fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Grajewski: Wreszcie!

Jarosław Kaczyński osobiście oczyścił Andrzeja Grajewskiego z zarzutów, które w raporcie o likwidacji WSI zamieścił Antoni Macierewicz
Andrzej Grajewski, były przewodniczący Kolegium IPN, którego nazwisko wymieniono w raporcie Macierewicza jako agenta o pseudonimie Muzyk pracującego nielegalnie dla WSI, został w piątek w Bielsku (gdzie mieszka – red.) publicznie oczyszczony z tego zarzutu. Zrobił to osobiście Jarosław Kaczyński. – Nie będę komentował słów pana premiera – mówi „Rz” Antoni Macierewicz. – Wszystkie informacje na temat Andrzeja Grajewskiego zawarte w raporcie o likwidacji WSI są wiernym przywołaniem dokumentów i w żaden sposób nie zostały podważone przez jakiekolwiek nowe fakty.
Rz: Czuje pan satysfakcję, kiedy publicznie broni pana były premier rządu, którego minister oskarżył pana o czyny niegodne?
Andrzej Grajewski: Ogromną, choć premier Kaczyński nigdy mi niezgodnej z prawem współpracy nie zarzucił, a ja nigdy nie wątpiłem, że służyłem wiedzą Polsce, bo jestem patriotą. Zresztą o współpracę z WSI poprosił mnie Bronisław Komorowski, wtedy wiceszef resortu obrony.
Rozmawiał pan z Jarosławem Kaczyńskim na temat raportu?
Tak, ostatnio trzy tygodnie temu. Powiedział to samo, co w piątek publicznie. Mieliśmy się spotkać u mnie w domu w Bielsku, ale byłem w Egipcie.
Dlaczego nie bronił pana rok temu?
Może nie było okazji? Po raporcie, w którym mnie pomówiono, napisałem do premiera Kaczyńskiego, że jeśli stracił do mnie zaufanie, to proszę o odwołanie z funkcji przewodniczącego Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Odpisał, że chciałby, bym dalej był szefem. To oznaczało, że nadal ma do mnie zaufanie. Byłem przekonany, że nie podziela opinii Macierewicza. Podobnie zresztą zachował się Radosław Sikorski, wtedy szef MON, który chciał, żebym podjął pracę w Służbie Wywiadu Wojskowego.
Ale nie został pan wiceszefem SWW. Mało tego, odszedł pan honorowo z funkcji wicenaczelnego „Gościa Niedzielnego”.
Dostałem ciekawe propozycje również od nowego rządu, także pracy w służbach, ale odmówiłem. Nie chcę być dla nikogo problemem. Pół roku temu odnalazł się pewien dokument, który pokazuje, w jak niebezpiecznych warunkach pozyskałem informacje bardzo ważne dla interesu państwa polskiego, przekazane również Amerykanom przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
Co to za informacje?
Są tajne. Zna je m.in. Jacek Cichocki (sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa w Kancelarii Premiera – red.), a wtedy dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.
To był trudny rok dla pana.
Dramatyczny. Nie zawiedli przyjaciele z IPN, bielskiej „Solidarności”, wielu ludzi z PiS, PO, Marek Jurek, a przede wszystkim mój szef Marek Gancarczyk.
Przypisano panu zadanie typowania dziennikarzy na agentów. Bronił się pan, że oficerowie WSI zmanipulowali informacje o panu.
Chciałem, żeby Macierewicz wskazał, kogo zwerbowałem lub kogo typowałem do werbunku. Nie zrobił tego z prostego powodu: bo tego nie robiłem i nie ma śladu tego w dokumentach.
Czemu nie poszedł pan do sądu?
Bo Antoni Macierewicz za nic nie odpowiada. Za służby odpowiada minister obrony narodowej, a nie chciałem występować przeciwko rządowi Jarosława Kaczyńskiego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA