fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Przyciągajmy Ukrainę

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Prezydent Wiktor Janukowycz odwiedził Polskę. Komentatorzy i krytycy polityki wschodniej rządu nawoływali prezydenta Komorowskiego, by ostro upomniał się o Julię Tymoszenko i stanął w obronie praw człowieka. To postawa moralnie uzasadniona, ale politycznie minimalistyczna. Na Wschodzie mamy do ugrania dużo więcej niż uwolnienie osób represjonowanych. Musimy budować tam bufor bezpieczeństwa między nami a Rosją. Mimo lat marazmu sprawa nie jest beznadziejna, Ukraina prze do ratyfikowania umowy stowarzyszeniowej z UE, a Polska trzyma na biurku guzik; niczym podczas głosowań w Sejmie może wcisnąć „tak", ale może też wcisnąć „nie". Janukowycz musi się liczyć z naszą decyzją.

1.

Na Ukrainie działo się źle. Prozachodni, promowany przez Polskę, obóz pomarańczowych się rozpadł, a po wyborach Juszczenko został wręcz zmiażdżony, by w efekcie wypaść z polityki. Nowy prezydent zdecydował się zaś na reaktywowanie zapoczątkowanej przez Kuczmę strategii balansowania pomiędzy Zachodem a Wschodem. Nie byłoby to nawet najgorsze, gdyby jednocześnie nie zaczął represjonować swoich przeciwników politycznych. Zaszkodził tym sobie w Unii Europejskiej, co oczywiste, ale też na postsowieckim Wschodzie, złamał bowiem niepisaną zasadę, że przy zmianie reżimu nie wsadza się do więzień swoich poprzedników, którą respektuje zarówno Putin w Rosji, jak i Łukaszenko na Białorusi. Satrapa surowo rozliczający poprzednika to polityczna bomba zegarowa: jego ludzie bowiem sami muszą się liczyć z tym, że zostaną kiedyś rozliczeni, a to bardzo źle wróży ich lojalności politycznej.
Polski elementarny interes geopolityczny, czyli utrzymanie między nami a Rosją siatki państw buforowych, możliwie przychylnych Warszawie, nie został wprawdzie na Ukrainie pogrzebany, ale waga zaczęła się przechylać w kierunku Moskwy. Czas grał na jej korzyść. Jednak wciąż rozbieżności interesów między Kijowem a Moskwą są na tyle rozległe, że mamy gdzie wcisnąć swój but, trzeba tylko zaczekać, aż w drzwiach pojawi się szczelina. Może właśnie nadszedł ten moment?

2.

Ukraina stoi przed geopolitycznym wyborem, a Moskwa usilnie czuwa, by nie wybrała źle. Kusi obniżeniem cen gazu w zamian za przystąpienie do strefy wolnego handlu obejmującej Rosję, Białoruś i Kazachstan, a w przyszłości polityczno-ekonomicznej Unii Eurazjatyckiej. Tymczasem Kijów zrobił już znaczący krok w stronę Zachodu, parafując umowę stowarzyszeniową z UE, której częścią jest porozumienie o poszerzonej strefie wolnego handlu. Bruksela i Kijów powiedziały „a", trzeba jednak powiedzieć „b", czyli ją podpisać, i  „c" – czyli ratyfikować.
Jesteśmy właśnie na etapie otwierania ust, by rzec „b". Janukowycz chce, aby dokonało się to na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie w listopadzie. Polska jest zainteresowana dokładnie tym samym i możemy pomóc. Problemem pozostaje jednak sprawa Tymoszenko. Nie ona sama jest w niej istotna, bo jakoś trudno uwierzyć w niewinność pięknej Julii, ale to, że przeciwnicy umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą, na przykład Niemcy, wykorzystują los byłej premier do torpedowania porozumienia. To oni, a nie ekipa Janukowycza godzą w interesy Polski na Wschodzie. Z naszego punktu widzenia najlepsza jest oczywiście Ukraina demokratyczna włączona do NATO i UE, ale niezłą opcją pozostaje także Ukraina autorytarna, byle była buforem powiązanym na ile to możliwe z Zachodem i Polską. Skoro najwyraźniej władze kijowskie nie chcą wypuścić Tymoszenko z więzienia, można spróbować namówić je do rewizji procesu pod okiem unijnych obserwatorów, by wybić krytykom z ręki argument, iż jej skazanie było farsą. Unijna inspekcja przydałaby się także przy drugim procesie o współuczestnictwo w zabójstwie ukraińskiego biznesmena. Ukraińskie sądy zaś niechaj czynią pod ich okiem, co chcą. Janukowycz pokazałby swoim akolitom na Ukrainie, że nie wycofuje się z zarzutów wobec byłej premier, a Unii, iż liczy się z jej zdaniem.

3.

Rozwiązanie to może nie chwyci – trzeba będzie wtedy wymyślić inne. Polska na pewno nie może pozwolić sobie na bezczynność na Ukrainie. Jeśli mielibyśmy zdefiniować trzy elementarne cele naszej geostrategii, pierwszym byłoby jak najściślejsze związanie się ze strukturami europejskimi, drugim – utrzymanie NATO jako efektywnej siły militarnej, trzecim – właśnie przeciągnięcie Ukrainy na naszą stronę. Za wszelką cenę i wszelkimi metodami. Niechaj Niemcy lamentują w sprawie praw człowieka, mogą sobie pozwolić na taki luksus, bo ich wschodnią flankę osłaniamy my. Naszą – Ukraińcy. Los Tymoszenko powinien być nam zatem obojętny, los Ukrainy – jak najbliższy.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA