fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Karol II ucieka dzięki pomocy polskiego oficera

Były król Karol II i Elena Lupescu
Domena publiczna
Major Zdzisław Żórawski ucieczkę władcy Rumunii i jego żydowskiej przyjaciółki urządził w 1941 roku dlatego, że obowiązkiem oficera polskiego było „dopomóc koledze w potrzebie"
35 lat temu, 29 (według niektórych źródeł 28) czerwca 1977 roku, zmarła Elena (Magda) Lupescu, kochanka króla Rumunii Karola II, a po abdykacji jego żona. Tekst z archiwum tygodnika Plus Minus
We wrześniu 1940 roku stolica neutralnej Portugalii odgrywała taką rolę jak Stambuł, mistrzowsko ukazywany nam podczas każdych wakacji w jednym z odcinków „Stawki większej niż życie". Z tą tylko różnicą, że pracującemu dla Moskwy agentowi J-23 nad Tagiem działać byłoby zapewne trudniej niż w Café Rose nad Bosforem, rządzona przez Antónia de Oliveira Salazara Portugalia nie utrzymywała bowiem stosunków ze Związkiem Sowieckim.
W tym czasie w Lizbonie życie toczyło się spokojnie tylko na pozór. W rzeczywistości miasto przypominało scenerię z powieści szpiegowskiej. Roiło się w nim od tajemniczych postaci, kwitł czarny rynek, zawierano spowite mrokiem transakcje, tajne służby różnych krajów mocowały się ze sobą, zatrudniając ludzi, którzy zjawiali się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak znikali. Policja portugalska, choć miała uczestników tych rozgrywek na oku, starała się nie wchodzić, jak wyrażają się znawcy, między ostrza potężnych szermierzy. A byli nimi przede wszystkim ambasada brytyjska i niemiecka. Pierwsza występowała, jak się zdawało, w imieniu „imperium, które może przegrać kilka bitew, ale nie może przegrać wojny". Druga gotowa była napełniać pieniędzmi garście „każdego, kto chciałby dla niej pracować" – wspominał major Zdzisław Żórawski. Ten uczestnik kampanii wrześniowej (jego „Dziennik obrońcy Warszawy" ukazał się właśnie w wydawnictwie RYTM) od jesieni 1939 do czerwca 1940 roku był kierownikiem placówki Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) w Paryżu, a zarazem oficerem Oddziału II Sztabu Głównego. Do stolicy Portugalii major przybył we wrześniu 1940 roku z Madrytu, gdzie pracował jako korespondent prasy południowoamerykańskiej. Jego sporządzone po hiszpańsku zapiski lizbońskie odkrył niedawno dla świata, dzięki Michałowi Żórawskiemu, bratankowi autora wspomnień, profesor Tomasz Szarota.
Major Żórawski naciskany przez swych latynoskich mocodawców miał za wszelką cenę wydostać „dla publikacji" pamiętniki Eleny Lupescu. W Lizbonie, w placówce polskiego wywiadu, major Żórawski spodziewał się otrzymać niezbędne wsparcie.

Miłość niczym błyskawica

Pani Lupescu, dla najbliższych Magda, była przyjaciółką i ukochaną króla Rumunii Karola II.
Przyszła na świat w rodzinie kupieckiej w rumuńskim mieście Jassy prawdopodobnie w roku 1895, 1896, a może w 1902. Jak podają źródła, jej rodzice byli Żydami, pochodząca z Austrii matka przeszła na katolicyzm, ojciec – na prawosławie. Prawdopodobnie prawdziwe nazwisko jej taty brzmiało Grünberg lub Wolff (Wolf), a godność Lupescu (lup – wilk) stanowiła jego rumuńską formę. Z Karolem, wówczas jeszcze następcą tronu, poznali się prawdopodobnie w 1923 roku, prawdopodobnie na torze wyścigów automobilowych.
Jak pisze major Żórawski, połączyła ich „miłość niczym błyskawica". Nie był to przelotny flirt, jakich książę, wcześniej zresztą już także żonaty, przeżył bez liku.
Dla Magdy w 1925 roku Karol zrzekł się tronu na rzecz czteroletniego syna Michała i rozwiódł z księżniczką Heleną z Grecji. Wyjechał z kraju z zamiarem pozostania na obczyźnie na zawsze. Niespodziewanie zmienił jednak zdanie i zjawił się w Rumunii w roku 1930.

Pod strażą gdzieś na prowincji

W Bukareszcie powitano go serdecznie. Parlament ogłosił, że zrzeczenie się przez Karola prawa do tronu było nieważne. Książę objął więc władzę jako król Karol II. Zasiadał na tronie do 1940 roku, kiedy marszałek Ion Antonescu zmusił go do abdykacji na rzecz księcia Michała i do opuszczenia ojczyzny.
Karol nie robił tajemnicy ze swego związku z Magdą, którą według badaczy nazywał swą Duduią (Panią), choć w okolicznościach oficjalnych raczej nie występowali wspólnie. Na wygnanie udali się razem, na zachód przez Jugosławię, Włochy i Francję. Po drodze, w Timiszoarze, przed granicą z Jugosławią, bojowcy skrajnie nacjonalistycznej Żelaznej Gwardii urządzili zasadzkę i ostrzelali ich królewski biały pociąg specjalny – pisał we wspomnieniach podpułkownik Jan Kowalewski, w latach 1933 – 1937 attaché wojskowy w Rumunii („Cykl rumuński", „Zeszyty historyczne" VI/1964). Zamachowcy zamierzali zabić Karola, ponieważ za jego rządów Gwardia została zakazana, a jej przywódcy trafili do więzienia, gdzie niektórzy z nich zginęli.
Wszystkie kraje, przez które tułacze przejeżdżali, pośpiesznie wyprawiały pociąg królewski dalej, „aby nie narazić się Niemcom, aż wreszcie dojechał on do Hiszpanii, skąd króla już dalej Niemcy i rząd Antonescu nie chcieli puścić do Portugalii i do wolności". Berlin nie życzył sobie utworzenia kolejnego rządu antyniemieckiego, dlatego naciskał na Hiszpanię, by rumuńskiego władcę „unieruchomić pod strażą gdzieś na prowincji". Woli Niemców stało się zadość, Karol II i Magda znaleźli się w hotelu w Sewilli pod opieką żandarmerii i tajniaków. Opieka była tak troskliwa, że unieruchomiony na dobre władca nie mógł się udać w dalszą drogę. Ale też i nie bardzo miał dokąd, nikt bowiem się nie kwapił, by go przyjąć.
Tylko Niemcy zapraszali króla tułacza w gościnę do jednego ze swych zamków na południu, tego jednak „panicznie" bała się pani Lupescu.

57. Pułk

Wiadomość o krępującej gościnie Karola II w Hiszpanii przywiózł do Lizbony pułkownik Ernest Urdreanu, wierny szambelan króla. Uśpił czujność straży i wymknął się z Sewilli. W Portugalistarał się przekonać Amerykanów, Anglików i Francuzów, by pomogli jego władcy, nic jednak nie wskórał. Zanim zupełnie stracił nadzieję na ratunek, udał się do Jana Kowalewskiego, którego znał z dawnych czasów i który w Lizbonie przebywał na „placówce specjalnej".
Podpułkownik Jan Kowalewski, kryptolog i oficer II Oddziału Sztabu Głównego, odczytał szyfry Armii Czerwonej w czasie wojny polsko-sowieckiej. W latach 30. Kowalewski był attache wojskowym w Rumunii. Poznał wówczas wiele wpływowych osób, także króla Karola i późniejszego marszałka Antonescu, z którym jeździł na narty.
Można przypuszczać, że polsko-rumuńskie więzi wojskowe umacniały się pomyślnie również dlatego, że w Bukareszcie dobrze wspominano generała Tadeusza Rozwadowskiego, który w Rumunii pracował jako attaché wojskowy (1896 – 1907) jeszcze w czasach, gdy służył w armii austriackiej:
„Na dworze rumuńskim pozyskał sobie szybko pełną sympatię tak królewską, jak też rządu i sfer towarzyskich, ceniono jego poglądy, rozum polityczny i zmysł orientacyjny. Król rumuński Karol I wyrażał kilkakrotnie wobec cesarza Franciszka Józefa życzenie, by Rozwadowskiego jak najdłużej przy poselstwie zostawił" – czytamy w książce „Generał Rozwadowski", wydanej w Krakowie w 1929 roku, której reprint ukazał się niedawno nakładem Muzeum Niepodległości w Warszawie.
Zapewne nie tylko zgodnie z panującymi obyczajami dyplomatycznymi, ale i ze względu na piękną tradycję współpracy rumuńskiemu monarsze przyznano polskie odznaczenia. Józef Piłsudski w czasie jednej ze swych czterech wizyt w Rumunii udekorował króla Krzyżem Virtuti Militari, a w 1937 roku Karol otrzymał też Order Orła Białego. Na cześć władcy zza Karpat jednemu z naszych oddziałów nadano zaś nazwę 57. Pułk Piechoty Wielkopolskiej Karola II Króla Rumunii.

Psikus dla Niemców

Po klęsce wrześniowej pułkownik Kowalewski ponownie znalazł się w Bukareszcie, gdzie stał na czele komitetu ds. pomocy uchodźcom z Polski. W połowie 1940 roku urzędował już w Lizbonie, tu także zajmował się uciekinierami. Jak podaje dr Jan Stanisław Ciechanowski (wykład „Bohaterowie polskiego wywiadu w II wojnie światowej", Klub Historyczny im. gen. Stefana Grota-Roweckiego), po przybyciu do stolicy Portugalii pierwszy kontakt, nie licząc poselstwa polskiego, pułkownik nawiązał „ze swym starym znajomym" Ionem Pangalem, posłem rumuńskim w Portugalii. Później, od stycznia 1941 roku, Kowalewski kierował znajdującą się w luzytańskiej stolicy Placówką Łączności z Kontynentem. Jego misja miała prowadzić Akcję Kontynentalną, a w jej ramach m. in. zbierać informacje polityczne i gospodarcze o działalności państw osi i ich sojuszników, a także organizować podziemną walkę z wrogiem, prowadzić propagandę przeciw państwom osi i uprawiać dywersje polityczną. Delegaci placówki o współpracy ze sprzymierzonymi rozmawiali też z wysłannikami niemieckiej opozycji, m.in. ponoć z ludźmi admirała Wilhelma Canarisa, a ponadto z przedstawicielami Włoch, Węgier i Rumunii (marszałek Antonescu wręcz polecał wielu rumuńskim emisariuszom nawiązywać łączność z polskim oficerem).
Serce Akcji Kontynentalnej biło w willi Ginalda w Monte Estoril pod Lizboną, gdzie pułkownik Kowalewski miał radiostację. Działalność misji należało zamaskować przede wszystkim przed agentami niemieckimi, ale i przed bardzo dobrze poinformowaną tajną policją portugalską PVDE, która pełniła też służbę kontrwywiadowczą. Dlatego Kowalewski prowadził m.in. przedsiębiorstwo handlu międzynarodowego i miał kuter w porcie Cascais.
Szef polskiej placówki w Lizbonie nie pozostał obojętny na wieść o tarapatach Karola II. Pamiętał o polsko-rumuńskich więziach; to przecież właśnie do Rumunii odbył swą ostatnią podróż oficjalną – i w ogóle ostatnią podróż zagraniczną – Józef Piłsudski. Trudno zatem się dziwić, że pułkownik Kowalewski uznał, że królowi trzeba pomóc ze względów politycznych. Ale akcja uśmiechała mu się także jako „psikus dla Niemców".

Cord w winnicy

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy do Lizbony dotarł pułkownik Urdreanu, do pułkownika Kowalewskiego zgłosił się także major Żórawski. Miał nadzieję, że dzięki swoim znajomościom szef polskiej misji w Lizbonie pomoże mu uzyskać posłuchanie u rumuńskiego władcy w Sewilli – i u pani Lupescu, by zgodziła się udostępnić swoje pamiętniki latynoskim wydawcom. Kiedy pułkownik to usłyszał, przedstawił inną myśl – urządźmy ucieczkę króla z Hiszpanii! Żórawskiemu było w to graj. Błyskawicznie obmyślili plan. Niebawem major pojechał do Sewilli z listem od płk. Urdreanu. Bez większych trudności stanął przed obliczem Karola i podczas partii brydża wtajemniczył go w zamiary spiskowców.
Plan polegał na tym, by król przyzwyczaił hiszpańskich opiekunów, że podczas przejażdżek samochodowych, na jakie się wybierał z Magdą, oddala się od obstawy, wykorzystując przewagę szybkości swego corda, po czym pozwala się doścignąć. W czasie tych manewrów Karol zawsze miał być w berecie, a Elena w białym płaszczu i barwnym szalu. Zabawa miała trwać do chwili ucieczki. Tego dnia – był luty 1941 roku – król i pani Lupescu, jak wielokrotnie wcześniej, pomknęli w kierunku Kordoby. Jak wspominał pułkownik Kowalewski, który jednak nie ujawnił wszystkich szczegółów, by „nie narażać nikogo", za królewskim cordem pędziła obstawa, już przyzwyczajona, że zostaje w tyle. Tym razem jednak Karol i Magda nie czekali na Hiszpanów. Przed Kordobą przesiedli się do przygotowanego innego wozu, przebrali w ubrania dostarczone przez, jak podaje Kowalewski, „naszych ludzi", i bocznymi drogami dotarli do granicy z Portugalią. Cordem przez Kordobę w stronę Madrytu, ciągnąc za sobą obstawę, odjechali „nasi ludzie". Policja hiszpańska dopiero dwa dni po ucieczce Karola i Magdy znalazła ich porzucony amerykański wóz w winnicy pod Madrytem.
Kim byli „nasi ludzie", możemy tylko przypuszczać. Może podwładnymi szefa polskiej misji lizbońskiej, o której skądinąd wiadomo jednak, że była jednoosobowa. Być może więc „nasi ludzie" to po prostu pułkownik Kowalewski i major Żórawski. Być może pierwszy z nich, jeśli rzeczywiście osobiście brał udział w ucieczce, wraz ze zbiegami udał się do Lizbony. Major Żórawski który, sądził, że nic mu nie grozi, pozostał w Madrycie. Hiszpanie szybko zaczęli jednak podejrzewać, że był zamieszany w nagły wyjazd króla rumuńskiego i aresztowali go. Pytany podczas przesłuchań, dlaczego wziął udział w tak niebezpiecznej wycieczce, major powiedział, że Karol II był „szefem i pułkownikiem jednego z polskich pułków piechoty" i że obowiązkiem polskiego oficera było „dopomóc koledze w potrzebie".
Jak i gdzie król z panią Lupescu przekroczyli granicę portugalską? Czy koleją z fałszywymi dokumentami, pieszo przez góry czy w bagażniku szmuglera – także i tutaj skazani jesteśmy na domysły. Prawdopodobnie wybrano pierwsze rozwiązanie, przejazd przez Badajoz z fałszywymi paszportami, polskimi. Pułkownik Kowalewski tych i wielu innych wiadomości nie przekazał. Pisze jedynie, że na drugi dzień rano po akcji zadzwonił do niego Ion Pangal, były poseł Rumunii, i powiedział, że król z panią Lupescu są już w Lizbonie i chcą podziękować za pomoc.
Radość z udanej ucieczki monarchy – bodaj najbardziej zuchwałego przedsięwzięcia Akcji Kontynentalnej – nie trwała jednak długo. Ku swemu zaskoczeniu pułkownik Kowalewski przekonał się bowiem szybko, że ani Anglicy, ani Amerykanie, ani Wolni Francuzi – nie mówiąc o Portugalczykach – nie byli zachwyceni pojawieniem się zdetronizowanego króla Rumunii w Lizbonie. Jego obecność okazała się na tyle kłopotliwa, że należało myśleć o bezzwłocznym opuszczeniu Portugalii. Ostatecznie Karol i Elena wyjechali do Meksyku, gdzie nie bez przygód, przez Brazylię, dotarł później też major Żórawski.
Polski oficer, jak ustalił profesor Szarota, zmarł w Meksyku w 1953 roku, tym samym, w którym odszedł z tego świata Karol II. Król Rumunii doczekał kresu swych dni w Estoril, po wojnie bowiem powrócili z panią Lupescu do Portugalii. Magda, którą Karol poślubił w pokoju hotelowym w Rio de Janeiro, przeżyła go o 24 lata. Jak twierdził pułkownik Kowalewski, swoich pamiętników nie opublikowała.
Autor dziękuje za pomoc panu profesorowi Tomaszowi Szarocie
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA