Reklama

Złoto NBP na sprzedaż? Ekonomiści alarmują: to może osłabić finanse państwa

Na czas pokoju mamy wystarczające rezerwy, ale czasy są trudne, a przyszłość niepewna. Gdy idzie wojna, trzeba się zbroić, wzmacniać rezerwy. A złoto to zabezpieczenie na czas światowego armagedonu finansowego – przekonują ekonomiści.
Glapiński chce sięgnąć po złoto NBP. Eksperci: to może być kosztowny błąd

Glapiński chce sięgnąć po złoto NBP. Eksperci: to może być kosztowny błąd

Foto: Fotorzepa/ Jakub Czermiński

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie cele stoją za propozycją sprzedaży złota Narodowego Banku Polskiego.
  • Dlaczego ekonomiści sprzeciwiają się upłynnianiu rezerw złota w obecnej sytuacji.
  • Jakie ryzyka finansowe niesie ze sobą inicjatywa sprzedaży kruszcu dla banku centralnego.

Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego przekonywał w czasie konferencji prasowej w środę po południu, że sytuacja jest nadzwyczajna, że jest pilna potrzeba wzmacniania poczucia bezpieczeństwa Polaków, musimy więc szybko modernizować i wzmacniać naszą armię. Do tego potrzebne są duże pieniądze. Zdaniem szefa NBP i prezydenta, w tym celu zamiast sięgać po nisko oprocentowaną pożyczkę z unijnego programu SAFE, lepiej sięgnąć po niezrealizowane zyski ze wzrostu wartości złota znajdującego się w rezerwach banku centralnego. Mimo usilnych zabiegów prezesa NBP i prezydenta, pomysł ten nie przekonuje nie tylko rządu i polityków koalicji rządzącej, ale też większości ekonomistów.

Czytaj więcej

Eksperci krytykują pomysł prezydenta i NBP. „Nie ma czegoś takiego jak SAFE zero procent”

Ekonomiści ostrzegają: sprzedaż złota z rezerw NBP to ryzyko dla stabilności finansowej Polski

– Konferencja prezesa Glapińskiego potwierdziła to, co podejrzewaliśmy wcześniej. Prezydent i szef NBP postanowili stworzyć mechanizm, dzięki któremu przy okazji eliminacji warunkowości zapisanej w programie unijnego SAFE, można by poszerzyć kompetencje prezydenta. Wszelkie działania powołanego na podstawie ich projektu funduszu w BGK, za którego pośrednictwem miałoby się odbywać finansowanie wzmocnienia polskiej armii, mogłyby się odbywać wyłącznie za zgodą obozu prezydenta – powiedział „Rzeczpospolitej” Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Czytaj więcej

Maciej Bukowski: Nie ma mowy o żadnym SAFE zero procent. To bajki
Reklama
Reklama

Zwrócił uwagę, że wspomniany nowy fundusz w BGK byłby zasilany zyskiem NBP, a jak przyznał prezes Glapiński ów zysk może w danym roku być, ale może go też nie być. Dziś, zgodnie z konstytucją, zysk banku centralnego powinien trafiać do budżetu państwa, tak się jednak składa, że od objęcia rządu przez Koalicję 15 października, NBP nie przekazał do niego ani złotówki z zysku, wykazuje bowiem straty. – W czasie konferencji prezes NBP wprost stwierdził, że zysk mógłby być, ale nie wtedy, gdy o jego rozdysponowaniu decyduje rząd i może go przeznaczyć – jak to określił szef banku centralnego – na waciki – mówił Marcin Zieliński. Dodał, że gdyby projekt prezydenta i szefa NBP jednak wszedł w życie, a bank centralny zanotowałby stratę, to potrzeby funduszu w BGK musiałyby zostać sfinansowane na rynku, obligacjami BGK, które w dodatku są droższe od obligacji skarbowych. – Nie byłoby to więc SAFE zero procent, o którym mówią autorzy tego projektu – stwierdził główny ekonomista FOR.

– Przekaz prezesa NBP ze środowej konferencji różnił się nieco od tego, co wcześniej sygnalizowali twórcy tzw. SAFE zero procent. Szef banku centralnego powiedział otóż, że pieniądze na jego sfinansowanie mają pochodzić ze sprzedaży złota, a nie, jak komunikowano wcześniej, z jego sprzedaży i natychmiastowego odkupienia – zauważył Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Foto: Paweł Krupecki

Tłumaczył, że w pierwszym wariancie, sprzedaży złota z zasobów NBP i jego szybkiego odkupienia, gdyby bank centralny przeprowadził emisję złotego na poczet zysków ze sprzedaży tego kruszcu, to byłaby to emisja pokryta zyskami. Gdyby jednak w czasie tej operacji złoto nagle staniało, a może nawet spadło do poziomu ceny zakupu, co nie jest niemożliwe, to okazałoby się, że cała ta emisja pod to złoto, a mowa jest o 185 mld zł, byłaby pusta. I to by podcinało wiarygodność banku centralnego. – Pusta kreacja pieniądza mogłaby być potraktowana jako dowód słabości polskiego banku centralnego – ocenił Kamil Sobolewski. – Teraz prezes mówi o trwałej sprzedaży złota i jego ewentualnym odkupieniu w przyszłości. Ale tu też jest ryzyko. Bo jeśli złoto zdrożeje po tym, jak je sprzedamy i będziemy je kupowali potem za wyższą cenę, to co to za interes? Można byłoby to przedstawić jako stratę. I to także więc podważałoby wiarygodność banku centralnego – dodał główny ekonomista Pracodawców RP.

Czytaj więcej

Adam Glapiński: Można sięgnąć po niezrealizowane zyski z posiadania złota

W jego ocenie wszelkie operacje tego typu, choć możliwe technicznie, są więc ryzykowne. Zwłaszcza że w okresie zagrożenia geopolitycznego należy raczej kumulować rezerwy, a nie się ich pozbywać. – Na czas pokoju mamy wystarczające rezerwy, ale czasy są trudne, a przyszłość niepewna. Gdy idzie wojna, trzeba się zbroić – przekonywał Kamil Sobolewski. Dodał, że złoto jest potrzebne na wypadek, gdyby przewrócił się cały system walutowy. 1/3 rezerw w złocie, a mniej więcej tyle ma Polska, jest więc zabezpieczeniem na wypadek armagedonu światowego. – Pozbywanie się tego złota to więc teraz bardzo zły pomysł – stwierdził główny ekonomista Pracodawców RP.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Prezydencki projekt w Sejmie. Zyski NBP zamiast do budżetu na zbrojenia

Podobnie widzi to Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej. – Mamy sporo złota, bank centralny ma dużo złota, ale nie znaczy, że za dużo – mówił w środę w radiowej Jedynce. Także on zwrócił uwagę, że sytuacja jest bardzo niepewna. – To dobrze, że mamy to złoto i raczej nie powinniśmy zmniejszać jego ilości. Jeżeli już, to zwiększać – ocenił Ludwik Kotecki.

Dodał, że banki centralne dzisiaj nie sprzedają złota, tylko je kupują. Kupują, bo czasy są niepewne – powiedział. – To nie jest moment, żeby się pozbywać rezerw. To trzeba sobie bardzo jasno powiedzieć – stwierdził członek RPP.

Pomysł sprzedaży złota NBP i finansowania armii. Czy projekt Glapińskiego upadnie?

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, stwierdził tymczasem, że za pomysłem przepuszczenia kapitału banku centralnego przez jego wynik finansowy stoi wyłącznie polityka. – Prezes Glapiński zapewniał w środę, że trzyma się z daleka od polityki, że jest najbardziej apolitycznym szefem banku centralnego w historii. Te zapewnienia są śmieszne, nie trzymają fasonu. Przecież tu chodzi właśnie o to, by utrudnić działanie rządowi. Może też odebrać mu nieco kompetencji – mówił nam Janusz Jankowiak.

Zwrócił uwagę na nutę rezygnacji, która dość wyraźnie wybrzmiała w słowach szefa NBP w czasie środowej konferencji prasowej. – To chyba było najciekawsze. Wydaje się, że prezes Glapiński zdał sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Bo wyśmiali. Bo nie zrozumieli. Bo odrzucili. Bo nie są fanami przepuszczania przez wynik banku jego kapitału. Bo nie są patriotami – ocenił główny ekonomista PRB.

Banki
Największy bank w Polsce z rekordami zysku oraz sprzedaży. „Nadajemy tempo całemu rynkowi”
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Banki
Prezes Citi Ukraine: Banki na Ukrainie działają bez przerwy
Banki
Eksperci krytykują pomysł prezydenta i NBP. „Nie ma czegoś takiego jak SAFE zero procent”
Banki
Janusz Jankowiak: Najciekawsza w słowach prezesa NBP o złocie była wyczuwalna rezygnacja
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama