fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Technokraci na ratunek Włoch i Grecji

Lukas Papademos
AFP
Piotr Kowalczuk
Premierem Grecji został bankowiec. Na czele rządu Włoch stanie ekonomista. Politycy nie poradziliby sobie z kryzysem?
Grecy aż pięć dni czekali na nowy rząd i ogłoszenie, kto będzie nowym premierem, choć od początku wiadomo było, że faworytem jest Lukas Papademos – były wiceszef Europejskiego Banku Centralnego. W piątek jego rząd wreszcie został zaprzysiężony.
– Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by pokonać problemy. Jeśli się zjednoczymy, zwyciężymy – powiedział Papademos. Z unijnych stolic, a także z USA, natychmiast zaczęły płynąć słowa uznania.
Nowy rząd oznacza bowiem koniec chaosu, jaki od dwóch tygodniu panował w Grecji, powodując kryzys w całej UE. Ratuje też kraj przed bankructwem. – Trwało to długo, ale nikt nie protestował. To niezwykłe, bo jeszcze niedawno w Grecji nie było dnia, by nie odbywały się demonstracje. Widać, że ludzie się przestraszyli. I że kryzys w naszym kraju zmienił naprawdę wszystko. Nawet system polityczny – mówi „Rz" Paschos Mandrawelis, komentator dziennika „Kathimerini".
Nowością jest rząd technokratów, do których Grecy nie są przyzwyczajeni. – To jednak konieczny wybór w sytuacji, gdy w kraju brakuje politycznego przywództwa. A zarówno Grecja, jak i Włochy mają z tym dziś problem. Technokrata w takiej sytuacji jest zawsze lepszy niż słaby, marny przywódca – mówi „Rz" Konrad Szymański, europoseł PiS.

Boją się o popularność

W przypadku Grecji widać to wyraźnie. W ciągu ostatnich tygodni Grecy utracili zaufanie niemal do wszystkich polityków. Jak mówią tamtejsi politolodzy, gdyby dziś odbyły się wybory parlamentarne, mało kto głosowałby zarówno na byłego premiera Jeorjosa Papandreu, jak i lidera konserwatystów Antonisa Samarasa.
– W takiej sytuacji politycy wolą oddać władzę, gdyż unikają utraty popularności. Technokrata musi zaś dobrze wykonać zadanie, nie licząc się z tym, czy traci popularność i czy musi ubiegać się o reelekcję – przyznaje Jacek Saryusz-Wolski, były szef Komisji Spraw Zagranicznych UE (PO). Podkreśla, że w sytuacji Grecji i Włoch technokraci mają swoje zalety: są kompetentni i doskonale znają unijne mechanizmy. Dlatego są też wiarygodni dla Unii.
We Włoszech już w niedzielę prezydent może powierzyć misję sformowania nowego rządu Mario Montiemu, profesorowi ekonomii i cieszącemu się międzynarodowym uznaniem byłemu komisarzowi europejskiemu. Lewicowe media widzą w nim zbawiciela kraju, a prawicowe mówią o zamachu na proces demokratyczny.
Przed Montim, jeśli zostanie premierem, stoi bardzo trudne zadanie. Nie ma żadnego politycznego umocowania oprócz tego, że jest faworytem prezydenta. Będzie musiał wbrew lewicy, związkom zawodowym i Lidze Północnej zreformować system emerytalny i prawo pracy. A wbrew prawicy głęboko sięgnąć do kieszeni klasy średniej i prywatnego biznesu. Nie jest wcale pewne, czy zyska poparcie parlamentu dla tych palących reform.

Potrzeba Thatcher

Jeśli do końca przyszłego tygodnia nie uda się Montiemu stworzyć rządu, prezydent rozpisze przyspieszone wybory, teoretycznie możliwe jeszcze przed Bożym Narodzeniem.
Włosi przerażeni gwałtownym spadkiem zaufania rynków do obligacji państwowych, czyli poważną groźbą katastrofy finansów państwa w obliczu rosnących skokowo kosztów obsługi ogromnego długu publicznego, postanowili zmianom politycznym nadać tempo ekspresowe. W piątek – wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Unii, MFW i EBC – Senat uchwalił ustawę o stabilizacji finansów, która ma zmniejszyć zadłużenie kraju (likwidacja deficytu budżetowego, redukcja długu i pobudzenie gospodarki).
Ustawa trafi teraz do Izby Deputowanych, która ma przyjąć ją do soboty. Zgodnie z obietnicą z chwilą przegłosowania ustawy rezygnację złoży premier Silvio Berlusconi. Jeszcze w środę szacowano, że procedury będą się ciągnąć do końca listopada.
Nie wiadomo na razie, jaki będzie nowy rząd – czy rzeczywiście będzie to gabinet techniczny złożony z fachowców, czy też raczej rząd wielkiej koalicji. Większość komentatorów apelowała do polityków, by w dramatycznej sytuacji kraju porzucili partykularne interesy i demagogię. Wielu jednak pamięta, że rządy technokratyczne w latach 70. zaciągnęły horrendalne długi, które teraz mogą zrujnować kraj.
– Nie jestem przekonany, czy krótkie rządy technokratów pomogą. Potrzebni są wybitni przywódcy. Tacy jak Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii, której śladem szli potem Helmut Kohl w Niemczech czy José Aznar w Hiszpanii. Na takich przywódców musimy jednak poczekać – mówi Szymański.

Francja ofiarą pomyłki Standard & Poor'S

Agencja ratingowa Standard & Poor's przez pomyłkę obniżyła ocenę kredytową Francji. Do niektórych klientów wysłała zawiadomienie, że obniża najwyższy rating Francji, potem zdementowała te informacje. – Rating Francji pozostawiamy stały AAA/A1+ ze stabilną perspektywą. Incydent nie jest związany z żadną działalnością mającą na celu weryfikację oceny. Badamy przyczyny pomyłki – podał Standard & Poor's. Pomyłka spowodowała jednak dramatyczną przecenę dziesięcioletnich obligacji Francji. Sprawę bada teraz nadzór finansowy UE. – To umacnia moje przekonanie, że Europa musi mieć rygorystyczne, ostre i solidne regulacje dla agencji ratingowych – powiedział Michel Barnier, komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług. We wtorek Unia Europejska ma ogłosić dodatkowe działania ukierunkowane na ograniczenie oddziaływania „wielkiej trójki" agencji rankingowych: Standard & Poor's, Moody's i Fitch. Autorem prawa jest Michel Barnier. —mak, afp, reuters
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA