fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Zbiory łowione w sieć

Strona Muzeum Powstania Warszawskiego jest najlepiej oceniana przez internautów
1944.PL
Wirtualne muzea tworzą nie tylko instytucje kultury, ale też kluby sportowe, samorządy i kolekcjonerzy
Dzięki dostępowi do sieci z kulturą i historią można obcować, nie wychodząc z domu. Wirtualne muzea na zachodzie Europy to już codzienność. Ale i w Polsce zaczynają wyrastać niczym grzyby po deszczu.
W przyszłym roku powinno ruszyć Wirtualne Muzeum Historii Poznania. Jego pomysłodawcy dostali właśnie półmilionową dotację z Narodowego Instytutu Audiowizualnego.
- Na razie koncentrujemy się na digitalizowaniu papierowych dokumentów, map, programów teatralnych. Ale to zaledwie pierwszy krok - wyjaśnia Danuta Książkiewicz-Bartkowiak z Wydawnictwa Miejskiego Posnania, jednej z kilkunastu instytucji, które zaangażowały się w projekt. Docelowo na portalu mają się znaleźć filmy z festiwali, koncertów, spektakli teatralnych. Odwiedzający go internauci zyskają możliwość wędrówki przez poznańskie galerie i muzea. - Chcemy pokazać więcej, niż na co dzień można zobaczyć na wystawach. Sięgniemy do eksponatów, które spoczywają w magazynach - wylicza Książkiewicz-Bartkowiak. - Na to jednak potrzeba pieniędzy. Będziemy wnioskowali o kolejne dotacje - dodaje.
Podobny projekt realizowany jest w Krakowie. Tam zdigitalizowane zostaną zbiory 35 małopolskich muzeów. 700 eksponatów trafi na specjalny portal. Internauci będą je mogli przybliżać, obracać, słowem - oglądać ze wszystkich stron, na co w tradycyjnym muzeum nie mieliby szans. Koszt całego przedsięwzięcia to 10 milionów złotych. Realizują je wspólnie Małopolski Instytut Kultury i Urząd Marszałkowski.  - Liczymy, że portal ruszy w drugiej połowie 2013 roku - zapowiada Alicja Sułkowska-Kądziołka, główny specjalista ds. realizacji projektu. Do 2013 roku ma być też gotowe Wirtualne Muzeum Barokowych Fresków. Jego goście obejrzą najpiękniejsze malowidła Dolnego Śląska. Na pomysł stworzenia portalu wpadli urzędnicy jeleniogórskiego magistratu i tamtejszego Muzeum Przyrodniczego.
Tymczasem wirtualne muzea zdążyły się już na dobre zadomowić w sieci. Ich liczbę trudno ogarnąć, zwłaszcza że nikt nie prowadzi tego typu statystyk. Pierwszą publiczną instytucją, która zdecydowała się na taką formę prezentacji zbiorów, było Muzeum Powstania Warszawskiego. Wirtualna placówka ruszyła w 2008 roku. Aby ją stworzyć, trzeba było wykonać  30 tysięcy zdjęć i nagrać filmiki z udziałem statystów. Tylko przez pierwsze trzy miesiące muzeum w sieci odwiedziło 400 tysięcy internautów.
Często jednak Internet to jedyna przestrzeń, w której prezentowane są zbiory. Tak dzieje się choćby w przypadku Wirtualnego Muzeum Lecha Poznań. Można w nim obejrzeć blisko tysiąc eksponatów: filmów, fotografii, trofeów, wycinków z gazet, które dokumentują historię jednego z najbardziej zasłużonych klubów polskiej piłki.
Przede wszystkim jednak Internet to szansa dla prywatnych kolekcjonerów. Wie coś o tym Wojciech Jama z Rzeszowa, który w 1994 roku założył wirtualne muzeum poświęcone bohaterom polskich dobranocek. - Wspaniała jest świadomość, że mogą je odwiedzać goście z całego świata i to 24 godziny na dobę - podkreśla. Cztery lata temu kolekcja pana Wojciecha powędrowała wreszcie na tradycyjną ekspozycję, którą urządziło miasto. - Ale muzeum dobranocek nadal istnieje w sieci. A ja mam już dwa kolejne: komiksu oraz czterech pancernych i psa - zaznacza Jama.
Czy popularność wirtualnych placówek zwiastuje zmierzch tradycyjnych ekspozycji? - W żadnym razie - zgodnie podkreślają muzealnicy. Anna Kotonowicz, rzeczniczka Muzeum Powstania Warszawskiego, zapewnia, że prezentacja zbiorów w sieci nie obniżyła frekwencji w placówce. - Internetowe muzeum stwarza możliwość obejrzenia eksponatów tym, którzy ze względu na odległość czy brak czasu nigdy by do Warszawy nie dotarli. Ale tradycyjnego zwiedzania nie zastąpi. W sieci nie można obejrzeć trójwymiarowej projekcji z przelotu nad zniszczonym miastem, nie można poczuć na własnej skórze emocji związanych z przejściem kanałem - wylicza Kotonowicz.
Według dr. Dominika Batorskiego, socjologa Internetu z Uniwersytetu Warszawskiego, wirtualne muzea będą stanowić zachętę, impuls do tego, by odwiedzić placówki istniejące w realu. - Tak właśnie dzieje się na Zachodzie - podkreśla. - W dzisiejszym świecie kluczową rzeczą jest przyciągnięcie uwagi. A wiele osób planuje wyjścia z domu czy wakacyjne wyjazdy, sięgając do Internetu. Badania wskazują na to, że wirtualne muzea pobudzają ciekawość. Co więcej, ludzie często lubią się chwalić na wszelkiego rodzaju portalach społecznościowych, jakie miejsca odwiedzili, wklejają tam różnego rodzaju linki. A to dla muzeów dodatkowa reklama - podsumowuje dr Batorski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA