W podcaście „Rzecz w tym” gościem Bogusława Chraboty był Wojciech Decewicz z Instytutu Finansów Publicznych. Na starcie rozdziela dwie rzeczy, które w debacie publicznej często zlewają się w jedno: „Odpowiedź na to pytanie należy zacząć od odróżnienia instrumentu, jakim jest SAFE, od ustawy (…) Jest to ustawa o finansowym instrumencie zwiększania bezpieczeństwa”.
SAFE – jak przypomina ekspert – został wprowadzony rozporządzeniem Komisji Europejskiej, a polska ustawa jest „poniekąd transpozycją, pozwalającą na wykorzystanie tego instrumentu w sposób optymalny w polskim porządku prawnym”. Teoretycznie rozporządzenia działają bezpośrednio, ale w praktyce – jak wynika z rozmowy – chodzi o ramy, które mają ułatwić rozliczanie, raportowanie i tempo wdrożenia.
Czytaj więcej
Jak zmienią się oceny prezydenta Karola Nawrockiego jeśli ten zawetuje ustawę implementującą SAFE? Zapytaliśmy o to uczestników sondażu SW Research...
Dwa tryby zakupów i kluczowe terminy
Decewicz zwraca uwagę na to, co dla Polski jest w SAFE najważniejsze: czas. Program trzeba rozliczyć dostawami do końca 2030 r. („Programy z tytułu SAFE musimy rozliczyć w kontekście dostaw do końca 2030 r.”).
W rozmowie pada podział na dwa tryby korzystania z SAFE. Pierwszy to zakupy wspólne z innym państwem UE – możliwe w dowolnym momencie, ale z twardą datą dostaw. Drugi to wywalczone przez Polskę wyłączenie: jeśli umowy zostaną zawarte do 30 maja 2026 r., można je podpisywać samodzielnie, przy zachowaniu warunku „otwartości” dla innych państw członkowskich. To może dotyczyć m.in. Borsuka czy rozwiązań „dedykowanych polskim realiom”, jak „radary wczesnego wykrywania, systemy pasywnej lokacji”.