fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Islamista prezydentem Egiptu Z kim się podzieli władzą

Mohamed Mursi będzie pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Egiptu
PAP/EPA
Jerzy Haszczyński
Na czele Egiptu stanie islamista. Generałowie nie dadzą mu całej władzy. Lider Bractwa obiecał do niej dopuścić liberałów
Kolejny zwrot akcji w Egipcie, najważniejszym kraju arabskim. Już zapowiadało się na kolejną rewolucję, jednak w niedzielę wybuchła tam radość wśród uczestników tej poprzedniej, która w lutym 2011 roku doprowadziła do obalenia długoletniego dyktatora Hosniego Mubaraka. Po tygodniu oczekiwań Egipcjanie doczekali się oficjalnych wyników drugiej tury wyborów prezydenckich.
Ich zwycięzcą został 60-letni Mohamed Mursi, lider Bractwa Muzułmańskiego, największej organizacji islamistycznej, prześladowanej w czasach Mubaraka. Nieznacznie (zdobywając 51,7 proc. głosów) pokonał kandydata związanego z dawnym reżimem i rządzącą nadal krajem radą wojskowych – generała Ahmeda Szafika (48,3 proc.). Będzie pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem tego kraju i pierwszym niezwiązanym z wojskiem.
W pierwszym emocjonalnym wystąpieniu prezydent elekt, inżynier wykształcony m.in. w USA, wezwał do jedności w przezwyciężaniu kryzysu. Z jego zwycięstwa cieszyli się nie tylko islamiści, ale i część liberałów. – Niech żyje rewolucja. Gratulacje dla narodu egipskiego – napisał na Twitterze najpopularniejszy pisarz świata arabskiego Alaa al Aswany, współzałożyciel partii, która nie jest związana ani z islamistami, ani z generałami.
Nie wiadomo jednak, ile władzy rada generałów odda Mursiemu, zwłaszcza w sprawach budżetu, zagranicznych i bezpieczeństwa. Uprawnienia nowego prezydenta nie zostały ustalone. Nie ma też parlamentu, w którym od kilku miesięcy dominowali islamiści, bo został rozwiązany w przeddzień drugiej tury wyborów prezydenckich.
Długiemu oczekiwaniu na ogłoszenie oficjalnych wyników towarzyszyły nie tylko masowe protesty przeciwników władzy generałów. Także ważne rozmowy, które islamiści prowadzili i z egipskimi liberałami, i z zagranicznymi wysłannikami. I jednych, i drugich chcieli przekonać, że prezydent z Bractwa Muzułmańskiego nie jest zagrożeniem dla liberalnych wartości i dla stabilności w regionie.
Najważniejsze było spotkanie Mursiego ze znanymi z ubiegłorocznej rewolucji młodzieżowymi aktywistami i liberalnymi politykami. Jak pisał czołowy kairski dziennik „Al Masry al Jaum", lider Bractwa obiecał, że w jego administracji prezydenckiej, a także w nowym rządzie znajdą się przedstawiciele tych środowisk. Miał też zapewnić, że nie zawrze porozumienia z Najwyższą Radą Sił Zbrojnych i nie dopuści generałów do gabinetu. W spotkaniu tym uczestniczył między innymi najbardziej znany przedstawiciel facebookowej młodzieży, która miała znaczący udział w obalaniu Mubaraka, 31-letni Wael Gonim, bloger, jeden z szefów Google'a w regionie Bliskiego Wschodu, uznany przez amerykański tygodnik „Time" za jednego ze 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie w 2011 roku. Był tam też obecny pisarz Alaa al Aswany.
Z kolei podczas spotkania z szefem międzynarodowej misji monitorującej wybory liderzy islamistów, i to nie tylko, z Bractwa Muzułmańskiego, ale i radykalnej antyzachodniej organizacji salafitów zapewnili, że zwycięstwo Mursiego nie będzie oznaczało, że Egipt stanie się państwem opartym na zasadach religijnych. Wpływowy tygodnik brytyjski „The Economist" ogłosił wprost, że w starciu generałów z islamistami Zachód powinien się opowiedzieć za tymi ostatnimi.
Zachód zareagował wczoraj ostrożnie, podkreślając, że oczekuje stabilizacji i – jak podkreślił rzecznik Białego Domu – zaangażowania w tworzenie nowego rządu wszystkich sił politycznych. A szef brytyjskiego MSZ William Hague przypomniał o przestrzeganiu praw kobiet i mniejszości religijnych. Egipscy chrześcijanie, Koptowie (kilkanaście procent ludności) szczególnie obawiali się władzy islamistów i wielu z nich popierało Mubaraka i wojskowych.
– Zwycięstwo Mursiego to dobra wiadomość dla Zachodu. Jest on reprezentantem większości Egipcjan, a z takim Ameryce i Zachodowi będzie łatwiej współpracować. Daje też szansę na realizację celów arabskiej wiosny z przestrzeganiem praw człowieka na czele. Choć będzie to trudna droga, a ten wybór jest tylko pierwszym krokiem do demokratyzacji – mówi „Rz" Maha Azzam, ekspertka prestiżowego londyńskiego instytutu Chatham House.
Innego zdania jest izraelski politolog Efraim Inbar, dyrektor Centrum Studiów Strategicznych Begin-Sadat: – To zła wiadomość dla Egiptu i dla Izraela, obawiam się, bo Bractwo podważa porozumienia pokojowe i nie lubi państwa żydowskiego.
Prof. Inbar obawia się nawet, że Egipt z prezydentem islamistą będzie się radykalizował. A leżący przy granicach Izraela półwysep Synaj może się nawet przekształcić w nową Somalię – gniazdo fundamentalistów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA