fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rząd nie poparł konwencji o przemocy. Na razie

Jarosław Gowin uważa, że konwencja może być sprzeczna z konstytucją
Fotorzepa, Dariusz Golik Dariusz Golik
Michał Szułdrzyński
Rada Ministrów odłożyła decyzję o dokumencie Rady Europy o przemocy wobec kobiet. Wystąpiło przeciwko niemu kilku ministrów
Choć premier Donald Tusk zapewniał wcześniej, że jest zwolennikiem konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet, nabrał do niej wątpliwości. To efekt wczorajszego posiedzenia rządu, na  którym okazało się, że nie tylko minister sprawiedliwości Jarosław Gowin jest przeciwnikiem ratyfikacji dokumentu.
Rząd miał ustalić wstępne stanowisko w sprawie konwencji. Dokument od kilku tygodni wywoływał spór między Gowinem a pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Agnieszką Kozłowską-Rajewicz. Pełnomocnik mocno popierała konwencję, wielokrotnie deklarując, że powinna zostać ratyfikowana, bo służy ochronie kobiet przed gwałtami i pobiciami.
W związku z wątpliwościami kolejnych ministrów wczoraj decyzję co do losów konwencji odłożono w czasie. Premier zlecił opracowanie dodatkowych analiz. Zapowiedział, że kwestia konwencji wróci na posiedzenie rządu najwcześniej za kilka tygodni, ale podkreślił, że nie spodziewa się szybkiego rozstrzygnięcia sprawy.
– Każdy przedstawił swoje stanowisko, sceptycznie do ratyfikacji podeszli ministrowie PSL oraz część z PO. Entuzjazmu nie było, wręcz przeciwnie – opowiada nasz informator.
Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że w sprawie konwencji wątpliwości ministra Gowina podzielili m.in. minister finansów Jacek Rostowski, szef MSZ Radosław Sikorski, przedstawiciel resoru kultury Piotr Żuchowski, a także PSL-owscy ministrowie: pracy Władysław Kosiniak-Kamysz czy rolnictwa Marek Sawicki. Uwagi legislacyjne zgłaszał Maciej Berek z Rządowego Centrum Legislacji.
Kozłowską-Rajewicz jednoznacznie wsparła tylko minister sportu Joanna Mucha. Spór, którym poirytowany był premier Tusk, próbował za to łagodzić Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.
– To nie jest żaden sukces, raczej zwycięska potyczka. Ale sprawa jest wciąż nierozstrzygnięta – bagatelizuje wczorajszą decyzję rządu poseł z konserwatywnego skrzydła PO.
Ideologiczny konflikt między Gowinem a Kozłowską-Rajewicz o konwencję Rady Europy trwa od połowy kwietnia.
Gowin, po którego stronie stanęło konserwatywne skrzydło PO, od początku podkreślał, że konwencja jest „skrajnie ideologiczna" i służy zwalczaniu tradycyjnej roli rodziny oraz zobowiązuje Polskę do promowania związków homoseksualnych.
Kozłowska-Rajewicz odpowiadała, że „żaden z artykułów konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet nie dotyczy związków homoseksualnych ani ich promowania".
Minister sprawiedliwości wielokrotnie podnosił też, że jedynym nierealizowanym przez Polskę postulatem konwencji jest ściganie gwałtów z urzędu. Jego resort pracuje jednak nad zmianą prawa w tej kwestii.
W spór włączyła się też opozycja. Ruch Palikota zażądał dymisji Gowina, a lider SLD Leszek Miller napisał na niego skargę do premiera. Lawina  krytyki posypała się także ze strony środowisk feministycznych.
Premier Donald Tusk powiedział wówczas, że chce, by rząd przedłożył konwencję do ratyfikacji. Zastrzegł jednak, że jeśli temperament jego ministrów nie pozwoli im dojść do „ładu miedzy sobą", to sam załatwi sprawę „szybko i bezboleśnie".
Konwencja Rady Europy o  zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej została przedstawiona do podpisu w maju 2011 r. w Turcji. Do tej pory podpisało ją 19 państw.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA