Prezydent Karol Nawrocki zaproponował utworzenie Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, który miałby wspierać modernizację polskiej armii. Jednak już na pierwszy rzut oka pojawiają się pytania o realność tego planu. — Nie ma tam pieniędzy — zauważa w rozmowie Krzysztof Adam Kowalczyk, wskazując, że kluczowym źródłem finansowania miałby być zysk Narodowego Banku Polskiego, którego w ostatnich latach… nie było.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kowalczyk: Siedem powodów, by wyrzucić nibySAFE Nawrockiego do kosza

Zysk NBP, którego w ostatnich latach nie było

Jak tłumaczy dziennikarz ekonomiczny, NBP notował straty m.in. z powodu umacniania się złotego, co obniżało wycenę zagranicznych aktywów banku centralnego. — Polski Fundusz Inwestycji Obronnych ma być finansowany z zysku NBP, tyle że przez ostatnie lata… zero — podkreśla Kowalczyk. W efekcie pieniądze, które według projektu miałyby zasilić fundusz, na razie istnieją wyłącznie w teorii.

Dyskusję komplikuje także kwestia rezerw złota. Według rozmówcy podcastu, aby wykazać zysk, bank centralny musiałby faktycznie sprzedać część złota, aby wykazać zysk. — Każdy, kto kupował akcje na giełdzie, wie, że zysk, dopóki nie jest zrealizowany, dopóki się nie sprzeda tego aktywa, to jest tylko zysk na papierze — tłumaczy Kowalczyk.

Problemem jest także czas. Nawet jeśli zysk pojawiłby się dzięki operacjom na rezerwach, nie stanie się to szybko. — To księgi dopiero w sprawozdaniu finansowym za ten rok wykażą, czy taki zysk w ogóle istnieje — mówi ekspert. Tymczasem potrzeby obronne są pilne, a część inwestycji mogłaby ruszyć już teraz dzięki europejskiemu mechanizmowi finansowania.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Dlaczego program SAFE to idealne pole do politycznej bitwy?

Ile proc. będzie kosztował SAFE 0 proc.?

W praktyce oznacza to, że nowy fundusz musiałby najpierw sam się zadłużyć. — Konkret jest taki, że żeby ten fundusz miał pieniądze, to musi się zadłużyć — podkreśla Kowalczyk. Tymczasem koszt takiego finansowania byłby znacznie wyższy niż w przypadku środków z europejskiego „sejfu”.

Gość podcastu zwraca uwagę na różnicę w kosztach długu. — Rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich wynosi około 5,45 proc. — wskazuje. Dla porównania środki europejskie są znacznie tańsze, ponieważ Unia Europejska pożycza pieniądze na rynkach finansowych z wyższą wiarygodnością kredytową niż nasze państwo.

Kolejnym problemem jest tworzenie nowych funduszy poza budżetem państwa. — Jest przecież fundusz wsparcia sił zbrojnych, który już działa i finansuje potrzeby obronne — przypomina Kowalczyk. Jego zdaniem powoływanie kolejnej instytucji może oznaczać rozproszenie odpowiedzialności za finanse publiczne.

Czytaj więcej

„Jak kredyt na dom”, „złotówki kwadratowe”. Jarosław Kaczyński o SAFE

Prezydencki kij w szprychy finansowania zbrojeń

Projekt ma też istotny wymiar polityczny. Rada funduszu miałaby pięciu członków, z których dwóch wskazywałby prezydent. — Zobaczmy: trzy do dwóch — mówi Kowalczyk, sugerując, że taka konstrukcja daje głowie państwa realny wpływ na decyzje finansowe dotyczące zbrojeń.

W ocenie rozmówców podcastu pojawia się też pytanie ustrojowe. — Tą ustawą prezydent wchodzi w kompetencje dotyczące finansów państwa, które są tak naprawdę prerogatywą Rady Ministrów — podkreśla ekonomista. To z kolei może oznaczać przesunięcie równowagi między instytucjami państwa.

Ostatecznie spór o „sejf 0 proc.” to nie tylko kwestia finansów, lecz także polityki i sposobu zarządzania państwem. — Prezydent ma być strażnikiem konstytucji i reguł, a nie wchodzić w zarządzanie bieżące państwem — podsumowuje Kowalczyk.