fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

W szpitalach niepewność

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Tuż przed wejściem w życie nowych przepisów o czasie pracy lekarzy, w większości szpitali jest chaos i zamieszanie - ocenił szef mazowieckiego oddziału OZZL Maciej Jędrzejowski. Komorowski (PO): to mina zostawiona przez PiS. Piecha (PiS): OZZL wykorzystuje sytuację. Minister Kopacz: 1 stycznia większość lekarzy "trafi na dyżury w swoich placówkach".
1 stycznia wchodzi w życie unijne prawo - przyjęte przez Polskę w nowelizacji ustawy o Zakładach Opieki Zdrowotnej (ZOZ) - które mówi, że czas pracy lekarza wynosi 48 godzin tygodniowo. Czas ten może być wydłużony do 72 godzin, jeśli lekarz wyrazi na to pisemną zgodę. Nowe przepisy mówią także o przysługującym lekarzowi 11-godzinnym odpoczynku.
Według Macieja Jędrzejowskiego, w Warszawie dyrektorzy szpitali, by nie łamać przepisów, wprowadzają pracę zmianową. Na to rozwiązanie z kolei nie godzą się lekarze. Taki system wprowadziła przed świętami dyrekcja szpitala przy ul. Barskiej. Lekarze uznali, że zostało to wprowadzone niezgodnie z przepisami i zaskarżyli decyzję do Państwowej Inspekcji Pracy. Zdaniem Jędrzejowskiego, planują bojkot tej decyzji albo zwalnianie się z pracy.
Wprowadzenie pracy zmianowej wymaga zmiany regulaminu placówki i konsultacji ze związkami zawodowymi; procedura może trwać nawet 30 dni.
OZZL wystąpił też z wnioskiem o przeprowadzenie powszechnej kontroli przestrzegania od 1 stycznia 2008 r. czasu pracy w szpitalach do Państwowej Inspekcji Pracy.
Wicedyrektor departamentu prawnego PIP Piotr Wojciechowski potwierdził, że w 2008 r. inspektorzy będą kontrolować czas pracy lekarzy zgodnie z wcześniej przygotowanym harmonogramem.
"Ponadto PIP przeprowadzi kontrole w przypadku zgłaszanych nieprawidłowości do okręgowych inspektoratów pracy" - dodał Wojciechowski.
- Zamieszanie wokół ograniczenia czasu pracy lekarzy to w dużej mierze "zasługa" PiS-u, który nie miał odwagi żeby podjąć odpowiednie działania ryzykowne politycznie - mówił Bronisław Komorowski w TVN24. Według marszałka, poprzednia ekipa rządząca nie zadbała o finansowe wsparcie przygotowanej reformy.
- Jak można było wprowadzać w życie dyrektywę unijną o 48-godzinnym tygodniu pracy lekarzy i jednocześnie nie przeznaczać na to żadnych pieniędzy z budżetu - dziwił się marszałek.
- Obecna ekipa została zaskoczona miną, pozostawioną przez poprzedni rząd. Jeżeli PiS uczynił to świadomie, to możemy mówić o jednym z największych świństw w historii polskiej polityki. Jeśli natomiast partia Jarosława Kaczyńskiego nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co robi, to świadczy to jedynie o jej politycznej niedojrzałości - ocenił Komorowski.
- Sama zmiana systemu ochrony zdrowia i jego uszczelnienie nie wystarczą bez dodatkowych nakładów finansowych. Dyrektorzy muszą mieć z czego zachęcać lekarzy, żeby zgadzali się pracować dłużej niż 48 godzin tygodniowo - mówił w TVN24 były minister zdrowia Bolesław Piecha (PiS).
- Dyrektywa unijna w sprawie ograniczenia czasu pracy lekarzy jest znana od dawna i myślę, że dyrektorzy poczynili już kroki organizacyjne i finansowe, żeby po 1 stycznia szpitale funkcjonowały prawidłowo - mówił Piecha. Ocenił, że Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, który ostrzega przed dezorganizacją pracy w służbie zdrowia, wykorzystuje sytuację, żeby zyskać na tym wyższe pensje.
W dziewięciu województwach spośród 16 "na sto procent" podpisano już umowy dotyczące pracy lekarzy na dyżurach po 1 stycznia 2008 r. - poinformowała w czwartek minister zdrowia Ewa Kopacz.
Dodała, że w pozostałych województwach umowy podpisane są "na 95 -98 proc."
"To są pojedynczy świadczeniodawcy, którzy jeszcze negocjują swoje stawki i mają wyznaczone terminy na dzień jutrzejszy" - mówiła Kopacz. Zapewniła, że "po 1 stycznia wszystko będzie wyglądało normalnie, więc nasi pacjenci powinni czuć się bezpiecznie".
- Wierzę w odpowiedzialność lekarzy, determinację dyrektorów oraz w dobrą wolę zarówno ministerstwa, jak i NFZ - powiedziała Kopacz. Jej zdaniem dyrektorzy szpitali dostali "oręż do tego, aby rozmowy z lekarzami były bardziej sprawne i kończyły się powodzeniem", m.in. dzięki zapowiedzi zwiększenia wartości punktu (na podstawie punktu wyceniana jest praca lekarza).
- Jeśli jedynym argumentem, który może przekonać lekarza do pracy na dyżurach będzie wyższa stawka za dyżur, to dyrektor, mając takie instrumenty - dodatkowe pieniądze i warunki kontraktowania, powinien tego lekarza przekonać - uważa Kopacz. Podkreśliła, że choć lekarze mają prawo skorzystać z nowej ustawy, wierzy w to, że są odpowiedzialną grupą zawodową i nie zostawią swoich pacjentów bez opieki.
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA