fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Obyczaje

Portfel na wakacje zapełnij już teraz

Fotorzepa, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski
Euro i dolar w czasie wakacji podrożeją, bo złotówka się osłabi – uważają analitycy. Dlatego kto się wybiera na zagraniczne wakacje powinien kupić sobie waluty już teraz
Jak wyjaśniają eksperci, jest to efekt niepewnej sytuacji w strefie euro, nie tylko w Grecji, ale także w Hiszpanii i Włoszech. Nasza waluta osłabia się, gdy inwestorzy w obawie przed ryzykiem wycofują się z rynków uznawanych przez nich za słabo rozwinięte, a więc m.in. z polskiego.

Droższe wakacje

Rok temu nasze zagraniczne wojaże były tańsze, ponieważ za dolara płaciliśmy około 20 procent mniej niż dzisiaj, a za euro około 7 procent. Obecnie euro kosztuje około 4,3 zł, a dolar około 3,4 zł, choć jeszcze na początku czerwca kursy tych walut wynosiły odpowiednio: 4,4 zł oraz 3,6 zł.
Trzeba pamiętać, że podawany jest kurs średni. Za daną walutę w rzeczywistości zapłacimy nieco drożej, czyli po tzw. kursie sprzedaży (po jakim kantor czy bank sprzedaje nam walutę). Jeśli zaś wrócimy z wakacji i nie wydamy wszystkich pieniędzy, to obcą walutę wymienimy na złote po kursie kupna (tym niższym).

Z dolarami do Egiptu

Często turyści jadąc do krajów spoza strefy euro, np. do Egiptu czy Turcji, mają dylemat: czy lepiej zabrać ze sobą dolary lub euro, czy walutę kraju docelowego.
– Kupowanie w Polsce mało popularnych walut jest z reguły droższe niż dolarów albo euro i ich wymiana na lokalną walutę na miejscu – wyjaśnia Halina Kochalska, analityk z Open Finance.
Na wakacje oprócz gotówki warto zabrać ze sobą karty płatnicze. Co prawda trzeba wtedy liczyć się z dodatkowymi kosztami przewalutowania oraz z prowizją od transakcji w bankomacie, ale to cena wygody i bezpieczeństwa.
Trzeba pamiętać, że złoty będzie wymieniany po kursie dziennym wyznaczonym przez organizację płatniczą (np. Visa czy MasterCard). Może być on mniej korzystny niż kurs kantorowy, a dodatkowo może zostać powiększony o prowizję banku.

Karta jest bezpieczniejsza

Karty wydawane do konta złotowego czy karty kredytowe mogą mieć różne waluty bazowe. Najczęściej jest to euro albo dolar, rzadziej funt brytyjski.
Jeśli płacimy w euro i walutą bazową naszej karty jest euro, to transakcja przewalutowania będzie jednorazowa. Jednak kiedy jesteśmy poza strefą euro, to kwota zostanie dwukrotnie przewalutowana: z waluty danego kraju na euro, a później z euro na złotego. Za każdym razem zostanie zastosowany kurs organizacji płatniczej i ewentualnie doliczona prowizja banku.
Dlatego, jeśli wybieramy się do USA, lepiej wziąć kartę debetową czy kredytową, której walutą bazową jest dolar. – Dobrym rozwiązaniem jest również założenie rachunku walutowego i poproszenie banku o wydanie do niego karty. Ograniczając liczbę przewalutowań zmniejszamy koszty – mówi Halina Kochalska.
Takie konto można zasilić walutą kupioną przed wyjazdem. Dzięki temu po powrocie nie będziemy zaskoczeni ewentualnym wzrostem wydatków w ujęciu złotowym.
Wypłaty z bankomatu za granicą z reguły wiążą się z prowizją od 2 do  4,5 proc. (lub minimum 5 – 10 zł). Dlatego jeśli tylko jest to możliwe, lepiej płacić kartą w sklepie.
Marek Rogalski, analityk walutowy w DM BOŚ
O wyborze odpowiedniego momentu do zakupu waluty rozstrzygnie szczyt UE, który dzisiaj się rozpoczyna. Rynki będą oczekiwać odpowiedzi na pytania o dalsze losy nowego paktu fiskalnego, zawiązania unii bankowej i pomysłów na przezwyciężenie problemów Hiszpanii i Włoch.
Jeżeli szczyt nie przyniesie zadowalających wyników, to należy rozważyć zakup walut w pierwszych dniach lipca. Ponieważ później złoty znów może zacząć się osłabiać w wyniku problemów gospodarczych Hiszpanii.
Istnieje ryzyko, że ten kraj nie będzie w stanie obsługiwać swojego zadłużenia i poprosi o finansowanie zewnętrzne (w tym o pomoc dla banków, co już zresztą zrobił) na łączną kwotę 450 mld euro. Rosną również obawy, że podobny los czeka Włochy. Coraz więcej obserwatorów krytykuje premiera Maria Montiego za opieszałość reform. A im bliżej wyborów parlamentarnych, zaplanowanych na wiosnę 2013 r., tym trudniej o odważne decyzje. Inwestorzy będą się też obawiać, że Europa nie ma pomysłu na przełamanie kryzysu. Na koniec wakacji euro może kosztować 4,5 zł, a dolar 3,75 zł.
Szymon Zajkowski, analityk DM TMS Brokers
W czerwcu polska waluta zyskała na wartości w stosunku do euro i dolara. Ale najwyższy poziom kursu złotego mamy już za sobą. W najbliższych tygodniach złoty będzie tracił na wartości. w czasie wakacji za zagraniczne waluty zapłacimy więc więcej. Dlatego teraz jest dobry moment na zakup dewiz. Nasze prognozy na koniec sierpnia zakładają, że za euro trzeba będzie zapłacić 4,36 zł, a za dolara 3,60 zł. A na koniec września odpowiednio: 4,38 zł i 3,65 zł.
Polska waluta cały czas znajduje się pod wpływem czynników zewnętrznych. Na osłabienie złotego największy wpływ będą miały doniesienia ze strefy euro m.in. z Hiszpanii i Grecji, krajów często wybieranych jako cel wakacyjnych podróży. Hiszpańska gospodarka ma się coraz gorzej. Bezrobocie sięga tam rekordowego poziomu. Banki będą wymagały zewnętrznej pomocy, by utrzymać płynność. Z kolei w Grecji nowy rząd zapowiedział już, że zamierza renegocjować warunki reform oszczędnościowych narzuconych przez UE i MFW.
Niepewne losy tych dwóch gospodarek wywoływać będą nerwowość na rynkach finansowych i spowodują wyprzedaż ryzykownych aktywów. Tracił będzie również złoty. Dane makroekonomiczne napływające ze świata, w tym z Chin, są coraz gorsze. Wzmaga to obawy o światowy wzrost gospodarczy.
Marcin Kiepas, analityk rynków finansowych X-Trade Brokers
W naszej opinii złoty w najbliższych miesiącach pozostanie słaby. Oczekujemy, że zacznie się umacniać od jesieni tego roku. Tendencja ta utrzyma się w 2013 r. Minimum z ubiegłego tygodnia, czyli 4,22 zł za euro i 3,32 zł za dolara uznajemy za atrakcyjny poziom do zakupu walut na wakacyjne eskapady. Prognozujemy, że na koniec września kurs euro wyniesie 4,38 zł, a dolara 3,59 zł. W miesiącach wakacyjnych kursy obu walut również będą bliżej poziomu z tej prognozy.
Złoty od wielu tygodni pozostaje pod wpływem zmieniających się nastrojów na rynkach globalnych i w wakacje również tak będzie. Dlatego drugorzędne znaczenie będzie miało, czy Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych (w naszej opinii podwyżki nie będzie) i jakie informacje makroekonomiczne będą płynąć z polskiej gospodarki. Natomiast istotne będą coraz liczniejsze sygnały o spowolnieniu wzrostu gospodarczego na świecie. Nie zakładamy, że sytuacja w strefie euro istotnie się zmieni. Jest wątpliwe, żeby kryzys zadłużenia się pogłębił, jak również to, że kilkoma decyzjami polityków lub banków centralnych zostanie on zażegnany.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA