fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Od lat na ministrów edukacji wybiera się postaci mało wyraziste - uważa Aleksander Nalaskowski

Aleksander Nalaskowski, pedagog
Fotorzepa, Marcin Łobaczewski MŁ Marcin Łobaczewski
Od lat na ministrów edukacji wybiera się postaci mało wyraziste, nijakie. W dodatku nieoczytane – uważa znany pedagog
Działania każdej władzy są generowane przez jej horyzonty intelektualne. A dziś władza sprowadza Polskę do tego wymiaru, z którego wyszła. To rzeczywistość wolnego handlu z łóżek polowych i „szczęk", to tęsknota za „paszportami w szufladzie", za dobrymi samochodami, autostradami i igrzyskami, i za megastadionem – na którym przegramy większość meczów.

Kram zamiast wolnego rynku

To wymiar w miarę pełnego koryta wypełnionego obiektami socjalistycznych tęsknot – parówkami bez kolejki, pisemkami erotycznymi w kioskach, benzyną bez kartek, brakiem obowiązkowej służby w wojsku, nieograniczoną ilością dość taniego alkoholu i możliwością robienia, co się chce, czyli w wielu przypadkach dobrowolną bezdomnością, żebractwem i bezrobociem.
Filozofia rządu Donalda Tuska jest po prostu filozofią kramarską. Bo to nie prawdziwy wolny rynek, ale wolny bazar i fasada normalności. Teraz właśnie wracamy do punktu wyjścia. Do bazaru.
Pamiętam jakiś reportaż ze spotkania Marka Kotańskiego z młodzieżą. Jeden z młodzianów plótł coś bez sensu. Kotański nie wytrzymał i walnął mu: „głupi jesteś!". Ów chłopak, skacząc pogo na jednej nodze, powtarzał rytmicznie: „jestem głupi, jestem głupi, jestem głupi...". Kotański stracił argumenty.
Tak bowiem Polska zachowuje się w Europie. Nie jesteśmy ani jej ważną siłą, ani nawet poważnym zagrożeniem, jesteśmy cyrkiem Europy, jarmarcznymi kuglarzami. Nad Polską zawisła, chyba na dłużej, chmura najpospolitszej głupoty.
Rząd rządzi tak, jak sobie wyobraża, że jest dobrze. Wódz o mentalności wiecznie młodego futbolisty nie jest żadnym intelektualnym potentatem. Jest ledwie elokwentnym karierowiczem, dla którego studiowanie historii było tak brzemienne w myślenie jak ukończenie przez potomka Kim Dzong Ila prywatnej szkoły w Szwajcarii.
Podobnie ma się rzecz z naszym prezydentem. Historia w kącie. Tylko żałosnych gaf więcej. Ale w największym cyrku Europy to nawet zabawne i spójne z oczekiwaniami. To chyba dobrany losowo wiceminister w randze prezydenta kreowany przez dyletanckich doradców, których ktoś nieopatrznie ukoronował profesurą.

Gdzie sięgał Mościcki

Tylko że w cieniu tej znakomitej europejskiej zabawy trwa rzeź na tym, co święte, czego tknąć nie było wolno, a co sprowadzono do poziomu rynsztoka. To mord na oświacie, która najwyraźniej leży poza wyobraźnią i horyzontami naszych artystów areny. Mało tego. Dzieje się to w wypełnianej palikocimi kwikami ciszy.
Istnienie dobrej oświaty wymaga refleksji historycznej (czyli znajomości historii), spojrzenia odleglejszego niż cyniczne pawlakowe liczenie kadencji, znalezienia możliwości godziwego sfinansowania szkół i szacunku do własnego narodu.
Bez obaw i specjalnego ryzyka błędu stwierdzam, że są to dyspozycje niedostępne dla większości członków rządu i lwiej części naszego parlamentu. Nie rozumieją ich. Są to cechy ułożone na górnych półkach narodowej biblioteki, do której wpuszczono skarlałych fanów marihuany, amatorów stosunków w kiszce stolcowej i tajskie cyborgi. Do półek tych sięgali rosły Beck czy Mościcki. Dziś, niestety, już niewielu polityków.
Jednakowoż to wszystko ma wspólny mianownik: głupota. W tym cyrku gwoździem programu jest przygoda Kotańskiego. Resztka prawdziwej elity otoczona została przez masy skaczących głupich wybrańców demokracji rozumianej jako swawolenie na koszt podatników płacących m.in. na swoje emerytury, które do nich bodaj nigdy nie dotrą, bo po drodze zamienią się w parlamentarne diety, podróże bez znajomości języka, a także celu wizyty.
Aby zachować jasność wywodu, przypomnę tylko najkrwawsze smagnięcia, którymi udręczono szkołę.

W przedpokoju

– Uczynienie ze szkoły głównego „przewoźnika" do tzw. Europy kosztem lekceważenia, a w efekcie całkowitego zaniedbania tożsamości narodowej. Młodzieży pozwolono bawić się w „dni greckie" czy „szwedzkie", zapominając o Hubalu, Pileckim i żołnierzach wyklętych.
Tym samym nie weszliśmy do Europy z własną historią, lecz obawiając się obciachu, zostawiliśmy ją w szatni. Tym samym znaleźliśmy się w europejskim przedpokoju. Główny stół jednak jest w salonie, a tam możemy zaledwie posłuchać mlaskania konsumentów naszej obediencji.
Maturzyści prezentują dziś poziom niegdyś cechujący absolwentów podstawówki. W ten sposób uderzono w istotę inteligenckości – uniwersytety
– Reforma Handtkego/Buzka. Autorzy likwidacji tradycyjnego liceum są porównywalni w swej skuteczności niszczenia polskiej inteligencji z działaczami Hakaty czy kulturkampfu. Ponińscy edukacji... Z perspektywy czasu widać jak na dłoni amatorski wymiar ich działań. Było to podanie środka odurzającego, po którym szkoła nadal nie może dojść do siebie. Reforma ta to koszmar, który niestety śnimy na jawie.
– Dramatyczne, wręcz spektakularne obniżenie poziomu edukacji w Polsce. Maturzyści prezentują poziom niegdyś cechujący absolwentów podstawówki. Przez co bardzo poważnie uderzono w główne źródło generujące istotę inteligenckości – uniwersytety. Najzdolniejsi wybierają studia zagraniczne, jeśli ich na to stać. Rzadko tu wracają, bo zupełnie nie mają po co.

Ministrowie bezbarwni

– Od lat na ministrów edukacji wybiera się postaci mało wyraziste, nijakie. Są to osoby nie tylko nieoczytane, znające szkołę zaledwie z jakichś mglistych osobistych doświadczeń, lecz nade wszystko dyspozycyjne.
Przykładem bezbarwności i braku własnego zdania jest obecna minister edukacji, przy której Joanna Mucha wydaje się wybitnym i widocznym fachowcem. Doniesienia o niedawnej wywiadówce Tuska lustrującego swoich ministrów zupełnie pominęły resort edukacji.
– Jednym z największych szkodników edukacji, osobą, która zainfekowała oświatę złośliwym nowotworem, była, ale pozostanie na zawsze w mojej pamięci, Katarzyna Hall. Jej reformy, bezmyślnie klepnięte przez Sejm, odcięły, już chyba ostatecznie, dopływ tlenu do tożsamości, historii, dumy, tradycji, ale i do wiedzy przyrodniczo-ścisłej, która absolwentów naszych liceów uczyni gastarbeiterami świata. Na polskich uniwersytetach będą wycierać tablicę po wykładzie chińskiego czy hinduskiego profesora.
– Lokalni radni, często pozbawieni podstawowych kompetencji poznawczych, likwidują setkami szkoły. To żołnierze tej edukacyjnej targowicy. Bezrefleksyjni, a więc bezwolni. Cisi sojusznicy rządowego bazaru. Za niewielkie pieniądze likwidują spore wydatki i mózgi młodzieży.

Milczenie elit

To wszystko dzieje się wciąż i na naszych oczach. Dotyczy naszych dzieci. Tak, naszych! Bo dzieci politycznych bonzów mają już łatwe życie zapewnione na pokolenie do przodu. Niestety, mord na polskiej szkole odbywa się w głuchej ciszy elit i jazgocie politycznych chuliganów.
Milczą rodzice, bo nie wierzą, że ze szkołą jest aż tak źle. Dla nich szkoła wciąż jest instytucją publicznego zaufania. Nie mają najczęściej zielonego pojęcia, że tak nie jest. Poza tym zajęci „interesami" też nie widzą, co było wcześniej: Grunwald czy Nobel Wałęsy.
Milczą nauczyciele, którym brak odwagi, by cisnąć książką i wywrzeszczeć na całe gardło: „z tego nie będę uczył!". Nie, bo szkoda im dwóch miesięcy wakacji i skromnych, ale pewnych poborów. W tym kontekście nie dziwię się działaczom ZNP, ale zdrada „Solidarności" wydaje mi się niemożliwa... Ciekaw jestem, czy gdyby kazano im uczyć z podręcznika informującego, że Katyń i Miednoje to hitlerowcy, też by uczyli?
Milczą uczelnie. Elita intelektualna kraju nasamprzód pozwoliła na drastyczne okaleczenie edukacji powszechnej, a na samym końcu przyjęła posłusznie tzw. system boloński, którego efektem jest kształcenie magistrów bez wiedzy i obyczajowej elity, jakiej swego czasu nie wpuszczono by nawet do obory.
Cena jest spora. Umowność dyplomów magisterskich, a także wielu doktorskich. No i dręczące świadomość pytanie: „dla kogo kształcę?".

Szkoła to nie temat

Milczy Kościół. Wylękniony hasłem: „księża precz od polityki", wydaje się stopniowo rezygnować ze swego nauczycielskiego urzędu. Brak jednoznacznego i mocno brzmiącego głosu, słyszalnego nie tylko z niedzielnych ambon, wskazuje, że na tę nadzieję też nie możemy liczyć. Ostatnio Kościół publicznie liczy swoje złotówki.
Milczą media. Ta przytłaczająca część tych rządowych chętnie zajmuje się efektownymi kuriozami (pobity uczeń, opluty nauczyciel, prostytucja uczennic), ale nie chce dostrzec całości. Z lubością zajmuje się perwersją szczegółów, ignorując dramat całego narodu. Media spoza mainstreamu kochają spekulacje koalicyjne i informacje o wyjściu grupy insektów z sejmowej sali w trakcie ważnego hołdu, ale i dla nich szkoła „to nie temat".
Jeśli ktoś dziś myśli, że to „tylko" szkoła, to nie wie, co go czeka. Będzie, może już niebawem, szukał w Wikipedii co to Polska, Skarga, Staszic. A potem?
Autor jest pedagogiem, profesorem na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, członkiem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, a także twórcą i dyrektorem eksperymentalnego gimnazjum i liceum Szkoła Laboratorium
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA