Biznes

Inżynieria tkankowa da zarobić miliony

Rzeczpospolita
Nadchodzą dobre czasy dla firm biotechnologicznych. W 2009 r. na produkty inżynierii tkankowej otwiera się rynek Unii Europejskiej wart ponad miliard euro
W grudniu 2008 r. wejdzie w życie rozporządzenie, przyjęte miesiąc temu przez Parlament Europejski i Radę Unii Europejskiej, które ujednolica przepisy dotyczące zaawansowanych produktów leczniczych – m.in. materiałów dla inżynierii tkankowej, medycyny regeneracyjnej i toksykologii in vitro. Tym samym otwiera dla nich wspólny unijny rynek. Do tej pory ta grupa produktów nie była objęta regulacjami prawnymi Wspólnoty, co utrudniało uzyskiwanie pozwoleń w poszczególnych krajach i swobodny handel. W tej chwili zapotrzebowanie rynku na same tylko substytuty skóry w Europie szacowana jest na 400 – 800 mln euro. Obecna produkcja pokrywa je zaledwie w kilku procentach. W kosmetologii będą one m.in. alternatywą dla testów na zwierzętach, które zgodnie z unijnymi przepisami muszą ustać najpóźniej w marcu 2009 r.
Jak wynika z raportu Zjednoczonego Centrum Naukowego Komisji Europejskiej, w całej Europie działa obecnie ok. 113 firm zajmujących się szeroko rozumianą inżynierią tkankową. Wśród nich są 54 przedsiębiorstwa koncentrujące się wyłącznie na tym sektorze biotechnologii. Są to głównie nowi gracze, małej lub średniej wielkości (większość zatrudnia mniej niż 50 osób). Rynek jest we wczesnej fazie rozwoju. Impulsem, który przyspieszy jego rozwój, będzie zmiana przepisów. Według szacunków od 2009 r. rynek europejski zacznie rosnąć w tempie 10 proc. rocznie i w 2012 r. zrówna się pod względem wartości z amerykańskim. Globalny popyt na produkty inżynierii tkankowej szacowany jest nawet na 400 mld euro.
W Polsce koniunkturę wyczuła na razie jedna firma – działająca od początku 2007 r. Euroimplant z Raszyna pod Warszawą, która w lutym zadebiutuje na NewConnect. Liczy na ok. 100 mln zł przychodów rocznie.– Chcemy być przygotowani do startu w momencie wejścia w życie nowego prawa, tak by na początku 2009 r. móc już zaoferować gotowe produkty – mówi „Rz” Dariusz Śladowski, wiceprezes Euroimplant. W ofercie spółki znajdą się m.in. matryce biologiczne do użytku naukowego, zawierające żywe komórki (stosowane w leczeniu rozległych oparzeń), modele skóry ludzkiej oparte na toksykologii in vitro oraz opatrunki biologiczne, a w przyszłości też bioreaktory wątroby. W tej chwili spółka dysponuje ponad 1,1 mln zł kapitałów własnych i 940 tys. zł przyznanych jej w ramach inicjatywy technologicznej Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. – Poprzez giełdę chcemy pozyskać 25 mln zł – mówi Andrzej Kisieliński, prezes Euroimplant. – Pieniądze przeznaczymy na budowę własnego laboratorium pod Warszawą. Teraz wynajmujemy laboratorium, w którym powstają prototypy, ruszy tam też wstępna produkcja. Docelowo spółka, w której pracuje dziś osiem osób, ma zatrudniać 50 pracowników. Liczy też na unijne wsparcie przy rejestracji swoich produktów. Jej koszt wynosi nawet 100 tys. euro. Zgodnie z przepisami małe i średnie firmy z branży biotechnologii, nieposiadające inwestora kontrolującego powyżej 25 proc. udziałów, mogą dostać od 50 do 90 proc. zniżki. – To firma z bardzo dużym ryzykiem inwestycyjnym, ale jeśli jej plany się powiodą, inwestorzy mogą liczyć na sporą stopę zwrotu. Do 2012 r. jej kapitalizacja może wzrosnąć pięciokrotnie. Spółka cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem – mówi „Rz” Wojciech Gudaszewski, prezes Wrocławskiego Domu Maklerskiego, który przyjmuje zapisy na akcje Euroimplantu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL