fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rewolucja na stokach do poprawki

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Kontrowersyjne przepisy, dotyczące dopuszczalnej liczby narciarzy na stoku, będą raz jeszcze poważnie przeanalizowane. Ostro oprotestował je minister Michał Boni
Zdaniem Michała Boniego zapisy mogą wręcz zaprzeczać idei poprawy bezpieczeństwa, dla której je napisano. Szef Stałego Komitetu Rady Ministrów zażądał od MSWiA oceny skutków finansowych wprowadzenia rozporządzenia w życie.
Rygory, według których należałoby obliczać dopuszczalną liczbę narciarzy na polskich stokach spowodowałyby drastyczne spowolnienie pracy wyciągów. Według wyliczeń, Szczyrk, największy polski ośrodek musiałby ograniczyć przepustowość wyciągów trzykrotnie, Świeradów Zdrój — nawet czterokrotnie.
Nic dziwnego, że przeciw przepisom protestowali zarządzający stacjami narciarskimi oraz samorządowcy zimowych kurortów w tekście „Rz" na początku listopada. Ich zdaniem grozi masowy odpływ narciarzy do Czech, Słowacji i Austrii. A według szacunków w Polsce jest od 3 do 4 mln narciarzy.
Pod koniec listopada Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zorganizuje specjalną konferencję na temat poprawek w projekcie.
- Jesteśmy otwarci na zmiany zapisów — mówi „Rz" rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak. — Rozwiązań nie wymyślili urzędnicy resortu. Były zaproponowane przez m.in. ratowników górskich, którzy podkreślali potrzebę uregulowania kwestii zagęszczenia na stokach — podkreśla.
Minister Boni widzi liczne błędna założenia w projekcie. Np. uznał, że określanie stopnia trudności trasy na podstawie największego, a nie średniego, jej nachylenia może prowadzić do tego, że łagodna trasa z bardzo trudnym, ale krótkim jej fragmentem, automatycznie będzie zaliczona do tej ostatniej kategorii.
A to ma duże znaczenie, bo w rozporządzeniu zapisano, że na łatwym stoku narciarz ma mieć do dyspozycji minimum 200 mkw a na bardzo trudnym — aż 400 mkw.
Minister Boni zwraca też uwagę, że przepisów nie poparto ani badaniami, ani analizą czy i jak stosuje się je w innych krajach. „Metodologia — im trudniejsza trasa, tym większa powierzchnia dla narciarza — nie musi prowadzić do zwiększenia bezpieczeństwa" — zauważa Boni. „Mając więcej miejsca narciarz może jechać szybciej niż wynikałoby to z jego umiejętności".
Skomplikowany algorytm do obliczania maksymalnego obciążenia terenu narciarskiego poddało krytyce Rządowe Centrum Bezpieczeństwa — jest niezrozumiały i sporządzony na podstawie nielogicznych założeń. Zdaniem ministra może on wręcz zaprzeczać idei zapewnienia bezpieczeństwa jako celu rozporządzenia. W sytuacji, gdy zastosuje się go do obliczania pojemności całego ośrodka z wieloma trasami o różnym stopniu trudności. „Nie można przewidzieć, ile osób wybierze jaką nartostradę" — zauważa Boni.
Zarządcy i właściciele stacji narciarskich nie negują potrzeby poprawy bezpieczeństwa na stokach. Liczba wypadków wzrosła z niespełna 1200 w 2007 r. do prawie 1800 w 2010 r. (dane TOPR) oraz z ponad 2500 do prawie 4500 w podobnym czasie (dane GOPR). Krytykowali jednak zapisy, bo ich zdaniem nie mają one wiele wspólnego z poprawą bezpieczeństwa.
Ryszard Brzozowski, wiceprezes firmy Sun&Ski, która w Świeradowie zbudowała najnowocześniejszą w Polsce kolej gondolową: — Na 100 tysięcy narciarzy, których przyjęliśmy w ubiegłym sezonie mieliśmy tylko 170 wypadków na stoku. I żadnego poważnego. Ale bezpieczeństwo zapewniają patrole GOPR, policji, a od tego roku w cenie karnetu będzie indywidualne ubezpieczenie narciarskie.
W wypowiedziach dla „Rz" przed sformułowaniem oficjalnego stanowiska rzeczniczka Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych (stowarzyszających 80 ośrodków zimowych) podzielała większość uwag zgłoszonych późnij przez ministra Boniego i podkreślała, że „minimalna powierzchnia dla narciarza" to np. w Alpach nie kategoria prawna lecz raczej przejaw dobrych praktyk a w Francji np. w ogóle nie ma jakiejkolwiek normy dotyczącej chłonności stoku. Jednak w oficjalnym stanowisku tej kwestii już nie podnosi, postulując jedynie kosmetyczne zmiany w algorytmie oraz definiowanie stopnia trudności trasy na podstawie kombinacji średniego i maksymalnego nachylenia stoku.
Rozporządzenie MSWiA musi wejść w życie do końca roku. — Ale o ostatecznym kształcie będzie można mówić po przeprowadzeniu całej ścieżki uzgodnień — mówi rzeczniczka MSWiA. — Celem ustawy jest zwiększenie bezpieczeństwa, a nie ograniczanie dostępności do stoków — dodaje Woźniak.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA