fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Celebryci – szoł, że hej

ROL
Oskar Górzyński
Jak wsadzić głowę katolickiego publicysty do ciekłego azotu, innego nazwać gnidką, a prezydenta Rzeczypospolitej wyzwać od chamów
Eleganckie garnitury, makijaż i mocne słowa: o kulturze politycznej i spadku poziomu debaty publicznej, otwartości na różne poglądy, tolerancji i szacunku dla przeciwników politycznych. Telewizyjni celebryci starannie budują swój wizerunek u odbiorcy. Coraz częściej jednak – zwłaszcza prywatnie – na forach internetowych, blogach i portalach społecznościowych pokazują zupełnie inne oblicze. Nie szczędzą knajackich określeń wobec tych, z którymi im nie po drodze. Nierzadko też nie jest im obca mowa nienawiści.
– Wielu ludzi, nie tylko celebrytów, nie zdaje sobie sprawy, że nowe media, takie jak Internet i portale społecznościowe, liczą się tak samo jak te tradycyjne – zwraca uwagę w rozmowie z „Rz" dr Tomasz Płonkowski, medioznawca z UW.

Ciekły azot i gnidka

Jarosław Kuźniar to jeden z prezenterów TVN 24, prowadził też telewizyjny program muzyczny „X-Factor". W wywiadach porównuje się do Lucjana Kydryńskiego. Występując przed kamerami TVN, zazwyczaj jest uprzedzająco grzeczny dla swoich gości – zwłaszcza jeśli reprezentują środowiska bliskie koalicji rządzącej. Przedstawiciele opozycji często mają zastrzeżenia co do jego obiektywizmu.
– Dziennikarz ma mieć swoje zdanie i ma umieć się nim dzielić. Ale dziennikarz musi też umieć szanować zdanie innych i umieć z nim polemizować – przekonywał w czerwcu Kuźniar w wywiadzie dla portalu WirtualneMedia.pl.
A jak wygląda szacunek dla zdania innych i umiejętność polemiki samego Kuźniara, gdy w pobliżu nie ma już kamer? Pewne światło na to rzuca twitterowa i blogowa aktywność prezentera, w której – jak sam zaznaczył – „wyraża swoje osobiste poglądy". Tam miejsca na tolerancję dla interlokutorów już nie ma.
– Głowę red. Terlikowskiego (Tomasza – red.) warto by czasem zanurzyć w ciekłym azocie dla dobra potomnych – napisał 9 lipca na Twitterze, komentując w ten sposób sprzeciw katolickiego publicysty wobec pojawiających się na scenie politycznej propozycji pełnej dostępności metody zapłodnienia in vitro.
– Redaktor Kuźniar to szczególny przypadek. Najpierw sam wywołał agresję do siebie, kiedy zapowiedział, że odejdzie, jeśli wystarczająca liczba ludzi o to poprosi. Wydaje mi się, że od tego czasu stał się bardziej sfrustrowany i agresywny – ocenia dr Płonkowski.
Wiosną internauci zorganizowali masową akcję wysyłania listów do ITI z prośbą o zwolnienie Kuźniara. Sam dziennikarz zapowiedział, że jeśli takich e-maili przyjdzie tysiąc, odejdzie z pracy. Przyszło ponad pięć tysięcy, ale Kuźniar nie zrezygnował. A autorów listów nazwał masochistami i smutną prawicą. Kuźniar zaatakował też innego dziennikarza Łukasza Warzechę, publicystę „Faktu", z którym wdał się w dyskusje na Twitterze. Prezenter TVN 24 szybko zrezygnował z merytorycznej dyskusji, by zaatakować ad personam. „Przepraszam, kim jest Łukasz Warzecha?" – zapytał Kuźniar i dodał: „Poranna rozmowa z @Konrad Piasecki skłoniła mnie do przejrzenia atlasu owadów, ale tam o @lwarzecha sza".
Na tym się jednak nie skończyło. – Lektura pana tekstów, którą nadrobiłem, wymusza stwierdzenie, że jest pan jedynie niespełnioną gnidką – zatwittował Kuźniar.
– Byłem zaskoczony, bo mimo mojego krytycznego stosunku do Kuźniara, który nie trzyma poziomu dziennikarstwa, sądziłem, że stać go na bardziej wyrafinowaną, merytoryczną krytykę, złośliwy dowcip. Tymczasem okazał się prymitywnym chamem – mówi „Rz" Warzecha.

Awaria synaps

Ale Kuźniar nie jest jedyną medialną gwiazdką, która sięga po obraźliwe określenia.
– Celebryci, których funkcją jest celebrowanie siebie, zwracanie na siebie uwagi, łatwo mogą osiągnąć ten cel, używając ostrych czy szokujących wyrażeń i słów. Ale też chcą się przypodobać ludziom, którym to imponuje – komentuje w rozmowie z „Rz" dr Ireneusz Siudem, psycholog społeczny z UMCS.
Samemu Kuźniarowi oberwało się od Moniki Olejnik określanej mianem „damy polskiego dziennikarstwa". Kiedy niedawno prezenter TVN w porannym programie kpił z polskich katolików i nawoływał do rozwiązania Kościoła katolickiego, Olejnik zareagowała, ironicznie określając Kuźniara mianem Kapłana poranka. I na swoim profilu facebookowym wytknęła: „chyba mu się synapsy zagotowały". Moniki Olejnik nie udało nam się w piątek poprosić o komentarz. Dziennikarka zastrzegła, że jest na urlopie.
Kuźniar był obok Zbigniewa Hołdysa, dawnego lidera Perfectu, jednym z niewielu celebrytów, którzy wzięli w obronę Jakuba Wojewódzkiego i Michała Figurskiego po ich skandalicznych słowach o gwałceniu Ukrainek. Obaj wystąpili na okładce „Newsweeka" obok wielkiego napisu „Nie zabijajcie nas". Skarżyli się, że są coraz bardziej brutalnie atakowani przez internautów, a krytyka wobec nich ogranicza się do wulgaryzmów.
Jednak sam Hołdys w słowach nie przebiera. W trakcie wyborczej kampanii parlamentarnej muzyk na swoim dziś już nieistniejącym profilu facebookowym zamieścił fotografię szafy z wiszącymi hakami i podpisał ją: „Widok z szafy Jarosława Kaczyńskiego. Ponurego średniowiecznego ch...". O liderze opozycji napisał też: „Żaden ubek znany mi z imienia i nazwiska nie narobił tyle gnoju w relacjach między Polakami, co ten posr...ec".
Z kolei artystów, którzy odmówili grania za darmo dla WOŚP, określił mianem „zdemoralizowanych ch...".

Celebryci i świnie

– Do mowy coraz częściej przenikają wulgaryzmy, jest coraz większe na to przyzwolenie, a niektórym ludziom po prostu taki język się podoba – komentuje dr Siudem.
Jak bardzo, pokazała tysiącom zaskoczonych internautów reakcja Moniki Richardson po debacie z Krzysztofem Bosakiem z Fundacji Republikańskiej w ubiegłym roku. Na swoim profilu facebookowym, tłumacząc się ze słabego występu, Richardson eurorealistów określiła mianem wykluczonych, sfrustrowanych ludzi, a samego Bosaka – mianem neofaszysty i świni. Celebrytka nie przebierała w słowach:  „Takie powiedzenie jest mądre: kto za młodu nie był lewicowy, ten na starość będzie świnią. Na Bosaka przyszło wcześniej" – napisała Richardson.
– W świecie celebrytów, zwłaszcza tych salonowych, istnieje przyzwolenie, by tych, którzy mają inne poglądy niż politycznie poprawne, niekoniecznie bliskie obozowi władzy, znieważać dość wulgarnie – uważa Krzysztof Bosak.
Poniekąd zwrócił też na to uwagę Michał Figurski, który razem z Jakubem Wojewódzkim stracili pracę w Eska Rock po chamskich odzywkach na temat Ukrainek.

Co wolno celebrycie

„Nagle ktoś uznał, że dopóki ironizowaliśmy na temat PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego, gejów, ojca Rydzyka, Baracka Obamy czy nawet Jezusa, to nic się nie stało, ale temat Euro i ukraińskich kobiet już nie podlega sarkastycznym uwagom" – dziwił się w jednym z wywiadów.
Rzeczywiście celebrycki salon nie reagował, gdy Figurski i Wojewódzki lżyli Jarosława i Lecha Kaczyńskich. O prezydencie Kaczyńskim Figurski w 2009 r. na antenie Eska Rock mówił – po angielsku – udając dziennikarza BBC: „Mały, niedorozwinięty, głupi człowiek zwany prezydentem Polski, Lechem Kaczyńskim".
Dlaczego celebryci – prywatnie i półprywatnie komentując i oceniając osoby, z których poglądami się nie zgadzają – coraz częściej uciekają do rynsztokowego języka?
– Świadczy to o niskiej kulturze ludzi, od których oczekujemy większej ogłady. Można tylko nad tym ubolewać, bo obniża to poziom debaty publicznej – komentuje dr Ireneusz Siudem.
Publicysta „Uważam Rze" i „Faktu" Łukasz Warzecha sprawę ocenia znacznie mocniej.
– Okazuje się, że wielu ludzi z mediów zwanych niekiedy prorządowymi nie stać na finezję, dowcipne  riposty, szybko tracą równowagę i nadrabiają agresją – mówi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA