Tomasz Trela, poseł Lewicy, przemówił do kamer takimi oto słowami: „Panie Karolu, jak pan zacznie zaczepiać pana Włodzimierza, to pan dostanie lewym, prawym sierpem, i pan się położy, i nie wstanie po tej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, tak jak dostał pan od premiera Donalda Tuska na Radzie Gabinetowej i zwołał pan ją dwa razy – pierwszy i ostatni”.
Owym „panem Karolem” jest prezydent RP. Poseł Trela gra swoją zwyczajową rolę: faceta od wygrażania innym pięściami. Nigdy z jego ust nie pada nic innego jak inwektywy adresowane do przeciwników. Do tego poziomu tacy ludzie sprowadzili polską politykę (lub raczej zrobili to ich liderzy). Zarazem takie słowa znaczą coraz mniej. Trzeba nieustannie zaostrzać ton. Opinia publiczna szybko się przyzwyczaja do przekraczania granic. Więc trzeba przekraczać kolejne.