Julia Kirianowa: Proponuję dialog prywatnych firm rolnych Ukrainy i Polski

Jestem przekonana, że sektor prywatny porozumie się znacznie szybciej niż władze obu krajów – mówi Julia Kirianowa, prezeska ukraińskiego Smart Holdingu.

Publikacja: 29.08.2023 03:00

Julia Kirianowa: Proponuję dialog prywatnych firm rolnych Ukrainy i Polski

Foto: mat. pras.

Przed wybuchem wojny Smart Holding zatrudniał ponad 100 tys. osób w wielu zakładach. Był wśród nich słynny Azowstal. Co z tego imperium zostało?

Jesteśmy firmą inwestycyjną ukierunkowaną na branżę przemysłową i rolnictwo. W niektórych firmach mamy udziały mniejszościowe. To oddzielna część naszego biznesu. Tam przed wojną pracowało 130–140 tys. osób. W tej chwili zatrudnienie zmniejszyło się o około 60 proc. Część druga, w której jesteśmy większościowym bądź nawet całkowitym właścicielem, czyli gaz, porty, infrastruktura, także część firm przemysłowych zatrudniała około 5 tys. osób. Zostało z nich 3 tys.

Kiedy skończyła się pandemia Covid-19, byliśmy gotowi do ekspansji. Ale okazało się, że „czarne łabędzie” pojawiają się w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Z aktywów pozostała pewnie z połowa, w przypadku gazu 20 proc., w przemyśle metalowym i wydobywczym ok. 60 proc. Nasze stocznie zbankrutowały, centra handlowe są zbombardowane bądź zajęte przez Rosjan. Straciliśmy połowę bazy produkcyjnej. Przetrwaliśmy, bo uratowały nas wysokie ceny gazu, a pieniądze z części gazowej utrzymały przy życiu resztę firm. Jesteśmy zdeterminowani, aby ich nie likwidować, dopóki to możliwe.

Czytaj więcej

Polska znowu grozi zakazem wjazdu dla ukraińskiego zboża

Smart Holding ucierpiał jednak nie tylko z powodu wojny.

Przyszedł rok 2023, a z nim kolejny „czarny łabędź”. Rozpoczęła się wewnętrzna dyskusja, dotycząca naszych aktywów, która dla naszej grupy miała, delikatnie mówiąc, niezbyt przyjemne konsekwencje. Niektóre zezwolenia zostały nam cofnięte.

Czy pani holding ma jeszcze jakiekolwiek kontakty biznesowe z Rosją?

Żadnych. Do 2014 r. importowaliśmy z Rosji węgiel. Zerwaliśmy wszystkie kontakty po zajęciu Krymu przez Rosjan.

Do niektórych firm zarządzanych przez panią weszły służby bezpieczeństwa SBU. Dlaczego?

To, co stało się z naszym biznesem, nie ma jakiegokolwiek związku z sankcjami. Powody są polityczne i związane z Kościołem prawosławnym, dotyczą założyciela naszej grupy Wadima Nowińskiego, który rozstał się z firmą w 2013 r. i w tej chwili jest kapłanem w Kościele prawosławnym. W 2022 r. wycofał się całkowicie, przekazując prawa własności funduszowi powierniczemu. Jestem przedstawicielką tej firmy i dyrektorem generalnym odpowiedzialnym za biznes w Ukrainie. Władze w Kijowie oskarżyły naszych cypryjskich udziałowców o współpracę z Rosjanami, i to było podstawą do zamrożenia części aktywów Smart Holdingu. Dla mnie taka argumentacja jest bezpodstawna. Pokazuje, że Ukraina nawet teraz, w czasie wojny, ma jeszcze wiele do zrobienia, aby w naszym kraju zapanowały prawdziwe rządy prawa.

Wiadomo, kto przejmie aktywa waszej grupy, które zostały zamrożone po wejściu SBU?

Może to być państwo. Ale nie wykluczam, że w kilka lat po zakończeniu wojny pojawią się nowi oligarchowie. Jesteśmy krajem postradzieckim z kulturą korzystania z dobrodziejstw budżetu czy państwa w ogóle. Część biznesu, jaka w Ukrainie funkcjonuje, została przejęta przez sektor prywatny z pełną odpowiedzialnością i tak była zarządzana. Niestety, nie dotyczy to całej gospodarki. Pojawili się nowi oligarchowie, a w Ukrainie mamy nawet ustawy ograniczające ich działalność. Niestety, nie weszły w życie.

Czy sądzi pani, że sytuacja zmieniłaby się, gdyby Ukraina podpisała umowę o wejściu do Unii Europejskiej?

Mam nadzieję, że tak. Tak samo oczekiwałabym, że zachodni partnerzy pomogliby nam mądrze nie tylko zmieniać prawo, ale i wprowadzić je w życie. Moim zdaniem Ukraińcy nie będą w stanie zrobić tego sami.

W Ukrainie aktywne są MFW, Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR). Czy ich obecność jest wsparciem dla biznesu takiego, jakim pani kieruje?

Te instytucje mają swoje zasady. EBOR ma udziałowców z 40 krajów, więc musi kierować się swoimi regulacjami. Nawet przed wybuchem wojny większość ukraińskich firm miała kłopoty ze sprostaniem zasadom pozwalającym na pozyskanie finansowania z tego banku. Teraz wiele nadziei wiążę z powstaniem Funduszu Rozwoju Ukrainy, za którym stoją BlackRock i JPMorgan. Zainteresowanie uczestniczeniem w tym przedsięwzięciu jest ogromne. Rozumiem, że zachodnie biznesy chcą kontrolować przepływ pieniędzy, które powinny trafić zgodnie z przeznaczeniem, ale ukraiński biznes w tej chwili walczy o przetrwanie. Wykorzystujemy wszystkie dostępne środki, aby nie zniknąć. Płacimy podatki, wspomagamy inicjatywy pomocy ludności cywilnej, dajemy pieniądze na wojsko. Ale czy nasze pieniądze wystarczą, aby od nowa stworzyć budownictwo? Oczywiście, że nie. Chcielibyśmy więc, aby instytucje takie jak Bank Światowy, IFC [International Finance Corporation, część grupy Banku Światowego – red.], EBOR zdecydowały się na wyważone podejście. Jeśli do Ukrainy wejdzie zachodni biznes, a nasze firmy nie będą miały szans na uczestniczenie w procesie odbudowy kraju, sytuacja dla nas będzie bardzo nieciekawa. Chętnie przyjmę partnerów, potrzebujemy wsparcia, musimy działać w przejrzysty sposób, ale zasady tej gry muszą się zmienić.

Czytaj więcej

Rumunia nie boi się ukraińskiego zboża. Pomaga w eksporcie z własnych portów

Wierzy pani, że to możliwe?

Wszyscy powinni wiedzieć, że tutaj jesteśmy, i muszą zaakceptować nas, prywatnych przedsiębiorców. W tej chwili dyskusja toczy się na poziomie rządowym. Nie widzę natomiast woli, aby do tych kontaktów miał zostać włączony biznes.

Czy sądzi pani, że mimo tych kłopotów jest pani w stanie odbudować Smart Holding?

To tak, jakby pani spytała, czy Ukrainę można odbudować. Wierzę, że to możliwe.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba powiedział, że wojna może potrwać kilka lat, bo władza jest zdeterminowana odzyskać całe terytorium. Czy pani, jako przedstawicielka biznesu, wierzy, że to możliwe?

Jako Ukrainka nie mam wątpliwości: chcemy odzyskać nasze terytorium i chcemy pokoju. To są również warunki niezbędne do prowadzenia normalnej działalności i pozyskania kapitału zagranicznego gotowego do zainwestowania w naszym kraju. Ale na ile jest to możliwe, trudno teraz ocenić.

Co pozostało z części rolnej waszego holdingu?

To bardzo smutna historia. Mamy mniejszościowe udziały w HarvEast, jednym z dziesięciu największych kompleksów rolniczych w kraju. Przed 2014 r. gospodarowaliśmy na 200 tys. ha. Dzisiaj z tego obszaru pozostało 30 tys. ha. W 2022 r. utraciliśmy część zbiorów i sprzętu, a z tej części, którą nadal można uprawiać, muszą zostać usunięte miny. Logistyka została zniszczona, porty morskie nie mogą normalnie funkcjonować.

Przed wojną, w sezonie 2019/2020, wyeksportowaliśmy 55 mln ton zbóż. W sezonie 2020/2021 – 45 mln ton, a w kolejnym, kiedy zaczęła się wojna, plany zakładały sprzedanie za granicę 50 mln ton. To okazało się niemożliwe, ale dzięki umowie zbożowej sprzedaliśmy 33 mln ton. Wojna zdjęła z naszego eksportu rolnego 100 mln ton najróżniejszych produktów, więc rolnicy znaleźli się w katastrofalnej sytuacji. Ukraińskie zboża są sprzedawane taniej o 20–30 procent, a logistyka kosztuje więcej niż w przypadku producentów z innych krajów. Doszły kłopoty z transportem ukraińskiego zboża drogą lądową. Jeśli sytuacja nie zostanie rozwiązana, ukraińskich rolników czeka tragedia.

Sądzi pani, że ten pat można rozwiązać?

Trzeba znaleźć nowe drogi transportowe do portów w krajach Unii Europejskiej. Są to oczywiście długoterminowe projekty infrastrukturalne. Nie ukrywam, że po stronie ukraińskiego sektora prywatnego jest silna wola uczestniczenia w takich rozwiązaniach. Drugi aspekt to spojrzenie z Brukseli na potencjał rolny Ukrainy, dzięki któremu UE mogłaby stać się nie tylko samowystarczalna pod względem produkcji żywności, ale i największym eksporterem produktów rolnych. Przecież odbiorcą nie byłyby kraje Wspólnoty, lecz Afryka, Azja. Nie ukrywam, że chętnie zainicjowałabym dialog między prywatnymi firmami rolnymi Ukrainy i Polski.

Uważa pani, że te produkty można bezkonfliktowo przewieźć przez Rumunię, Bułgarię, Węgry i Polskę?

Wszystko można zorganizować w odpowiedni sposób. Tyle że trzeba o tym rozmawiać spokojnie i otwarcie. Merytoryczny dialog jest w stanie rozwiązać tę sytuację.

Kto pani zdaniem powinien prowadzić ten dialog? Pani i polskie firmy czy ministrowie z Kijowa i Warszawy?

Oczywiście rządy muszą ze sobą rozmawiać, bo muszą powstać ramy takiego porozumienia, a biznes musi funkcjonować zgodnie z obowiązującymi zasadami. Kto nie stosuje się do zasad, wypada z gry. Ale przedsiębiorcy ze swojej strony muszą także mieć platformę do porozumienia. Jestem przekonana, że sektor prywatny porozumie się znacznie szybciej niż władze.

Czy rząd w Kijowie wie, że pani jest w Polsce?

Nie. Ale śledzą wszystkie publikacje prasowe, w których się wypowiadam. Jestem za silną Ukrainą i uważam, że jeśli mamy jakiekolwiek wewnętrzne problemy, musimy być transparentni. Oczywiście w sprawach dotyczących wojny z Rosją jesteśmy na mur zjednoczeni. I nic tego nie zmieni.

Z kim spotyka się pani w Polsce?

Tak jak było to w przypadku USA, Wielkiej Brytanii czy Niemiec przede wszystkim z przedstawicielami miejscowego biznesu. Tam mamy już zaawansowane projekty. Polska jest rynkiem, który poznajemy, i zamierzam tutaj promować ukraińskie inwestycje. Na razie jestem po rozmowach na rynku nieruchomości. Spotkałam się z przedstawicielami rodzinnej firmy deweloperskiej na Pomorzu, która ma projekty w Redzie, Gdyni i Gdańsku. Jesteśmy wobec siebie komplementarni. My mamy doświadczenie w projektach komercyjnych, oni w mieszkaniowych. Widzę więc możliwości wspólnych inwestycji w Polsce, a kiedy wojna się skończy, będziemy gotowi do przeniesienia naszych doświadczeń do Ukrainy.

Mieszka pani w Kijowie. Czuje się pani tam bezpieczna?

Nikt nie czuje się bezpieczny w Ukrainie. Nikt nie śpi spokojnie, a często przez kilka dni nie śpimy wcale. Ale mam w kraju 3 tys. pracowników, jestem ich szefową i muszę być tam, gdzie oni.

CV

Julia Kirianowa jest Ukrainką. Prezeską Smart Holding, jednej z największych firm ukraińskich, została w sierpniu 2021 r. Od roku 2015 była jej wiceprezeską i odpowiadała za finanse. Absolwentka Narodowej Akademii Zarządzania w Kijowie, tytuł MBA zdobyła na brytyjskim Open University. W latach 1996–2005 pracowała w ukraińskiej filii ING Banku, potem przez trzy lata w System Capital Management CJSC. ∑

Przed wybuchem wojny Smart Holding zatrudniał ponad 100 tys. osób w wielu zakładach. Był wśród nich słynny Azowstal. Co z tego imperium zostało?

Jesteśmy firmą inwestycyjną ukierunkowaną na branżę przemysłową i rolnictwo. W niektórych firmach mamy udziały mniejszościowe. To oddzielna część naszego biznesu. Tam przed wojną pracowało 130–140 tys. osób. W tej chwili zatrudnienie zmniejszyło się o około 60 proc. Część druga, w której jesteśmy większościowym bądź nawet całkowitym właścicielem, czyli gaz, porty, infrastruktura, także część firm przemysłowych zatrudniała około 5 tys. osób. Zostało z nich 3 tys.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Maciej Reluga: To będzie największy problem polskich firm
Biznes
Wiceminister klimatu: Jest już trzeci wniosek operatora systemu kaucyjnego
Biznes
Polacy mają zaległe rachunki za telefon i internet na miliard złotych
Biznes
Rachunki za telefon i internet w 2024 roku. Pada mit
Biznes
Jest już drugi operator systemu kaucyjnego. Mikroskopijna spółka
Materiał Promocyjny
Czym charakteryzuje się rola polskich banków na tle innych krajów regionu CEE?