fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Londyn 2012: wioska olimpijska

Takie chwile w wiosce to rzadkość, o spokój raczej tam trudno
AP
W wiosce olimpijskiej sportowcy mają wszystko, poza prywatnością i spokojem
Paweł Wilkowicz z Londynu
Jamajska sztafeta wygląda teraz tak: superszybki, szybki i dwóch ciężkich. Usain Bolt w środku, obok sprinter Kemar Bailey-Cole, który jest jego rzecznikiem, a od ochrony są kulomiot Dorian Scott i dyskobol Jason Morgan.
Scott był kiedyś wykidajłą i jak będzie trzeba, to wyjątkowych natrętów wyrzuci, ale na razie nie było powodu. Chodzi tylko o to, żeby najszybszy człowiek świata w końcu się dostał do lady z kurczakami w panierce.
Wszyscy w wiosce olimpijskiej mają być równi niezależnie od liczby medali, rekordów i zer na koncie, więc własnych ochroniarzy nie wolno mieć, ale jakiś sposób Bolt musiał znaleźć. Gdyby nie ta dorywcza eskorta, nigdy by nie skończył rozdawać autografów i pozować do zdjęć. Podczas spacerów można jeszcze nad tym jakoś zapanować, ale nie tutaj: w gigantycznym namiocie na 5 tysięcy miejsc, otwartym 24 godziny na dobę i nazywanym dla niepoznaki stołówką.

Wszystkie pokusy

Stołówka to najważniejsze miejsce wioski, czyli osiedla 11 apartamentowców wybudowanych przez firmę związaną z katarskim rządem i przeznaczonych na sprzedaż po igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich. Można pod tym namiotem przepaść na pół dnia między rzędami lad i lodówek. I niektórzy przepadają.
Jest wszystko, za darmo, z tylko jednym warunkiem: plecaki i torby trzeba zostawić w szatni na zewnątrz. Tu lada z kuchnią afrykańską i karaibską, tu indyjską, tam koszerna, do tego British Best i oczywiście McDonalds, gdzie niby za tłusto i niezdrowo, ale jakoś kolejki nie znikają. Panie z polskiej misji olimpijskiej mówią, że to głównie kolejki po kawę, bo tylko tu nadaje się do picia.
Legenda wioślarstwa Steve Redgrave wspomina, że każda wioska olimpijska, w której mieszkał, była miejscem nierównej walki ze wszystkimi pokusami świata. I akurat jeśli chodzi o darmowe jedzenie, to tę walkę regularnie przegrywał. Np. po złoto w Barcelonie w 1992 płynął na diecie, która się składała m.in. z ośmiu lodów Magnum dziennie (a w 1984 w Los Angeles wiosłował po złoto z nadwerężonym nadgarstkiem, bo automaty do gier też były za darmo).
Polscy wioślarze przypominają sobie, jak cztery lata temu w Pekinie stali w kolejce po hamburgery z Rafaelem Nadalem, który dla alibi wziął jeszcze sałatkę. I potem bez marudzenia stanął do zdjęcia.
Nadala w Londynie nie ma, nie zdążył wyleczyć kontuzji. Inne gwiazdy: Roger Federer, Serena Williams i Maria Szarapowa mieszkają, jak większość tenisistów, w wynajętych domach blisko Wimbledonu, bo dojazdy na korty to koszmar tych igrzysk.
Koszykarze USA jak zwykle wybrali pięciogwiazdkowy hotel, choć w wiosce też już byli, na spacerze. Podobnie jak Szarapowa, która przyszła tutaj na obiad. A ponieważ zjawiła się bez własnego kulomiota i dyskobola, to przedzierając się przez tłum chętnych do wspólnego zdjęcia zdołała tylko chwycić sok pomarańczowy. Szybko nie wróci.

Taniec na stołach

Największymi gwiazdami londyńskiej wioski pozostaną Bolt, amerykańscy pływacy, popularni są też hiszpański koszykarz Pau Gasol i Ryan Giggs, który mieszka tu z całą brytyjską reprezentacją piłkarską, zresztą niedaleko Polaków.
Blisko nas mieszka jeszcze cała Skandynawia, a naprzeciwko Australia, królowie zabawy. Pierwsi australijscy showmani już tańczyli na stołach, ale to jeszcze nic. Prawdziwa zabawa zacznie się dopiero, gdy się skończy przynajmniej połowa konkurencji, wtedy będą imprezy do rana ku rozpaczy lekkoatletów, startujących w drugim tygodniu igrzysk.

Igrzyska internetowe

Najgłośniejsi są jak zwykle Amerykanie, zwłaszcza pływacy. Michael Phelps i Ryan Lochte dzielą tutaj jeden apartament, taki sam, w jakim mieszka pozostałe 16 tysięcy sportowców i działaczy. Apartament to trzy albo cztery pokoje dwuosobowe, choć akurat Phelps poprosił o jedynkę.
Pokoje są jak z akademików: dwa wąskie łóżka, po dwie szafki i szafa. Pościel jest w rysunki z symbolami olimpijskich dyscyplin, każdy będzie ją mógł zabrać do domu na pamiątkę. Łóżka się rozsuwają, ku uldze siatkarzy i koszykarzy, a materace testowała legenda trójskoku Jonathan Edwards, więc nikt nie powinien narzekać.
Każdy z apartamentów ma wspólną łazienkę i wspólny salon z telewizorem. To pierwsze igrzyska, na których telewizory są dla wszystkich, a nie tylko w biurach misji. Pierwszy raz jest też w pokojach bezprzewodowy internet. I pomyśleć, że były takie czasy jak w Barcelonie 20 lat temu, gdzie po raz pierwszy dano sportowcom dostęp do czegoś w rodzaju e#<\!->maili.
Mogli sobie wysyłać wiadomości, dostali dość przewidywalne hasła dostępu, wszyscy podszywali się pod wszystkich, aż Steffi Graf poczuła się urażona liczbą obscenicznych propozycji spływających do jej skrzynki. Bo seks i igrzyska to też nierozłączna para, a o wyczynach olimpijczyków w wiosce krążą legendy. O seksparty na balkonie amerykańskich pływaków w Pekinie, po którym zażalenie złożyła jedna ekipa mająca widok na ten balkon. O międzynarodowym spotkaniu w jacuzzi w Whistler, podczas igrzysk w Vancouver w 2000 r. O podrywaniu wszystkich przez wszystkich, również żon polityków, którzy przyjeżdżają odwiedzić swoich sportowców.
W Sydney w 2000 rozdano w wiosce 70 tysięcy prezerwatyw i trzeba było jeszcze zamówić 20 tysięcy. Ateny na wszelki wypadek zamówiły 180 tysięcy i trochę przestrzeliły, zresztą jak ze wszystkim w przygotowaniach. W Pekinie przygotowano 100 tysięcy, ale partia nie pozwoliła ogłosić, ile się rozeszło.
W Londynie czeka podobny zapas. Ale na razie cicho sza. Czas na opowiadanie będzie później. Póki trwają igrzyska, obowiązuje zasada: co się w wiosce nocami dzieje, w wiosce ma zostać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA