fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Gruzini sami wezwali pomoc w Bieszczadach

Dwóch Gruzinów omal nie przypłaciło życiem nielegalnego przekroczenia naszej granicy
Na wysokości tysiąca metrów przy dziesięciostopniowym mrozie chcieli się dostać przez zieloną granicę do Polski. Skrajnie wyczerpani i wyziębieni dotarli w pobliże Wołosatego i sami uznali, że dalej nie dadzą już rady iść. W piątek wieczorem zatrzymali się przy jednym ze słupków granicznych i powiadomili policję.
Patrol Straży Granicznej i GOPR szybko odnalazł Gruzinów. Odwieziono ich do szpitala w Ustrzykach Dolnych. Ich stan był krytyczny. Lekarze mówią, że pomoc nadeszła w ostatniej chwili. Jeden z mężczyzn ma 43 lata, a drugi 40 i twierdzi, że jest dziennikarzem. Zamierzają złożyć wniosek o azyl polityczny. Przez całą sobotę przy użyciu śmigłowca sprawdzano, czy w Bieszczadach nie ma innych nielegalnych imigrantów. Okolice Wołosatego, najdalej na południe wysuniętego skrawka Polski, są często wybierane przez imigrantów na miejsce nielegalnego przekroczenia granicy. Liczą, że w gęsto zalesionych górach łatwiej im będzie przedostać się do Polski. W połowie września w tym samym miejscu nielegalnie usiłowała przekroczyć granicę 36-letnia Czeczenka Kamisa D. wraz z czwórką małych dzieci. W czasie wędrówki z wycieńczenia, głodu i chłodu zmarły jej trzy córki w wieku sześć, dziesięć i 13 lat. Kamisę i dwuletniego syna uratowali pogranicznicy.
Także w piątek zatrzymano 20-letniego mieszkańca Chełma. Michał S. przewoził w samochodzie 5,5 kg marihuany i 5 tys. tabletek ecstasy. Funkcjonariusze chełmskiego wydziału Centralnego Biura Śledczego złapali go w drodze do Chełma w podlubelskim Bogucinie. Narkotyki, które wiózł mężczyzna, sprowadzone były z Holandii. W Chełmie miały być rozprowadzane przez dilerów w pubach i dyskotekach. Ich czarnorynkowa wartość to ok. 200 tys. zł. – Wszystko wskazuje na to, że termin przemytu nie był przypadkowy. 20-latek liczył zapewne, że w związku z brakiem kontroli na granicach po wejściu do strefy Schengen uda się mu wprowadzić narkotyki na polski rynek – mówi Renata Laszczka-Rusek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA