fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Bies andaluzyjski

Sergio Ramos tuż po meczu
AFP
Jest wodzirejem kadry, ulubieńcem dziewczyn, bólem głowy trenerów i ich dumą. Miał w półfinale misję: odkupienie win
Układ Słoneczny dwa miesiące temu wyglądał tak: na obrzeżach, za Neptunem i Plutonem, pojawiła się jeszcze jedna orbita. Krążyła po niej piłka wystrzelona przez Sergia Ramosa.
Wystrzelona w kwietniowym półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, w decydującej serii rzutów karnych, gdy uderzył z całej siły, wysoko nad poprzeczką, gdzieś w górny rząd trybun.

Piłka na Księżycu

Tak Real Madryt odpadł z Ligi Mistrzów, a Ramosa wykpiwano przez następne tygodnie bez litości w programach satyrycznych, internetowych parodiach i przeróbkach słynnych zdjęć. Jak w tej z Układem Słonecznym albo jak staje obok Neila Armstronga, zatykającego amerykańską flagę na Księżycu, i pyta: „Nie widział pan może mojej piłki?". Albo w sparodiowanym serwisie telewizyjnym z wiadomością z ostatniej chwili, że piłka właśnie poprosiła wieżę kontrolną o pozwolenie na lądowanie na lotnisku Barajas.
Nasłuchał się wtedy jak nigdy. Że niedojrzały, nie radzi sobie z presją, że „A nie mówiliśmy?". Większe gwiazdy od niego pudłowały z karnych, ale Sergio Ramos zawsze jest pod ręką, gdy trzeba znaleźć winnego. Ze swoim śmiesznym andaluzyjskim akcentem, charakterem dużego dziecka, seryjnie zmienianymi narzeczonymi: dziennikarkami, prezenterkami, aktorkami, modelkami. Z opinią obrońcy, który jest doskonały w ataku, ale często traci głowę blisko własnej bramki. Siedzi w nim diabeł, energia go roznosi, dostaje kartki po nonsensownych faulach.

Wolał corridę

Daj mu puchar, to go upuści prosto pod koła autobusu, jak rok temu, gdy Real miał paradę z Pucharem Króla. Strać go na chwilę z oczu, to się wymknie na corridę, jak swego czasu, gdy był zawieszony za kartki i z trybun Santiago Bernabeu ulotnił się w połowie meczu Realu, żeby kibicować swojemu przyjacielowi matadorowi. Z Sergiem można się świetnie bawić, gdy tańczy flamenco na boisku po zwycięstwach albo naśladuje torero, gdy jako DJ kadry układa playlisty na wielkie turnieje i parodiuje interwencje Ikera Casillasa. Ale powierzyć mu odpowiedzialność za losy drużyny? Szaleństwo.
Gdy podchodził do piłki w serii karnych w półfinale z Portugalią, Hiszpania nie chciała patrzeć. Ramos? Dlaczego? Litości! A on obmyślał swój plan już od tygodnia. – Tylko na treningach nie mogłem tego przećwiczyć, bo się bałem, że ktoś nagra i bramkarz będzie wiedział – tłumaczył, gdy już swój plan wykonał. Strzelił a la Panenka albo, jeśli ktoś woli, a la Pirlo. – Patrzyłem na Rui Patricio, widziałem, że cały czas się rzuca, i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że dobrze robię. Zabolało mnie to, co słyszałem po półfinale z Bayernem. A teraz jestem dumny, że kiedyś moje dzieci będą miały co wspominać z ojcem – opowiadał po meczu. Iker Casillas znów obronił tego wieczoru ważnego karnego, Cesc Fabregas znów, jak cztery lata temu w ćwierćfinale z Włochami, nie zawiódł przy ostatnim strzale, ale to Ramos odjeżdżał ze stadionu w Doniecku do bazy Szachtara, gdzie Hiszpania nocowała po awansie, z nagrodą dla piłkarza meczu.
Dostał tę nagrodę nie tylko za karnego, ale za genialną grę w środku obrony. Za telepatyczną współpracę z Pique, z którym się nie lubią, ale potrafili razem sprawić, że kibice zapomnieli o kontuzji Carlesa Puyola. Hiszpanie przyjechali na turniej z obroną mocno zmienioną w porównaniu z poprzednimi mistrzostwami. Tylko Pique został w niej na swoim miejscu. Nie ma Joana Capdevili na lewej stronie, nie ma Puyola w środku, Ramos przeniósł się z prawej strony do środka. Tak jak to wcześniej zrobił w Realu Madryt i też był przez cały ostatni sezon rewelacyjny.
Jest w Madrycie już siedem lat, ale dotychczas zawsze biegał w klubie i kadrze z boku obrony, mimo że w szkółce Sevilli wycho go wywano do gry w środku. Teraz pokazuje, na co go tutaj stać. Jest inny niż Puyol, nie rzuca się do szaleńczych wślizgów, wkracza do akcji w białych rękawiczkach.

Lśniące kolczyki

Koledzy z kadry wołają na niego Cygan. Wygląda jak młody sobowtór Vala Kilmera. Przechodzi zawsze przez strefę wywiadów tak wypachniony, z tak misternie nażelowanymi włosami i tak lśniącymi kolczykami, że chyba tylko rezerwowy bramkarz Niemców Tim Wiese mógłby mu rzucić wyzwanie. Na ten turniej Ramos ściął włosy, zrzucił opaskę. Niektórzy nawet zaczęli dostrzegać, że zachowuje się dojrzalej. Ale każdy trener wie, że tego diabła się z niego nie wypędzi. Trzeba go oswoić. Luis Aragones regularnie stawiał Ramosa do pionu podczas poprzedniego Euro za samowolę poza boiskiem. Jose Mourinho wpadł w szał, gdy w odpowiedzi na pretensje, że Ramos nie pilnował w meczu z Barceloną tego piłkarza, którego mu przydzielono na odprawie, usłyszał: „Pan nigdy nie grał w piłkę, to może pan nie wie, że czasem podczas meczu trzeba zmienić założenia". Ale i Aragones i Mourinho drużyny bez Ramosa sobie nie wyobrażają. Vicente del Bosque też nie. – Trener wie, że jestem trochę szalony – mówi Ramos. Ma dopiero 25 lat, a już zbliża się do granicy 100 meczów dla Hiszpanii. Świętuje sukcesy z flagą Andaluzji, kiedy tylko może, jedzie do swojego małego Camas pod Sevillą. Ale powtarza też, jak w środową noc po awansie: „Jestem dumny, że jestem Hiszpanem". Hiszpania też jest dumna.
 
Korespondencja z Doniecka

Sergio Ramos

Urodził się 30 marca 1986 roku w Sewilli. Jeden z najlepszych obrońców świata. Karierę zaczynał w Sevilli. Od siedmiu lat gra w Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii. Zdobył z nią mistrzostwo Europy (2008) i świata (2010). Rozegrał w kadrze 91 meczów, strzelił sześć goli.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA