fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Chłopcy z przedmieść

Karim Benzema mówi o sobie: Jestem skromny, bo na razie niczego nie osiągnąłem. Nie rozumiem, dlaczego interesują się mną media.
AFP
Francuska nowa fala. Smutek po zakończeniu kariery przez Zinedine’a Zidane’a nie trwał długo. Piękni dwudziestoletni – Hatem Ben Arfa, Karim Benzema i Samir Nasri – wkrótce mają oczarować świat
Trzech piłkarzy z „Generacji 1987” już rządzi w klubach i chociaż uciekają od porównań z zawodnikiem, który dał Francji mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, dużo szybciej od swojego wielkiego poprzednika osiągnęli poziom dla większości nieosiągalny.
W ostatniej kolejce grupowej fazy Ligi Mistrzów Olympique Lyon pokonał na wyjeździe Glasgow Rangers 3:0, Benzema strzelił dwa gole, a przy jednym asystował. Chłopak pochodzący z Bron – okrytych złą sławą przedmieść miasta – od dwóch lat uważany jest za najszybciej rozwijającego się piłkarza w historii francuskiego futbolu. W kolejce ustawiły się już po niego wielkie kluby i nikogo to nie dziwi. Z byle kim Lyon nie podpisywałby już pięciu zawodowych kontraktów mimo tak krótkiego stażu w drużynie. Bron to dzielnica zamieszkana przez imigrantów, pełna trudnej młodzieży. Karim miał 15 lat, kiedy jego ojciec, pochodzący z tej samej części Algierii co rodzice Zidane’a, postanowił odseparować go od kolegów z bloku, a także ośmiorga rodzeństwa i wysłał do działającego przy Olympique internatu dla zawodników z zagranicy. Poza bajeczną techniką i pochodzeniem Benzemę z Zidane’em łączy jeszcze skromność. Zmusić go do zabrania głosu w szatni udało się raz. Klub piłkarski to nie wojsko, ale zjawisko fali piłkarzom nie jest obce. Debiutujący w dorosłej drużynie zawodnik musi powiedzieć przed pozostałymi piłkarzami parę słów. Benzema bronił się przed tym, jak mógł, ale w styczniu 2005 roku, kiedy jako 17-latek pierwszy raz znalazł się w składzie na spotkanie z Metzem, przemówił. Nie miał nic ciekawego do przekazania, jąkał się i dukał, a koledzy z drużyny pokładali się ze śmiechu. W końcu powiedział coś od serca: „Nie wiem, co was tak bawi, skoro wkrótce na boisku zajmę miejsce któregoś z was”. Nikt więcej nie kazał mu już przemawiać. Benzema w kontaktach z mediami jest francuskim odpowiednikiem Radosława Sobolewskiego. Wywiadów udziela rzadko, ciekawych – nigdy. Twierdzi, że jeszcze niczego nie osiągnął i nie rozumie wrzawy wokół siebie. Nie mieszka już w internacie, wrócił do domu, bo matka gotuje lepiej. Chociaż wydawałoby się, że do reklam się nie nadaje, dział marketingu Adidasa uznał, że w bezbarwności siła, i podpisał z nim kontrakt do 2014 roku.Lyon na napastnika z prawdziwego zdarzenia czekał od dawna. Rodziny trzech gwiazdorów francuskiej piłki pochodzą z krajów Maghrebu Doradca prezesa Jeana-Michela Aulasa Bernard Lacombe przyznał ostatnio, że zamiast kupować kolejnych, warto było poczekać, aż urodzi się Benzema. Bilans goli i występów ma lepszy od każdego cudownego dziecka francuskiego futbolu. W jego wieku David Trezeguet nie strzelił gola w lidze, Djibril Cisse – dwa razy mniej, nawet Thierry Henry był gorszy. Benzema poradził sobie z konkurencją w klubie, przewodzi klasyfikacji strzelców Ligue 1, a szukanie przez Lyon kolejnego napastnika rozumieć może tylko w jeden sposób – chcą go sprzedać. Lacombe zapewne przesadza, podając kwotę 50 milionów euro. Na razie największym sukcesem Benzemy jest wywalczone w 2004 roku w ojczyźnie mistrzostwo Europy do lat 17. Na boisku świetnie rozumiał się z Hatemem Ben Arfą, z którym teraz zaczyna rządzić w Olympique i którego uważa za dużo bardziej utalentowanego od siebie. Rodzice Ben Arfy pochodzą z Tunezji, Hatem urodził się na przedmieściach Paryża, ale w piłkę uczył się grać w szkółce Lyonu. I przed telewizorem w domu. Ojciec od dzieciństwa katował go swoimi ulubionymi nagraniami wideo: wszystkie triki Johana Cruyffa i Diego Maradony musiał powtarzać na ulicy do znudzenia. Chociaż w przeciwieństwie do Benzemy mieszka już sam, Ben Arfa dojrzewa znacznie wolniej. Żeby rozwinąć skrzydła w Lyonie, potrzebował odejścia Florenta Maloudy do Chelsea Londyn. Kiedy dowiedział się, że najlepszy piłkarz ligi francuskiej żegna się z klubem, odetchnął i zrozumiał, przed jak wielką staje szansą. – W tym roku mam wielką ochotę eksplodować – i jak powiedział, tak zrobił. „L’Equipe” pisała o nim jednak równie często „geniusz” i „artysta”, co – „niestety, znowu kontuzjowany”. Przed sezonem bardzo interesował się nim Tottenham Hotspur, a że kierownictwo Lyonu nie było do końca pewne jego przydatności – nie zamierzano blokować transferu. W listopadzie, po kilku fantastycznych meczach – choćby dwóch golach strzelonych Stuttgartowi w Lidze Mistrzów – Olympique przedłużył kontrakt do 2010 roku. Okazało się, że kiedy tylko Ben Arfa jest zdrowy – czaruje. Ostatnio także w reprezentacji Francji. Dotychczas dostał na to cztery szanse, strzelił jednego gola. Raymond Domenech tonuje nastroje, prosząc, by kibice dali młodym jeszcze trochę czasu. Media go nie słuchają: „Benzema: osiem meczów, trzy gole – to nowy Henry. Nasri: siedem meczów, dwa gole – on przecież gra jak Zidane” – zachwyca się „France Football”. Nasriego na swojego następcę namaścił sam Zidane, wręczając mu nagrodę dla najlepszego młodego piłkarza poprzedniego sezonu. Rodzina 20-latka także pochodzi z Algierii, a piłkarz wychowywał się na przedmieściach Marsylii. „W jego wieku nie potrafiłem grać na takim luzie. Samir mecze w barwach Olympique gra tak jak z kolegami na podwórku” – oceniał go w lipcu Zidane na łamach „Le Foot Marseille”. Nasri nie tylko zdobył mistrzostwo Europy do lat 17, ale uznany został także za najlepszego gracza turnieju. Mieszka z rodzicami, zarabia kilkaset razy więcej od nich, a i tak biega wyrzucić śmieci i pomaga w przygotowaniu obiadu. Benzema i Ben Arfa nie chcą opuszczać Lyonu, Nasri – Marsylii. Chcą jednak wygrać Ligę Mistrzów, zdobyć mistrzostwo Europy i świata. I zapowiadają, że jeśli nie będzie to im dane w rodzimych miastach, wyjadą za granicę. Prawa do transmisji telewizyjnych ligi francuskiej wyceniono na 400 milionów euro, jednak są to głównie rozgrywki bezimiennych imigrantów z byłych kolonii. Benzema, Ben Arfa i Nasri bezimienni już nie są, ale o ich prawdziwej wartości wiedzielibyśmy więcej, gdyby grali w Anglii, Włoszech czy Hiszpanii. Jeśli wyjadą – we Francji znajdą się następcy. Jeremy Menez z Monaco, Gabriel Obertan z Bordeaux, Blaise Matuidi z Saint-Etienne na razie grzecznie czekają w kolejce do sławy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA