Początek prac nad ustawą zaplanowany jest na jutro. Zdaniem ekonomistów minister finansów zbyt optymistycznie wyliczył poziom dochodów podatkowych przy bardzo konserwatywnych założeniach dotyczących PKB i inflacji.

Według szacunków resortu finansów nasza gospodarka ma się w przyszłym roku rozwijać w tempie 4 proc., a średnioroczna inflacja nie przekroczyć 2,8 proc. Tymczasem ekonomiści prognozują wzrost na poziomie 4,5-4,8 proc. Z kolei inflacja w ich ocenie raczej nie spadnie poniżej 3 proc. - To bardzo konserwatywne założenia, ale nie mówię tego w formie zarzutu pod adresem ministerstwa - zastrzega Jarosław Janecki z Societe Generale. - Dziwi mnie, jak przy takich prognozach minister otrzymał tak wysokie wzrosty dochodów podatkowych. Wolałbym, aby założenia dotyczące strony dochodowej budżetu były równie konserwatywne.

Wyliczenia zawarte w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa wskazują, że przy podobnym poziomie wzrostu gospodarczego jaki osiągnęliśmy w 2010 roku - 3,8 proc. - w 2012 roku dochody z VAT mają już być o 23 mld zł wyższe. Resort założył więc aż 21 proc. wzrost. W uzasadnieniu podaje, że jest to możliwe dzięki przeprowadzonej już podwyżce stawek VAT oraz zwiększonych zakupach związanych z przygotowaniami do euro 2012. W planie założono też bardzo duży skok we wpływach z CIT - blisko 9 mld zł, czyli o ponad 40 proc. W tym wypadku minister tłumaczy, że firmy nie będą już mogły odliczać strat z ubiegłych lat, stąd wpływy z podatku powinny być wyższe. Z kolei wpływy z akcyzy wzrosną o prawie 8 mld zł (niecałe 15 proc. w porównaniu z 2010 rokiem, a dochody z PIT o 6,8 mld zł, czyli o niespełna 20 proc. W pierwszym wypadku minister wyjaśnia wzrost rosnącą akcyzą na paliwa, tytoń, alkohole, w drugim poprawą na rynku pracy.

Ekonomiści są sceptyczni. - Nie jestem pewien, czy za tak wysokim wzrostem z wpływów z VAT nie kryje się przypadkiem kolejna podwyżka stawek tego podatku - mówi Mirosław Gronicki, doradca prezesa NBP. - Z kolei skokowy wzrost dochodów z akcyzy kryje w sobie wątpliwe założenie, że wszyscy będziemy więcej pili, palili i jeździli, bo przecież podatek ten zależy od wartości sprzedanych towarów.

Jarosław Janecki podejrzewa, że przedstawiony poziom dochodów i wydatków oraz zakładany deficyt są takie, jakie jest w stanie zaakceptować Komisja Europejska. - Trudno oceniać realność przedstawionych danych nie znając dokładnych działań, które mają do ich osiągnięcia doprowadzić.

Podobnego zdania jest Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu. - Minister przedstawił bardzo mocne założenia przy braku oszacowania skutków finansowych zapowiadanych zmian i reform - mówi ekonomista. - Przy konieczności obniżenia deficytu o ok. 4,4 pkt. proc. rząd musi mieć pewność, że wydatki nagle nie podskoczą.

Pesymistycznie tak do założeń makroekonomicznych, jak i dochodowych podchodzi Michał Dybuła z BNP Paribas. - Jeśli minister finansów zrealizuje swoją zapowiedź ostrego schodzenia z poziomem deficytu finansów publicznych, ucierpieć może wzrost gospodarczy, wówczas zamiast 4 proc. będziemy obserwować zaledwie 3 proc. tempo wzrostu.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów