Bilans prezydenckiego weta? Rzecz jasna, polityczna wojna na linii rząd–ośrodek prezydencki. Będzie to konfrontacja wyjątkowo twarda, lewarowana zresztą przeciw Donaldowi Tuskowi przez zagończyków ze strony PiS. Kto na tej wojnie będzie miał przewagę? Trudno powiedzieć, bo obie strony mają swoje instrumenty: Nawrocki – weto prezydenckie, Włodzimierz Czarzasty – „marszałkowskie” oraz finansowanie Kancelarii Prezydenta z budżetu przygotowywanego przez rząd etc. Możliwości blokowania działań Karola Nawrockiego więc nie brakuje. Do tego Donald Tusk rozpocznie finansowanie programu „Polska zbrojna” z SAFE wbrew pogróżkom prezydenta oraz jego zauszników i zapewne rozpocznie objazd Polski lokalnej, tłumacząc, że jego działania to realizowanie strategii bezpieczeństwa państwa. Może na tym wiele wygrać. I przynajmniej z tej perspektywy sprzeciw prezydenta wobec ustawy wprowadzającej SAFE jest mu politycznie na rękę. Nie jest to pierwszy raz, kiedy polaryzacja buduje polską politykę.
Czytaj więcej
W odpowiedzi na zapowiedziane przez Karola Nawrockiego weto w sprawie ustawy wdrażającej unijny program SAFE premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajn...
Jak realne pieniądze z NBP mogą posłużyć do wsparcia obronności?
Ale jest jeszcze jeden gracz, który zostaje z gorącym kartoflem w dłoni. To Adam Glapiński, szef banku centralnego. W trudnym położeniu znalazł się jednocześnie Narodowy Bank Polski, któremu przewodzi. Również jeden bilion złotych gra już swoją autonomiczną rolę w polskiej polityce. Sprawę sprzedaży części rezerw podpowiedział prof. Grzegorz Kołodko; Glapiński zastosował „czary mary” – na zasadzie „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Ale o bilionie rezerw Polacy już wiedzą, tak jak o możliwości sfinansowania z części rezerw NBP wydatków zbrojeniowych i tych słów cofnąć się nie da. Czy dla przeprowadzenia tego procesu jest potrzebna prezydencka ustawa o „polskim SAFE 0 proc.” oraz powołanie nowego funduszu? Ani trochę.
NBP – po sprzedaży aktywów – może z tej kwoty udzielić pożyczki BGK gwarantowanej, np. obligacjami oprocentowanymi 0.1 proc., która byłaby spłacona z przyszłego zysku banku centralnego przekazanego do budżetu państwa.
NBP – jeśli Glapińskiemu naprawdę zależy na bezpieczeństwie narodowym, a nie na retorycznym wspieraniu prezesa PiS – powinien faktycznie sprzedać – powiedzmy – jedną czwartą rezerw (w kilku fazach) i przekazać te pieniądze do budżetu. Tyle że byłoby to możliwe dopiero za kilkanaście miesięcy, bo zysk realizuje się po końcu roku obrachunkowego. Oczywiście, pieniądze te można by przekazać w innym terminie, ale wymagałoby to nowelizacji ustawy o NBP, czyli znów – podpisu prezydenta. W atmosferze wojny między pałacami trudno to sobie wyobrazić.