fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Po co europarlamentowi dwie siedziby?

Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Byłaby wielka szkoda, gdyby Europejczycy całkiem się zrazili do idei Unii. Ale bezsensowne wyrzucanie przez nią pieniędzy tylko ich do tego skłania – ostrzega publicysta „Rzeczpospolitej"
Unia kocha absurdy. A jednym z nich jest utrzymywanie dwóch siedzib Parlamentu Europejskiego. Po co? Jaki jest tego sens, zwłaszcza dziś, w czasie kryzysu?
Kiedyś był to element politycznego kompromisu ważnego dla jedności Unii. Uznano więc, że warto płacić wysoką cenę za polityczny kompromis. Ale w czasie kryzysu, kiedy codziennie wszyscy są zmuszeni sprawdzać stan swoich finansów, kiedy każdy szuka oszczędności, absurd utrzymywania dwóch siedzib europarlamentu staje się szczególnie dojmujący.
Oczywiście można się zastanawiać nad ogólnym sensem istnienia Parlamentu Europejskiego, nad tym, jak wielkie generuje on koszty przy niezbyt wielkich politycznych zyskach. Zapewne gdyby kierować się tylko zdrowym rozsądkiem, można by znaleźć znacznie tańszy sposób na funkcjonowanie ciała spełniającego podobne cele. Ale dziś likwidacja Parlamentu Europejskiego nie jest możliwa. Nawet debata na ten temat ma małe szanse powodzenia. Zbyt wiele sił jest zaangażowanych w utrzymanie tej instytucji, zbyt wiele wygodnych karier jest uzależnionych od funkcjonowania tej maszyny. Szkoda więc czasu na tę dyskusję.

Drogo i niepotrzebnie

Ale można spróbować choć trochę zracjonalizować działalność Parlamentu Europejskiego.
Najprostszym sposobem radykalnego obniżenia kosztów byłaby likwidacja jednej z siedzib. Utrzymywanie dwóch olbrzymich budynków, dwóch administracji, gigantycznej liczby biur, pomieszczeń, ludzi do ich obsługi, wielkiej infrastruktury transportowej – wszystko to generuje olbrzymie koszty. A jeśli jeszcze doliczymy koszty transportu – kilka razy w miesiącu biura wraz z pracownikami i z dokumentami przemieszczają się ze stolicy Belgii do alzackiego miasta – to skórka przestaje być warta wyprawki.
Nie wspominając już o czasie, który marnują eurodeputowani i ich obsługa. Niech ekolodzy policzą, ile dwutlenku węgla emitowanego jest do atmosfery, tylko dlatego, że eurodeputowani krzewią ideę wspólnej Europy kursując na linii Strasburg –Bruksela.
Kiedy jednak politycy na najwyższych szczytach debatują nad tym, by było więcej Europy, by integracja polityczna postępowała, by dalej rozbudowywać unijne instytucje i zwiększać ich kompetencje, mieszkańcy Europy mają coraz więcej wątpliwości. Nie tych dotyczących swobody przepływu kapitału i ludzi, wolnego handlu, możliwości bezproblemowego przemieszczania się. Irytują ich rozbudowana do szaleństwa administracja, coraz bardziej szczegółowe regulacje, często utrudniające, a nie ułatwiające życie. Byłaby wielka szkoda, gdyby do idei UE Europejczycy zrazili się zupełnie. Szkoda by było takich niewątpliwych sukcesów jak: stworzenie strefy Schengen, możliwości studiowania młodych ludzi na uniwersytetach w całej Unii, pozbawienie się szans na pokojowe rozwiązywania konfliktów itd.
Ale jak nie zniechęcać ludzi do Unii, kiedy niemal codziennie słyszą, że z powodu europejskich przepisów w Polsce nie możemy budować autostrad tak łatwo, jak robili to Niemcy i Francuzi, bo tworzone są rozmaite blokujące rozwój pomysły – choćby brzmiąca uroczo i przyjaźnie Natura 2000? Jak przekonywać pracowników zarabiających 3 tysiące złotych miesięcznie, że 40-tysięczna pensja europosła ma sens i warto mu ją płacić, jeśli jednym ze skutków działalności Brukseli jest konieczność budowania za grube miliony przejść dla żabek pod drogami, gdy brak pieniędzy na drogi, po których mogliby bezpiecznie jeździć ludzie. Życie żab jest ważniejsze od życia ludzi?

Europosłowie, do dzieła!

Jeśli więc nie chcemy, by Europejczycy całkowicie się do Unii zniechęcili i do gry weszły ugrupowania polityczne, które wzywać będą do likwidacji tego wielkiego projektu, jakim jest Wspólnota Europejska, spróbujmy go zracjonalizować. Jest jeszcze czas. A pierwszym krokiem mogłaby być likwidacja jednej z siedzib parlamentu. Nie ma bowiem żadnego racjonalnego powodu, by sesje PE musiały się odbywać i w Brukseli, i w Strasburgu.
Rozumie to coraz więcej eurodeputowanych. Na Facebooku powstała nawet grupa gromadząca europosłów chcących likwidacji jednej z siedzib.
Pytanie, czy powinna pozostać siedziba w Brukseli czy w Starsburgu jest wtórne. Oczywiście rozsądniej byłoby, gdyby europarlament był w belgijskiej stolicy, skoro mieszczą się tam także główne instytucje unijne. Ale być może jedynym możliwym do przełknięcia przez Francuzów kompromisem byłoby pozostawienie europejskiego parlamentu w Strasburgu. Chyba warto by tę polityczną cenę zapłacić. Niech i tak będzie.
Ważne, byśmy dali sobie spokój z absurdem, którego normalny obywatel Europy zrozumieć nie może.
Apeluję więc do polskich europosłów, by poparli ten pomysł i przekonywali Francuzów i wszystkich pozostałych polityków europejskich. Zróbcie coś racjonalnego. Będziecie mieć z tego realny pożytek – wyborcom na pewno to się spodoba. Pokażcie, jacy jesteście oszczędni. Zatem do dzieła!
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA