Tosia znaczy Odwaga
Przede wszystkim jednak Tosia jest zafascynowana światem Harry’ego Pottera. Ewidentnie nie jest „mugolem” – ciągnie ją do magii. Bije od niej niesamowity urok. Przyciąga ludzi nawet bez używania zaklęcia accio i w ogóle nie potrzebuje różdżki, aby oczarować drugiego człowieka. Czuję to na własnej skórze. Nawet nie zauważam, gdy w pewnym momencie rozmowy staję się starą, poczciwą „tiarą przydziału”.
- Wyobraź sobie, że jesteśmy w Wielkiej Sali na ceremonii przydziału. Do którego domu powędrujesz, Tosiu?
- Gryffindor! A mama – do Slytherinu.
- Jesteś pewna?
- Tak, bo w Gryffindorze wszyscy grają fair. A mama pasuje do Slytherinu.
Te słowa uderzają mnie bardzo mocno. Nie dlatego, że Tosia wysyła mamę do Slytherinu – wszyscy fani Harry’ego wiedzą, że to dom, który stawia na ambicję. A pani Olga jest bez wątpienia osobą oraz nieustępliwą. Uderza mnie coś innego. W Gryffindorze wszyscy grają fair...
Wobec Tosi życie nigdy nie było fair. Dziewczynka od najmłodszych lat zmaga się z bezwzględnym przeciwnikiem: chłoniakiem limfoblastycznym. „Śmierciożercą” w najgorszej postaci. Antagonistą, który zabiera nie tylko zdrowie, ale również czas i perspektywy. Który zabiera dom i przenosi do szpitalnego interioru, gdzie dźwięk aparatury zlewa się ze zmiennymi rokowaniami i diagnozami. To rzeczywistość, w której nie powinno znaleźć się żadne dziecko. Na szczęście Tosia jest odważna.
Gdy większość dotychczasowego życia spędzasz na korytarzach oddziałów onkologicznych, a jedynymi przyjaciółmi są pielęgniarki i lekarze (Tosia uwielbia swoją panią doktor!), ciężko ci myśleć o jakichkolwiek planach, nie wspominając o marzeniach związanych ze „Szkołą Magii i Czarodziejstwa”. Ale to właśnie w takich momentach dzieją się czary, a za drzwiami szpitala staje ktoś, kto w dłoniach trzyma list, na który czeka każdy „Potterhead”.
Czy zastałam marzycielkę? Tu wolontariuszka Fundacji Mam Marzenie!
– Każdy lekarz powie ci, że psychika to trzy czwarte sukcesu w walce z chorobą. Prawda jest taka, że my bardzo często odwracamy wzrok dzieci od trudnej codzienności i pokazujemy, że życie mimo choroby może być fajne. […] Tosię poznałam rok temu i wtedy powiedziałam jej: „Stanę na głowie. Wyjazd do świata Harry’ego Pottera się odbędzie, ale ty masz zdrowieć” – mówi z nieukrywanym entuzjazmem Joanna Pawlińska, wolontariuszka opiekująca się Tosią z ramienia Fundacji.
Od około ośmiu lat Asia jest częścią Fundacji Mam Marzenie (FMM) i sama siebie nazywa fundacyjnym dinozaurem. Jej przygoda rozpoczęła się dość niespodziewanie – podobnie jak ja, miała stworzyć materiał nt. działania organizacji. Nie ukrywa, że początkowo bardzo obawiała się wstąpienia w jej struktury. Dzisiaj, po wielu latach zaangażowania w akcje spełniania marzeń, twierdzi, że logo inicjatywy idealnie oddaje charakter jej działań: Fundacja jest „Marzenką”, która trzyma balonik, czyli ludzi, aby nie pozwolić im odlecieć. Dosłownie i w przenośni.
Nie można omawiać charakteru i działań Fundacji, nie uwzględniając pojęcia „wolontariusz”. Wszyscy członkowie organizacji działają w niej na zasadach wolontariatu. Nie pobierają wynagrodzenia za swoją pracę. Można powiedzieć, że jest to instytucja zbudowana w oparciu o dobre serca ludzi oraz ich ciężką pracę. Sama Asia podkreśla, że stając się częścią zespołu, bierzesz na siebie odpowiedzialność za osoby, którymi się zajmujesz, ewidentnie nawiązując do kultowej powieści Antoine de Saint-Exupéry. Kto zatem może dołączyć do FMM?
– Gdybym miała opisać idealnego wolontariusza, powiedziałabym, że trzeba mieć ogromne poczucie odpowiedzialności. Jesteśmy wsparciem dla ludzi, którzy przeżywają najtrudniejszy okres w życiu. Bardzo ważna jest pozytywna energia i po prostu dobre serce. Jeśli jesteś odpowiedzialny, masz w sobie dobroć i chcesz pomagać, to na pewno się odnajdziesz – mówi Asia, podkreślając jednocześnie, że nie ma osób idealnych, a każdy wolontariusz daje od siebie tyle, ile realnie jest w stanie.
Przekaz tej wypowiedzi jest dla mnie prosty. Wspierać FMM może praktycznie każdy. Wystarczy, że:
1. pobierzesz ankietę i wzór listu polecającego ze strony www.mammarzenie.org,
2. przyjdziesz na zebranie wolontariuszy z wybranego oddziału,
3. pomyślnie przejdziesz trzymiesięczny okres próbny,
4. zdasz test z podstawowych zagadnień.
Taką drogą podążyła Joanna, nim oficjalnie została wolontariuszką i wspólnie z Fundacją zrealizowała największe marzenie Tosi. Zanim jednak obierzesz tę ścieżkę, warto poznać historię FMM.
Fundacja Mam Marzenie. Poznajmy się
Fundacja Mam Marzenie powstała w 2003 roku w Krakowie, a jej protoplastą jest amerykańska organizacja Make-A-Wish.
– Gdy zakładaliśmy Fundację Mam Marzenie, nasi przyjaciele z USA powiedzieli, że jeżeli uda nam się spełnić chociaż osiem marzeń w ciągu roku, to będzie dla nich znak, że warto było przenieść tę ideę do Polski. Po roku mogliśmy się pochwalić spełnieniem czterdziestu marzeń oraz otwarciem sześciu oddziałów Fundacji w kraju – mówi Aleksandra Bieg, rzeczniczka Fundacji. Nie kryje przy tym ogromnej dumy, co wcale mnie nie dziwi. Nie każda organizacja może pochwalić się tak szybkim rozwojem w ciągu dwunastu miesięcy. A to dopiero początek. Preludium. Obecnie FMM posiada szesnaście oddziałów w Polsce, setki wolontariuszy i rzeszę marzycieli. A marzyć można na wiele sposobów.
Sama Fundacja dzieli życzenia na cztery kategorie: dostać – związaną głównie z przekazywaniem prezentów materialnych; zobaczyć – konkretne zjawisko, budynek, miejsce w Polsce lub za granicą; zostać – np. piłkarzem lub aktorką; spotkać – swojego idola. Cztery różne ścieżki i wszystkie prowadzące do jednego momentu: do uśmiechu marzyciela. Bardzo istotnego, bo są to uśmiechy dzieci w wieku od 3 do 18 lat, które każdego dnia zmagają się z chorobą zagrażającą ich życiu. To warunek konieczny w procesie kwalifikowania podopiecznego.
Ale uwaga: zawężanie działalności Fundacji wyłącznie do, nomen omen, spełniania marzeń, byłoby błędem. Zarówno wolontariuszka, jak i rzeczniczka FMM zgodnie podkreślają, że instytucja wybiega daleko poza narzucone schematy i realizuje szereg innych inicjatyw prospołecznych. Jedną z tych, które poruszyły mnie najbardziej, zapoczątkował ciężko chory chłopiec. Młody marzyciel, który życzył sobie, aby żadne dziecko nie musiało cierpieć tak, jak on. To właśnie ta deklaracja stała się przyczynkiem do powstania Ogólnopolskiego Dnia Marzeń - wydarzenia organizowanego co roku w całej Polsce, obejmującego działania profilaktyczne, gry terenowe oraz inne aktywności. Ogromny sukces. Tak samo, jak realizacja marzenia Tosi.
Jesteś czarodziejem, Tosiu!
Do dziś pamiętam podekscytowanie Harry’ego, gdy po raz pierwszy spotkał Hagrida. Myślę, że dokładnie to samo czuła Tosia, gdy jeszcze w szpitalu dowiedziała się, że już niebawem zobaczy wszystkie zakątki Hogwartu i otaczające go krajobrazy. Tym razem zapraszającym nie był jednak sympatyczny gajowy, lecz Asia – równie miła wolontariuszka FMM. Dzięki zaangażowaniu jej i całej instytucji Tosia poleciała prosto do Warner Bros. Studio Tour London – The Making of Harry Potter.
– To był trzydniowy wyjazd, który obfitował w atrakcje. Było fajnie. Nie da się tego opisać słowami. Hotel był przepiękny, miał miłą obsługę i cudowne śniadanka – mówi Tosia, której wtóruje mama. Punktem kulminacyjnym całej wycieczki była wizyta w brytyjskim studiu, w którym powstawały przygody młodego czarodzieja z Privet Drive 4. Dziewczynka podkreśla, że targały nią ogromne emocje, a najbardziej spodobał się jej Zakazany Las. Twierdzi, że ze względu na swój mrok – lubi, gdy jest ciemno, choć jej charakter wcale tego nie oddaje.
– Nie musiałyśmy się o nic martwić, bo wolontariuszka bardzo o nas dbała. To przecudowna osoba. Jesteśmy za to ogromnie wdzięczne. Dostałyśmy od Fundacji to, czego same nie mogłybyśmy przeżyć. Przez okres podróży, a także przed i po niej, Asia cały czas była z nami. Fundacja także jest z nami ciągle, przez cały okres leczenia. To ludzie „top of the top” – wzrusza się pani Olga, która dodaje, że cała historia nie zakończyła się na Hogwarcie.
W drodze powrotnej czekała bowiem jeszcze jedna niespodzianka: załoga samolotu linii WizzAir pozwoliła Tosi wejść do wnętrza kokpitu i na kilka chwil stać się kapitanem pokładu. W międzyczasie opowiadała jej o tajnikach swojej pracy. A nad wszystkim czuwała Fundacja Mam Marzenie.
Sto punktów dla Gryffindoru.
Nie czekaj i spełniaj marzenia
Historia Tosi i jej mamy to tylko jeden z tysięcy przykładów. Warto bowiem pamiętać, że w Polsce mnóstwo dzieci w wieku od 3 do 18 lat, cierpiących na choroby zagrażające ich życiu, nadal czeka na pomoc w spełnieniu choćby jednego marzenia. Dokładnie tym zajmuje się Fundacja Mam Marzenie. Wszyscy możemy wesprzeć ich działania, a właśnie teraz jest na to idealny moment.
Już dzisiaj możesz przekazać 1,5% podatku dla FMM. Nawet niewielka kwota może sprawić, że w najbliższych dniach Maja, Olek, Zosia lub inny mały marzyciel zrealizuje jedno ze swoich największych pragnień – właśnie dzięki Tobie. Wystarczy, że podczas rozliczania PIT wpiszesz KRS 0000177137. Bo nie trzeba być czarodziejem, aby odmienić czyjeś życie.
O działaniach Fundacji posłuchasz w podcaście „Historia niejednego marzenia” dostępnym na YouTube oraz Spotify.
Materiał Promocyjny: PubliCity Media Group