Decyzja o ilościowym luzowaniu polityki monetarnej (QE) USA okazała się mocnym wsparciem dla inwestorów. Na części rynków akcji, surowców i walut doszło do zdecydowanego wybicia kursów z trwającej przez niemal cały miniony miesiąc stabilizacji.
Kurs euro względem dolara oderwał się od poziomu 1,40 i poszybował nawet powyżej 1,42. Tak tani dolar nie był od stycznia. Przyczyna jest prosta – żeby skupować obligacje, Fed musi drukować dolary, przez co mogą one tracić na wartości.
Osłabienie się amerykańskiej waluty na rynkach światowych przełożyło się na kurs złotego względem tej waluty. Dolar staniał o prawie 2 proc. (do 2,74 zł) i znalazł się w okolicy dołka z grudnia 2009 r. – Spadek kursu euro poniżej 3,9 zł to też efekt decyzji Fedu – mówi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. – Inwestorzy chętniej będą inwestowali w instrumenty o wyższej stopie zwrotu i wyższej premii za ryzyko. Dotyczy to m.in. złotego – dodaje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
Obawy przed utratą wartości amerykańskiej waluty znalazły odzwierciedlenie w cenach złota, które podskoczyły o ponad 2 proc. i znalazły się o krok od październikowego rekordu. Podrożały także inne surowce. Notowania ropy naftowej poszły w górę o 1,5 proc., cena miedzi skoczyła o 1,7 proc.
Nic więc dziwnego, że lokomotywami zwyżki na warszawskiej giełdzie były właśnie spółki związane z surowcami. Notowania PKN Orlen i Lotosu wystrzeliły w górę o ponad 6 proc., KGHM o 4,4 proc. WIG20 zdołał wreszcie pokonać październikowy szczyt i dzięki zwyżce o 2 proc. ustanowił nowy rekord hossy (2721 pkt). Zyski z akcji rosną w jeszcze szybszym tempie z punktu widzenia inwestorów zagranicznych dzięki umacnianiu się złotego.