Na gorszy wynik, nie pozwalający osiągnąć przewidywanej liczby dostaw w całym roku, wpłynął spadek wydanych samolotów wąskokadłubowych B737: klienci dostali 39 sztuk, a miesiąc wcześniej 44. Ponadto koncern przekazał po osiem B787 i B777, a w marcu wydał ich po 10. Z fabryki odleciał tylko jeden B47, miesiąc temu dwa.
Koncern wyjaśnił, że spadek dostaw wobec marca był mniejszy od wzrostu produkcji w ostatnim roku; liczba wydanych maszyn była o 12 większa niż w kwietniu 2013 dzięki zwiększeniu rytmu produkcji.
- Miesięczne wahania są normalną rzeczą i zależą od różnych czynników, np. od preferencji klientów co do terminu odbioru — wyjaśnił rzecznik Chaz Bickers. Boeing nadal przewiduje dostarczenie w tym roku 715-725 samolotów — dodał.
Inwestorzy obserwują tempo dostaw samolotów, bo ich producenci otrzymują zapłatę w chwili odbioru. Inwestorom Boeinga zależy szczególnie na zwiększeniu tempa dostaw, bo chcą, aby firma miała gotówkę na skup swych akcji z rynku, na wypłatę dywidendy i na odzyskanie 25 mld dolarów odroczonych kosztów związanych z produkcją Dreamlinera.
Większe tempo produkcji
Boeing stara się zwiększyć w bieżącym kwartale rytm produkcji B737 do 42 miesięcznie i do 47 co miesiąc w 2017 r. Konkurencyjny A320 powstaje teraz w liczbie 42 sztuk, Airbus chce dojść w II kwartale 2016 do 46 co miesiąc. Wzrosło też tempo powstawania B787 do 10 miesięcznie.
W montowni w Południowej Karolinie pojawiły się w tym roku problemy, koncern musiał zatrudnić kilkuset dodatkowych pracowników i wysyłać samoloty do Everett na końcowy montaż. Koncern podał, że osiąga postępy w redukowaniu problemów produkcji w Karolinie, bez podania szczegółów. Wiadomo, że pracownicy dostaną w maju premię, jeśli osiągną założony poziom produkcji.
Jeśli koncern utrzyma tempo dostaw z pierwszych 4 miesięcy, to w całym roku wyda klientom 651 samolotów. Rok temu było ich 648. Airbus zamierza dostarczyć 626 maszyn, tyle samo co w 2013 r.