to będzie trudne i będzie się odbywało w coraz trudniejszym środowisku społecznym i politycznym. Pierwszy raz od początku transformacji znaleźliśmy się w sytuacji, w której rząd ma wysoki deficyt sektora finansów publicznych, który w dużym stopniu został wywołany przez wydatki związane z geopolityką, w jakimś stopniu więc trudne do zakwestionowania. Jednocześnie musi ograniczać deficyt sektora finansów publicznych i nie ma prezydenta, który w tej sytuacji jest gotów współpracować. Niepewność dotycząca tego, jak to się wszystko ułoży jest większa niż w naszej dotychczasowej historii. Do tej pory było tak, że każdy rząd miał jakiś plan, starał się go realizować, a prezydent raczej nie przeszkadzał, wetował ustawy wątpliwe konstytucyjnie, ustrojowo. Przyjmowaliśmy, że rząd rządzi, a prezydent, jeśli nie wspiera, to przynajmniej nie torpeduje. Odium ewentualnych złych zmian, złych działań i tak spadało na rząd. Teraz po raz pierwszy jesteśmy w sytuacji, gdy prezydenckie weta poważnie utrudniają rządowi zadanie.