fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Więcej praw dla niemieckich muzułmanów

ROL
Zdaniem wyznawców islamu ich religia jest w Niemczech traktowana po macoszemu. Powoli to się zmienia
Traktat państwowy – tak ambitną nazwę nosi podpisane właśnie porozumienie pomiędzy władzami landu Brema a trzema wspólnotami muzułmańskimi. Na jego mocy muzułmanie otrzymali gwarancję, że nikt nie będzie im stawiał przeszkód w budowie meczetów i to z kopułą i minaretami. Nie mają obowiązku świadczenia pracy w czasie najważniejszych świąt muzułmańskich , dzieci nie muszą wtedy śpieszyć do szkół. Wspólnota muzułmańska nabywa też prawo udziału w kształtowaniu programu przedmiotu o nazwie „Historia Biblii", który ma się jednak opierać na „ogólnych podstawach chrześcijańskich". Wyznawcy islamu nabywają także prawo chowania swych zmarłych na cmentarzach komunalnych.
– To milowy krok w kierunku zrównania praw muzułmanów i wyznawców innych religii, ale różnice w traktowaniu islamu w porównaniu z innymi religiami są nadal ogromne – tłumaczy „Rz" Ali Kizylkaya, szef Centralnej Rady Muzułmańskiej. Wprawdzie wiele z zawartych w porozumieniu spraw było wcześniej uregulowanych odpowiednimi przepisami, jednak umieszczenie ich w jednym akcie takiej rangi jest rzeczą godną uznania i daje nadzieje, że na podobne rozwiązania zdecydują się inne landy. Prócz Bremy porozumienie takie zawarto jedynie w Hamburgu. W obu landach mieszka niewiele więcej niż 100 tys. muzułmanów spośród 4,3 mln w całym kraju. Są to landy-miasta stosunkowo niewielkie, w których działa także niewielka liczba organizacji muzułmańskich reprezentujących większość wyznawców islamu. Poza tym są to landy północne, których większość mieszkańców to protestanci. – Północ Niemiec jest w tych sprawach zdecydowanie bardziej tolerancyjna niż południe. Katolicka Bawaria nie chce nawet słyszeć o negocjacjach na temat ewentualnego traktatu – mówi Ali Kizylkaya.
Inna sprawa, że traktat nie daje w rzeczy samej  zdecydowanie większych uprawnień niemieckim muzułmanom. Mogłoby się to zmienić, jedynie gdyby wspólnocie muzułmańskiej w Niemczech przyznano status korporacji prawa publicznego, jaki mają Kościoły chrześcijańskie czy wspólnota żydowska. Na to jednak nie godzi się rząd federalny, uznając, że brak scentralizowanej struktury wewnętrznej islamu uniemożliwia przyznanie takiego statusu. Rozpowszechnianie islamu w Berlinie Nie ma więc mowy o wspieraniu finansowym przez rząd federalny czy rządy landowe religijnych wspólnot islamskich. Ani też, co ważniejsze, ściąganie w ich imieniu podatków przekazywanych następnie strukturom religijnym, jak to ma miejsce w przypadku Kościołów chrześcijańskich. Domagają się tego bezskutecznie od lat największe organizacje muzułmańskie. Rząd Angeli Merkel odrzuca konsekwentnie tego rodzaju żądania. – Rząd pragnie porozumienia z islamem, ale przy zachowaniu określonych warunków – mówi „Rz" prof. Peter Heine. Warunki te lądują raz po raz na stole obrad tzw. Konferencji Islamskiej będącej w założeniu forum dialogu rządu z organizacjami islamskimi. Nikt nie kryje, że dialog z islamem miałby doprowadzić do wykształcenia w Niemczech swego rodzaju niemieckiego islamu, oświeconego i uznającego realia społeczno-prawne w kraju, gdzie muzułmanie pojawili się dopiero kilkadziesiąt lat temu. Ma to ułatwić m.in. rządowy projekt kształcenia imamów w Niemczech. Obecnie 2 tys. muzułmańskich duchownych pochodzi z Turcji, przy tym 90 proc. z nich nie zna niemieckiego. – Nie da się udowodnić tezy, że islam należy do Niemiec – powiedział na swej pierwszej konferencji prasowej Hans-Peter Friedrich, szef niemieckiego MSW odpowiedzialny za dialog z islamem. Słowa ministra miały uświadomić partnerom islamskim, że nie może być mowy o żadnej taryfie ulgowej w traktowaniu ich postulatów. Zabrzmiały twardo zwłaszcza w kontekście wypowiedzi ówczesnego prezydenta RFN Christiana Wulffa, który zasłynął powiedzeniem: „Islam należy do Niemiec". – Nie zanosi się na to, aby status muzułmanów w Niemczech miał się zmienić. Rząd nie jest gotów tak jak i niemieckie społeczeństwo – mówi „Rz" Dirk Halm z Centrum Badań Tureckich w Essen.

RFN

Integracja na dalszym planie Kto zwalcza wolność i demokrację, nie ma tu przyszłości – w taki sposób skomentował niedawno Hans-Peter Friedrich, szef MSW, wyniki ekspertyzy na temat integracji młodych muzułmanów. Okazuje się, że co czwartego z nich w wieku 14-32 lat integracja kompletnie nie interesuje. Żyją we własnym środowisku i kontakty z pozostałą częścią społeczeństwa nie mają dla nich znaczenia. Tendencje do takiego trybu życia przejawia podobno prawie połowa badanych. Są to muzułmanie niemający niemieckiego obywatelstwa. Nie ma go niemal połowa wszystkich 4,3 mln muzułmanów mieszkających w Niemczech. Zdaniem autorów ekspertyzy co szósty młody muzułmanin bez niemieckiego paszportu nie kryje głębokiej niechęci do Zachodu i akceptuje przemoc. W grupie muzułmanów bez obywatelstwa odsetek tego rodzaju postaw sięga 24 proc. Badania socjologiczne prowadzono w trakcie głośniej debaty na temat książki Thilo Sarrazina „Samolikwidacja Niemiec", którego rasistowskie tezy przyczyniły się do radykalizacji poglądów muzułmanów. —p.jen
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA