fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Małysz wciąż goni

AFP
Konkursy w Engelbergu – Thomas Morgenstern zatrzymany. Austriak wygrał w sobotę, ale dzień później był trzeci. Zwyciężył Andreas Kuettel. Małysz zajął 10. i 13. miejsce
Wielu fachowców, w tym trener Norwegów Mika Kojonkoski i Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, przewidywało, że przed świętami skończy się zwycięska passa Morgensterna.
Mistrz olimpijski z Turynu nie zamierzał jednak zwalniać tempa. Przed przyjazdem do Engelbergu miał na koncie pięć zwycięstw i wciąż apetyt na wygrywanie. – Jestem w życiowej formie. Moje skoki są perfekcyjnie – oceniał sam siebie wiecznie uśmiechnięty Austriak. W sobotę po pierwszej serii był trzeci, ale w drugim skoku rozwiał nadzieje swego przyjaciela Andreasa Koflera i Norwega Toma Hilde. Pytany, czy ma skrzydła, które go niosą nad skocznią, odpowiedział żartem, że tak, bo skacze lekko jak nigdy. Jednak następnego dnia przegrał i nie pomógł mu nawet daleki skok w drugiej serii (135 m), w której odrobił sporo strat (po pierwszej był czwarty). Wyprzedził go najpierw najmłodszy w austriackiej ekipie Gregor Schlierenzauer, lądując o metr dalej (136), a chwilę później gratulacje odbierał już Andreas Kuettel. Za równie długi lot dostał wyższe noty i awansował na pierwsze miejsce. Mówi się o nim, że to mistrz jednego skoku, ale tym razem Szwajcar zadał kłam tym opiniom. Może dlatego, że świetnie zna tę skocznię, gdyż mieszka w Einsiedeln, 60 kilometrów od Engelbergu.
Kuettel wygrał kwalifikacje do obu konkursów, ale w niedzielę zwyciężył w dużej mierze dzięki pechowi Koflera, który choć prowadził zdecydowanie po pierwszej serii, nie kalkulował w ostatnim skoku, tylko znów pofrunął najdalej – 139 m. Nie ustał jednak lądowania. Zdaniem Tajnera popełnił wyraźny błąd i zapłacił wysoką cenę. Leżąc na zeskoku, bił pięścią w zmrożony śnieg, a później płakał w ramionach Morgensterna. Mimo upadku zajął szóste miejsce. Hannu Lepistoe, trener polskich skoczków, mówił po treningach w Ramsau, że prawdę o formie Małysza poznamy w Engelbergu. Wygląda na to, że na razie nie mamy się z czego cieszyć. W sobotę Małysz był dziesiąty. Gdyby dwukrotnie skoczył tak jak w pierwszej serii (129 m), byłby znacznie wyżej, ale drugi lot był o dziesięć metrów krótszy. W niedzielę też nie było powodów do radości. Małysz skoczył 120 i 129,5 m i zajął 13. miejsce. Słabszy wynik w pierwszej serii tłumaczy trochę wiatr wiejący w plecy, ale Małysz w formie dawał sobie radę ze znacznie gorszymi warunkami. Drugi skok był już znacznie lepszy, ale to wciąż nie jest to, na co czekają Lepistoe i mistrz z Wisły. Mina fińskiego trenera mówi wiele. Nie jest dobrze. Na razie bardziej cieszą pierwsze punkty w klasyfikacji Pucharu Świata wywalczone przez Kamila Stocha, który niedzielny konkurs skończył na 19. pozycji. Być może jest to zapowiedź znacznie lepszych wyników w niedalekiej przyszłości. Stoch na razie skacze dobrze na treningach i w kwalifikacjach. Najwyższy czas, by równie daleko lądował podczas konkursów Pucharu Świata. O pozostałych polskich skoczkach na razie nic dobrego powiedzieć nie można, a już z Austriakami lepiej Polaków nie porównywać (w niedzielę w pierwszej piątce było czterech skoczków z Austrii). 1. T. Morgenstern 260,4 pkt (132,5 - 133,0); 2. A. Kofler (obaj Austria) 254,4 (134,5 - 128,5); 3. T. Hilde (Norwegia) 252,9 (133,5 - 129,5); 4. G. Schlierenzauer 249,8 (126,5 - 134,5); 5. W. Loitzl (obaj Austria) 242,6 (130,5 - 126,5); 6. M. Neumayer (Niemcy) 232,3 (124,5 - 129,0);... 10. A. Małysz 223,9 (129,0 - 119,0). 1. A. Kuettel (Szwajcaria) 252,7 pkt (125,5 - 136,0); 2. Schlierenzauer 248,9 (124,5 - 136,0); 3. Morgenstern 246,6 (124,5 -135,0); 4. Loitzl 246,3 (122,5 - 136,0); 5. Kofler (wszyscy Austria) 243,2 (130,0 - 139,0); 6. M. Uhrmann (Niemcy) 238,3 (123,0 - 133,0);... 13. Małysz 227,1 (120,0 - 129,5);... 18. K. Stoch 216,5 (119,0 - 126,0). Klasyfikacja generalna Pucharu Świata (po 7 konkursach) Kolejny konkurs PŚ 30 grudnia w Oberstdorfie, gdzie rozpocznie się Turniej Czterech Skoczni. Polskę reprezentować będą: Adam Małysz, Kamil Stoch, Maciej Kot i Marcin Bachleda.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA