Publicystyka

UEFA może wszystko

Wojciech Wybranowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Na czas Euro 2012 rządy w Polsce praktycznie przejmie UEFA. Decyzje jej urzędników będą ważniejsze niż obowiązujące na co dzień przepisy, zasady wolności gospodarczej i rynkowej konkurencji - pisze publicysta Rzeczpospolitej
Miało być wielkie święto futbolu w Polsce i na Ukrainie. Jest festiwal coraz bardziej absurdalnych roszczeń, zakazów i nakazów urzędników z UEFA. Ograniczanie zasad wolnego rynku, wolności obywatelskich, sankcje, zakazy, nakazy i bezkrytyczne realizowanie ich wytycznych przez urzędników miejskich magistratów czy władz państwowych -  wszystko po to, by w Polsce przez najbliższy miesiąc czuli się dobrze... nie, nie fani sportu, przedsiębiorcy, turyści, niepełnosprawni, ale urzędnicy Unii Europejskich Związków Piłkarskich.

Federacja zażądała więc, aby w zakorkowanej Warszawie wyłączono pasmo ruchu na specjalny buspas z lotniska na stadion dla piłkarzy, sędziów, antydopingu i grup celowych. Te grupy celowe to właśnie urzędnicy piłkarskiej centrali. Pierwotnie takie buspasmo miało powstać tylko w przypadku, gdyby nie udało się w stolicy uruchomić linii kolejowej z lotniska na stadion. Jednak, mimo że taka linia ruszy 1 czerwca, UEFA podtrzymała swoje żądanie.

Bez reklam

W każdym mieście, w którym odbędą się mecze Euro 2012 (a również w Krakowie, gdzie meczów nie będzie), na żądanie UEFA wytyczono specjalne strefy kibica. To tereny, na których miasta -  na swój koszt -  postawią wielkie sceny z telebimami. Celem jest przyciągnięcie jak największej liczby kibiców, którzy w strefach kupią napoje, jedzenie, pamiątki -  a więc zostawią swoje pieniądze. Tyle tylko, że kibic w specjalnie przeznaczonej dla niego strefie nie będzie mógł napić się takiego piwa, jakie lubi, lub nawet piwa od tego dystrybutora, który zaoferował za wynajem powierzchni najlepszą cenę, ale wyłącznie od tego, który zapłacił piłkarskiej federacji za licencję. A więc będą to wyłącznie produkty Coca-Coli i Carlsberga. Teoretycznie poza strefą można będzie skorzystać z produktów innych producentów. Ale w wielu miejscach nie będzie można ich reklamować. We Wrocławiu i w Poznaniu na przykład restauratorzy mający swoje lokale na rynku, w pobliżu tzw. strefy kibica, będą musieli usunąć na czas Euro 2012 wszystkie tablice z reklamami sprzedawanych przez siebie napojów gazowanych i piwa.
Co prawda nie ma w polskim prawie żadnego przepisu, ba nawet rozporządzenia, które nakazywałoby w jakichkolwiek okolicznościach zakrywanie nazwy legalnie sprzedawanego produktu, ale UEFA może wszystko. Nad przestrzeganiem tego nakazu mają czuwać -  oczywiście za pieniądze polskiego podatnika -  miejscy urzędnicy. Praktycznie więc przez cały okres Euro w największych polskich miastach reklamować, a w dużej mierze również prowadzić działalność będą mogli wyłącznie ci, którzy zapłacili spore pieniądze urzędnikom z UEFA.

Bez znaczków

Haracz UEFA zapłacić muszą również ci, których strefa kibica nie interesuje, ale którzy oferują swoim klientom w pubach i restauracjach możliwość obejrzenia najciekawszych wydarzeń sportowych. Tym razem za pokazywanie meczów transmitowanych w otwartym paśmie przez publiczną telewizję (która za grube pieniądze wykupiła od UEFA licencję) będą musieli płacić... nie, nie TVP, ale znów europejskiej federacji. Dotyczy to właścicieli lokali, który posiada telewizor o - jak ściśle wyznaczyła UEFA - przekątnej ekranu większej niż 3 metry lub posiada salę, która może pomieścić więcej niż 150 osób. Każdy metr kwadratowy ekranu kosztuje od 35 do 65 euro za cały czas korzystania z licencji. To nie koniec - w odległości 3 metrów od ekranu nie mogą znajdować się szyldy, plakaty itd. z logotypami firm, które nie są oficjalnymi sponsorami UEFA. Organizacja mistrzostw Europy w piłce nożnej miała być dla Polski okazją do promocji. Poczta Polska na przykład zamierzała wyemitować kilka specjalnych kolekcjonerskich serii m.in. poświęconych budowie stadionów piłkarskich. Planowały je wydać wspólnie Polska i Ukraina. Jednak emisji nie będzie -  Poczta zarekomendowała ministrowi administracji i cyfryzacji zmianę w planie emisji znaczków na ten rok. Dlaczego? Bo UEFA za zgodę na emisję zażądała pieniędzy, których zapłacić nie jesteśmy w stanie. Według nieoficjalnych informacji chodzi o 2 mln euro. Dlatego też ze sprzedaży w urzędach pocztowych w Polsce wycofano wydaną w ubiegłym roku kartkę "Piłkarskie wydarzenie roku" i okolicznościowy znaczek dotyczący mistrzostw.

Bez podatków

UEFA naciskała też, by hotelarze w Polsce i na Ukrainie ustalili ceny za pokoje już trzy lata przed rozpoczęciem turnieju i potem nie mieli prawa ich podnosić. Za to urzędnicy UEFA mieliby prawo te ceny obniżać. Pomysł na szczęście nie wszedł w życie, bo hotelarze zgodnie zagrozili protestem. W jak szczegółowe sprawy ingeruje UEFA, pokazuje casus państwa Kaiserów z Poznania. Weronika i Patryk Kaiserowie z synem Aleksandrem wygrali konkurs organizowany przez Urząd Miasta Poznania na udział w spocie na najbardziej uśmiechniętą poznańską rodzinę. Film miał promować turniej Euro 2012. Ale w ostatecznym spocie rodziny Kaiserów nie ma. Zostali wycięci, bo nie spodobali się urzędnikom UEFA. Na pewno natomiast urzędnikom spodobała się podjęta już w 2006 roku decyzja Ministerstwa Finansów o zwolnieniu europejskiej federacji z podatku CIT i podatków lokalnych. Do polskiego budżetu nie trafi nawet podatek dochodowy od zagranicznych pracowników UEFA zatrudnionych przy organizacji mistrzostw. A co zyskają na Euro polscy kibice i polscy przedsiębiorcy? W kraju absurdów, w którym decyzja urzędnika piłkarskiej centrali jest ważniejsza niż obowiązujące na co dzień przepisy prawa, zasady wolności gospodarczej i rynkowej konkurencji, ba -  niż zdrowy rozum -  mogą obejść się smakiem. I obejrzeć rozrywki w telewizji, popijając przy tym -  wyłącznie -  dopuszczonym przez UEFA Carlsbergiem. Rzecz jasna na telewizorze o przekątnej ekranu mniejszej niż 3 metry.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL