Korespondencja z Zakopanego

35 - letni Masternak, były mistrz Europy, był faworytem pojedynku w Nosalowym Dworze. Po jego stronie było ogromne doświadczenie i umiejętności, oraz fakt że walczy na swoim terenie. Cztery lata młodszy, niepokonany Whateley, olimpijczyk z Rio de Janeiro (2016) i trzykrotny uczestnik mistrzostw świata, imponował warunkami fizycznymi (195 cm wzrostu) i pewnością siebie. Wierzył, że pokona Masternaka i to on będzie się bił o światowy tytuł ze swoim rodakiem Jai Opetaią.

Tak się jednak nie stało, bo Polak udowodnił, że jest lepszym pięściarzem. Po czwartej rundzie rozdawał już karty, choć jak sam powiedział, musiał być czujny do końca, gdyż Whateley nie rezygnował. - Chociażby dlatego nie była to dla mnie łatwa walka. Wygrałem jednogłośnie i wysoko, ale nawet na moment nie mogłem stracić koncentracji, by nie przegrać w głupi sposób swojej życiowej szansy - mówił Masternak. - Kluczem do sukcesu w tym pojedynku była lewa ręka. Jak lewy prosty dochodził celu, zaraz z nim szły kolejne: prawy, lewy sierpowy. Były też ciosy na korpus, ale on dobrze je blokował, choć sporo doszło celu i odbierały mu oddech. Kilka razy był zraniony, ale szybko się odradzał. Raz, czy dwa odczułem siłę jego uderzeń – komentował przebieg ringowych wydarzeń zwycięzca.

Na pytanie, czy nie myślał o wygranej przez nokaut, gdy rywal miał problemy, odpowiedział, że chodziła mu taka myśl po głowie, ale ważniejsze od nokautu było zwycięstwo. – Dlatego ostatnie starcie nie było już tak intensywne. Nie szukałem na siłę efektownego rozstrzygnięcia. Australijczyk sprawiał wprawdzie wrażenie pobitego, ale ja czułem, że jeszcze nie zrezygnował, że poluje na cios, który mógłby odwrócić losy tego pojedynku - tłumaczył Masternak.

A na koniec, gdy ogłoszono jego zdecydowaną wygraną wziął mikrofon do ręki i powiedział kilka słów. O tym, że pochodzi z wielodzietnej rodziny, był jednym z jedenaściorga dzieci, że w wieku 15 lat wyprowadził się z domu, by walczyć o swoje marzenia i dziś jest tam, gdzie chciał być. A przed nim walka o światowy tytuł, którego jeszcze nie ma w swojej kolekcji.

Mistrzem świata organizacji IBF w wadze junior ciężkiej jest leworęczny Jai Opetaia. Wszystko wskazuje więc na to, że w przyszłym roku Masternak poleci na antypody i spróbuje mu ten pas odebrać. Kiedy „Master” w 2006 roku zaczynał zawodową karierę, ten właśnie pas zdobył Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, wygrywając na warszawskim Torwarze z Amerykaninem Steve’em Cunninghamem. Dwa lata później był on już w posiadaniu Tomasza Adamka, a w przyszłym roku, kto wie, może zdobędzie go Masternak, szczęśliwy ojciec dwóch synów i córki.

Stary mistrz, Krzysztof Włodarczyk też ma powody do zadowolenia. Wrócił na ring po długiej przerwie, znokautował rywala z Argentyny i myśli o kolejnym pojedynku. On też jeszcze ma marzenia.