fbTrack

Kraj

Polska Śląsk podniosła

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Wywiad z prof. Franciszkiem Markiem, Ślązakiem i znawcą Śląska, pierwszym rektorem Uniwersytetu Opolskiego
Wywiad z archiwum tygodnika "Uważam Rze"
Panie profesorze, w pana ocenie coś złego dzieje się wokół polskości Śląska? Franciszek Marek: Pojawiły się niebezpieczne dla kraju rodzime huncwoty, które próbują rozbijać naszą jedność narodową „heimatową" regionalizacją. Nie mówią prawdy o naszej historii.
Dlatego nie mogę milczeć i muszę twardo bronić prawdy. Skąd się to bierze? Skąd te koncepcje próbujące ustawić śląskość przeciw polskości? Tu nigdy tego nie było. Coś takiego zrodziło się w czasach Bismarcka na Śląsku Cieszyńskim w zaborze austriackim. Nawet kilku księży próbowało w to wchodzić, ale szybko się zorientowali, że za tym ruchem separatystycznym kryły się tendencje antypolskie. Już wtedy? Tak, już wtedy. Bo wiecie, panowie, kiedy Niemcy zaczęli mówić o śląskości jako odrębnym bycie narodowym? Wtedy, kiedy widzieli, że część tego Śląska tracą na rzecz polskości. Kiedy widzieli, że niemieckość jest nie do uratowania, postanowili stworzyć śląskość jako coś odrębnego. Żeby nie było polskości. Jak jest dzisiaj? W moim przekonaniu dokładnie tak samo. Za tym głośnym ruchem separatystycznym teraz też kryje się antypolskość. Dokładnie tak jak wtedy. Padają tezy, że Polska Śląsk zdegradowała, zniszczyła, że tylko brała. Bzdura! Panowie, awans kulturowy dla Śląska nie przyszedł z zamożnych, bogatych Niemiec, tylko z biednej Polski. Tak, owszem, Polska była i jest nadal biedniejsza od Niemiec. Po wojnie profesura, inteligencja była przetrzebiona, wymordowana przez Niemców w ogromnym stopniu. Najlepszych z Uniwersytetu Lwowskiego pomordowali Niemcy i Ukraińcy. Ale jak wielkiego dzieła dokonali ci, którzy ocaleli?! Jadąc do Wrocławia, by objąć budynki uniwersyteckie, założyli Akademię Medyczną w Rokitnicy pod Katowicami, Politechnikę w Gliwicach, Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Opolu, dziś Uniwersytet Opolski, który ma ponad 20 tys. studentów! A więc Polska Śląsk podniosła! Jeżeli bym gdzieś widział ruinę gospodarki miejscowej, to niestety po obaleniu PRL. Padły wielkie fabryki, wmawiano nam, że liczą się tylko usługi. Dziś widać, że to nieprawda. Niemcy przemysł zachowały i rozwijały, teraz zbierają owoce. Więc skąd się wziął Jerzy Gorzelik, lider separatystycznego Ruchu Autonomii Śląska? Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie jest stąd. Zdzisław Hierowski, jego dziadek, znany historyk literatury, nie był Ślązakiem, przyjechał tu z Przemyśla. Przesiedział swoje w niemieckim obozie koncentracyjnym. I do końca życia był bardzo antyniemiecki, w takim stopniu, że nawet niestety czasami utożsamiał Ślązaków z hitlerowcami. Sam Gorzelik nie mówi gwarą, na pewno nie nauczył się jej w domu, a walczy o „język górnośląski". To absurd. Elementarna wiedza historyczna o Śląsku prowadzi do odrzucenia tez RAŚ po kilkunastominutowej rozmowie. A jednak państwo polskie zachowuje się irracjonalnie i odnoszę wrażenie, że chwilami wspiera ten ruch. Na przykład 21 grudnia 2011 r. Sąd Rejonowy w Opolu zarejestrował Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej. Tymczasem nie ma i nigdy nie było żadnego narodu śląskiego! A tą rejestracją dokonano polskimi rękami pierwszego wyłomu w jedności narodowej Polaków. Jak widać, krótka jest polska pamięć i słaby instynkt samozachowawczy. To gorzkie słowa. Tak, ale dlatego, że nie ma żadnych podstaw, by takiej rejestracji dokonywać.  Emigranci ze Śląska założyli w Stanach Zjednoczonych, w Teksasie, wioski: Panna Maria, Częstochowa, Kościuszko. Nawet jako Ślązak miałbym do nich żal – nie mogli wybrać czegoś śląskiego, choćby Góry św. Anny? Ale oni tak zdecydowali. Nic regionalnego, tylko polskie nazwy. Bo byli Polakami! Do dziś tabliczka przy wjeździe głosi: „Najstarsza osada polska w Ameryce". Kiedy spotykałem się z nimi jako rektor Uniwersytetu Opolskiego, mówili: „My zawsze byliśmy Polakami". Gdy za Bismarcka wyjeżdżali do Brazylii, założyli tam nie żadną Nową Silesię, ale Nową Polonię! A przecież Polski wtedy nie ma na mapie... Z kolei w protokołach odnotowujących ich przyjazd w USA zawsze notowano na ich polecenie: „He was born in Poland", urodził się w Polsce. Nawet w państwie pruskim wiedziano, że Ślązacy są Polakami, a ich mową ojczystą jest język polski A przecież Polski nie było wtedy na mapie, oni byli poddanymi pruskimi. A jednak czuli się Polakami, pamiętali piastowskie korzenie. Dlaczego ta legenda i Piastowie mają dla Ślązaków takie znaczenie? XVII-wieczny twórca niemiecki Andreas Gryphius z Głogowa stworzył „Piastusa", uważanego za pierwszą operę niemiecką, opisującego legendarne początki państwa polskiego. Sam uważam, że jest to dzieło patriotycznie polskie, mimo że powstałe w języku niemieckim. Treść dramatu Gryphiusa jest oparta na legendzie dwóch wędrowców, którzy przyszli do chaty Piasta Kołodzieja, gdy nie wpuszczono ich do grodu kniazia Popiela. Piast jest kmieciem, który przyjmuje ich ze staropolską gościnnością. Zaprasza ich na postrzyżyny syna Ziemowita. Wędrowcy ci wypowiadają słowa: „Głowy twoich potomków ozdobi blask korony królewskiej". Na scenie słychać wówczas grzmot, widać błyskawicę i zjeżdża biały orzeł w koronie. Właśnie ta legenda, tak żywa, tak przeżywana, nieustannie krzepi świadomość narodową na Śląsku. U Słowian kniaziów, czyli książąt, zawsze wybierali wolni kmiecie. Pańszczyzny nie znano. Ona przyszła z Zachodu i była coraz bardziej dokuczliwa dla chłopów. Na tym tle żyje tu legenda o wolności piastowskiej, nawet po wygaśnięciu tej dynastii. Im bardziej surowe było panowanie niemieckie, tym legenda polska była mocniejsza. Tu polskość zawsze była świętością. Głównym argumentem RAŚ jest regionalizacja jako powszechnie obowiązująca reguła w Europie. To rzekomo kierunek dominujący i bezalternatywny. Jestem przeciw regionalizacji. Ani w języku literackim, ani w naszych gwarach nie mamy odpowiednika słowa „heimat". Tę dziwaczną ideę wcisnęli nam, inspirowani z zewnątrz, liderzy „mniejszości niemieckiej", którzy z koniunkturalnych względów wyrzekli się swojej tożsamości i „stroją się w cudze piórka", jak trafnie mawiali nasi ojcowie o ich poprzednikach. Dziwi mnie naiwność nie tylko polskich historyków, lecz niestety także i folklorystów oraz pedagogów, którzy upichcili polski tego odpowiednik pod nazwą „małej ojczyzny". Tego nigdy w Polsce nie było. Przez całe wieki nigdy nie wystąpiły żadne tendencje, które by zmierzały do stworzenia państwa śląskiego. Tym, którzy zachwycają się regionalizacją, podpowiadam: niech zainteresują się tym, dlaczego Niemcy, tak chętnie eksportujący jej ideę na zewnątrz, u siebie jej nie wzmacniają. Przeciwnie, od czasu wojny francusko-pruskiej w latach 1870–1871 systematycznie się jednoczą, wzmacniają siłę państwa. Przecież wcale nie tak dawno były wśród dzisiejszych landów cztery królestwa, kilkanaście księstw oraz kilka wolnych miast. A dziś zaś landy niemieckie to takie nasze województwa. Elity polskie tego nie dostrzegają? Czasami aż smuci, jak mało dostrzegają. Gdyby nasi politycy znali dzieje ojczyste, wiedzieliby, że w epoce poprzedzającej likwidację państwa polskiego nie tylko wymuszono redukcję armii aż o 35 tys. żołnierzy, nie tylko ograniczono przemysł zbrojeniowy, ale także instytucji państwa przeciwstawiano regiony. Już wtedy! Wielcy magnaci państwa nie szanowali. Mieli bowiem swoje „małe ojczyzny". Ale i one, gdy zginęła ojczyzna, z czasem zniknęły. Ludzie dbający o dobro Polski zawsze pilnowali jej spoistości i siły. Czy widzi pan dzisiaj polską energię zdolną przeciwstawić się temu, co propagują Gorzelik i jego separatyści? Ślązacy nigdy nie obnosili się ze swoją polskością. Nie była na pokaz. Polskość jest mocno w Ślązakach zakorzeniona, mówią często, że będą tak mówili oraz modlili się jak za Bismarcka i jak za komuny. Po polsku. Zresztą dziś wyjazdy do Niemczech, także do pracy, nie są tak częste. Więcej osób wyjeżdża do Anglii. Ale powiem panom tak: 3 maja, w Święto Konstytucji, zobaczy pan w Gogolinie, poza gmachami publicznymi, tylko dwa domy oflagowane: mój i mojej córki. A przecież duża część mieszkańców to ludzie przybyli tu z innych części Polski. Więc skoro oni nie wywieszają flag, to jak można mieć o to pretensje do Ślązaków? Ślązacy, którzy wyjechali do Niemiec, wolniej ulegają wynarodowieniu niż osiedleni tam mieszkańcy ziem centralnych. Ich dzieci mówią po polsku, mają kontakt z kulturą. Dlaczego? Bo mają mniej kompleksów wobec Niemców. Pojawiają się głosy, że nie możemy negować niemieckiego pochodzenia Śląska. Absurd. Śląsk jest polski, jest częścią Polski. W języku 476 śląskich pieśni ludowych, zebranych przez niemieckiego lekarza Juliusza Rogera, nie ma słów niemieckich! Jest także kompletny brak form gwarowych nienależących do języka ogólnopolskiego lub jaskrawo różniących się od niego. Roger we wstępie do zbiorku wydanego we Wrocławiu napisał: „Lud wiejski górnośląski prawie wszędzie w przeważającej większości jest polski". Jak widać – a jest więcej przykładów – nawet w totalitarnym państwie pruskim, nastawionym na germanizację poddanych, wiedziano, że Ślązacy są Polakami, a ich mową ojczystą jest język polski. A dziś zaprzeczają temu niedokształceni – choć trafniejsze byłoby tu określenie „bałamutni" – członkowie RAŚ. Zamiast tego bredzą o „narodzie śląskim" i o „języku śląskim". Nie dajmy się na to nabrać. Czemu przypisuje pan odporność Ślązaków na germanizację? Zdecydowała zdeterminowana obrona dwóch największych i zespolonych ze sobą skarbów – religii katolickiej i polskiej narodowości. To dlatego lud śląski wyszedł zwycięsko z walki Bismarcka przeciwko tym skarbom, walki nazwanej kulturkampfem. Więcej – Bismarck wywołał reakcję, która je jeszcze bardziej ze sobą zespoliła. Tu warto wspomnieć o niezwykłym wydarzeniu, jakim był Kongres Polaków w Niemczech, który odbył się 6 marca 1938 r. Sześć tysięcy delegatów ze wszystkich zakątków Rzeszy przyjechało na swój koszt do Theater des Volkes w Berlinie, niemal w sąsiedztwie głównej kwatery Hitlera. To był heroizm! Uchwalono wtedy „Pięć prawd Polaków": 1. Jesteśmy Polakami. 2. Wiara ojców naszych jest wiarą naszych dzieci. 3. Polak Polakowi bratem. 4. Co dzień Polak Narodowi służy. 5. Polska Matką naszą, nie wolno mówić o Matce źle". Jest naszym wielkim polskim skarbem, że istnieje tylko jeden naród polskojęzyczny. A ideowa zwartość tego narodu trwała w najtrudniejszych nawet momentach, także tam, gdzie Polski nie było przez setki lat. Jak by pan profesor zdefiniował historycznie Śląsk? Śląskiem nazywamy prehistoryczne ziemie zamieszkane przez sześć szczepów lechickich. Lechickich, czyli polskich. Z tym że tamten Śląsk był o wiele większy od dzisiejszego, Zielona Góra to był jeszcze Śląsk. Także Wadowice to było śląskie księstwo oświęcimskie, które też odpadło od Polski na mocy dekretów Kazimierza Wielkiego. Tylko biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki to księstwo od Austriaków odkupił. Ale nie był Śląskiem Zgorzelec, to już było Mińsko, włączyły go do tych terenów dopiero Prusy. Ten Śląsk, który dzisiaj jest w Polsce, czyli bez Zaolzia, dostał się pod panowanie pruskie  po trzech wojnach śląskich w latach 1740–1763. Dodam, że wówczas król Prus otrzymał raport językowy o tych terenach, w którym napisano, że na ziemiach regencji legnickiej jest przewaga języka niemieckiego, regencja wrocławska, włącznie z Wrocławiem, to pół na pół język polski i niemiecki, a na całym Górnym Śląsku „powszechnie urlopowani żołnierze są jedynymi mieszkańcami wiosek, którzy trochę mówią po niemiecku". Potem podział administracyjny się zmienił, ale dopóki nie było regencji opolskiej, w dokumentach pojawiają się określenia „średni Śląsk", „północny Śląsk" i „polski Śląsk". Śląsk bywał pod różnym panowaniem: czeskim, austriackim, pruskim, a nawet przez chwilę węgierskim. Po 1921 r. powróciła do Polski wschodnia część regionu, a reszta po II wojnie światowej. Jak można z tego krótkiego zestawienia wywodzić niemieckość tych ziem? Warto podkreślić, że mimo 600 lat różnego obcego panowania nie zdołano Śląska wynarodowić. Skąd więc ten, tak absurdalny w tym kontekście, kierunek obrany przez Gorzelika? Skąd to przeciwstawianie Ślązaków polskości? Różne rzeczy wpływają na ludzi. Tu moim zdaniem wszystko sprowadza się do spraw gospodarczych. Widać zresztą, że choroba zatacza coraz szersze kręgi. Oto bowiem Gorzelik inspiruje także inne separatyzmy, w tym w Zagłębiu. Dowiedziałem się, że oplata też mackami Zaolzie. Zmierza to wyraźnie do rozbicia państwa. Pana ojciec brał udział w powstaniach śląskich. Jak pan dzisiaj patrzy na tezy, że to były wojny bratobójcze? Nawet prezydent Komorowski to kiedyś sugerował. Wypowiedzi prezydenta Komorowskiego nie słyszałem, więc trudno mi się do niej odnosić. Ale takie tezy to jest największe łajdactwo, jakie może być. Jakież to wojny domowe w sytuacji, gdy przyjechało tu 60 tys. ochotników z Niemiec? Wokół mamy dużo grobów polskich powstańców. Gdzie są groby niemieckie? Nie ma, bo ciała zabrali do domów, do Bawarii. Taka to wojna domowa... To była walka o Polskę zakończona zwycięstwem. Nie mieli w tej sprawie wątpliwości ani mój ojciec, Ślązak z dziada pradziada, ani jego współcześni. Nie mam i ja. A co pan sądzi o podnoszeniu tematu rzekomych „polskich obozów koncentracyjnych" na Śląsku po II wojnie światowej. To jakiś absurd. Mądry polityk odpowiedziałby natychmiast, że polski rząd to wtedy był w Londynie, a tu rządzili Sowieci. Poza tym Ślązacy, którzy czuli się Niemcami, już wtedy wyjechali wraz z armią niemiecką. Więc w tych obozach zamykano głównie Ślązaków mówiących po polsku. Ale podkreślam – zamykali Sowieci, którzy zresztą od razu po wejściu wywieźli tysiące mężczyzn do Rosji. Wrócił co trzeci. W tych obozach siedzieli ludzie niewinni, członkowie konspiracji niepodległościowej, ale i ludzie, którzy za Niemców sporządzali listy do wywiezienia do Auschwitz.  Więc to nie jest ten obraz, jaki kreuje RAŚ. Na koniec zapytamy – popiera pan panie profesorze jakąś partię? Nie. PiS proponował mi kiedyś wstępnie start w wyborach na senatora, ale nic z tego nie wyszło. Do wszystkich partii mam zastrzeżenia. Nie one są najważniejsze, ale fakt, że jako Polacy stanowimy zwarty naród, mieszkający pod polską władzą w suwerennym państwie na ziemi naszych praojców, i tę jedność, nazwaną przeze mnie skarbem, musimy chronić, strzec, umacniać i pielęgnować, a nie rozbijać „heimatową" regionalizacją. Marzec 2012
Źródło: Uważam Rze

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL