Rada Polityki Pieniężnej podniosła w środę, po raz trzeci z rzędu, stopy procentowe. Tym razem główna stopa wzrosła o 0,5 pkt proc. do 1,75 proc. A to nie koniec.

Przez kilka ostatnich lat Polacy i krajowe firmy przyzwyczaili się do rekordowo tanich i łatwo dostępnych kredytów. To owoc radykalnych decyzji większości banków centralnych świata, w tym polskiego. Obniżając stopy procentowe do zera bądź nawet minusowych wartości, próbowały zażegnać skutki kryzysu finansowego z 2008 roku, a następnie pandemii.

Era taniego pieniądza w Polsce przeszła już jednak do historii, a to niesie ze sobą poważne ryzyko. Jeszcze latem tego roku prezes NBP Adam Glapiński uspokajał, że nie ma podstaw do podwyżek stóp procentowych, a rosnąca inflacja jest przejściowa. Rynek, a więc uczestnicy krajowego obiegu pieniądza, zdawał się w to wierzyć. Stawka tzw. WIBOR-u, według której liczone są raty kredytów bankowych, była jak zaczarowana – bliska zera. Zadłużonym, których zdolność kredytowa urosła do niespotykanych wartości, do spłaty (nie licząc raty kapitałowej) pozostawała więc tylko marża kredytowa naliczana przez banki.

Jednak wydarzyło się to, co dla ekonomistów było oczywiste od dawna. Prezes NBP zmienił zdanie co do stóp procentowych, inflacja przyspieszyła, a uczestnicy gry rynkowej zaczęli to wszystko dyskontować na krajowym rynku długu. Jak z procy wystrzeliły rentowności obligacji, a z nimi stawka najlepiej obrazująca koszt pieniądza w kraju i punkt odniesienia w umowach kredytowych, czyli sześciomiesięczny WIBOR. Od sierpnia wzrósł już – bagatela – 14 razy i wynosi 2,5 proc. Pionowa wręcz linia na wykresie oraz kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej nie wróżą nic dobrego ani dla zadłużonych, ani, szerzej – dla gospodarki.

Czytaj więcej

Stopy przeskoczyły poprzeczkę sprzed kryzysu

Właściciele kredytów bankowych właśnie otrzymują z banków e-maile lub listy polecone z informacją o rosnących ratach. W niektórych przypadkach wysokość płaconych co miesiąc odsetek co najmniej się podwoi. A to dopiero początek, bo WIBOR wciąż rośnie, a banki zgodnie z regulaminem dokonują zmian odsetek raz na kwartał lub co pół roku, a to powoduje przesunięcia czasowe. Niektórzy dostaną „prezent" dopiero pod choinkę. Obok szalejącej inflacji to kolejny cios dla domowego portfela. Co ciekawe, z drugiej strony banki nie palą się do podnoszenia oprocentowania lokat. Szybko usunęły też z oferty lokaty oprocentowane według szybko rosnącej stawki WIBOR.

Skutki zmian będę jeszcze szersze. Dotkną zadłużonych firm, które przyzwyczajone do taniego kapitału, będą musiały szybko uwzględniać ten dodatkowy, znaczący koszt w przyszłorocznych budżetach i przepływach finansowych. W niektórych przypadkach przedsiębiorstwa sfinansują go wyższymi przychodami czy zyskami (tam, gdzie będzie to możliwe) lub po prostu zrezygnują z inwestycji.

Poważnym ryzykiem – i to dla całej gospodarki – mogą jednak okazać się tzw. firmy zombi. Chodzi o przedsiębiorstwa (nawet jedną piątą wszystkich), które przez lata były sztucznie utrzymywane przy życiu – czy to właśnie tanim pieniądzem z banku, rynku obligacji czy kroplówkami rządowymi. Teraz rynek mówi: sprawdzam, i każe zapewne sobie sporo za to zapłacić. Nie wszyscy to przeżyją.

Czytaj więcej

Kredyty coraz droższe, a to jeszcze nie jest koniec