W wystąpieniu w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen uznała, że odejście od siłowni jądrowych, które mają dziś dwa razy mniejszy (15 proc.) udział w zużyciu energii w Unii niż pokolenie temu, było strategicznym błędem. Podobnie jak utrzymanie ogromnego importu gazu, kiedyś z Rosji, a dziś z Bliskiego Wschodu i USA.
To byłoby oświadczenie dość kuriozalne, gdyby nie dwie wojny, jakie toczą się u granic Europy. W końcu Ursula von der Leyen wchodziła w skład wszystkich gabinetów Angeli Merkel aż do 2019 r., kiedy za sprawą szefowej niemieckiego rządu została przewodniczącą Komisji Europejskiej. Firmowała więc decyzję kanclerz z 2011 r. o stopniowym zamknięciu wszystkich niemieckich elektrowni atomowych. A od 2013 r., jako minister obrony, nawet po nielegalnej aneksji Krymu nie sprzeciwiała się projektowi Nord Stream 2 i szerzej masowemu importowi taniego, rosyjskiego gazu.