fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Druga fala kryzysu będzie gorsza

ROL
Rok po tym, gdy Platforma po raz pierwszy wygrała wybory, zaczął się jeden z największych kryzysów finansowych powojennego świata.
Podobnie jest teraz – dwa tygodnie po kolejnych wygranych przez PO wyborach mamy coraz więcej sygnałów zapowiadających spowolnienie gospodarcze. Gdyby zaczęło się ono nieco wcześniej, wyniki wyborów mogłyby być zupełnie inne. Ludzie, którym tnie się płace i odbiera pracę, zazwyczaj głosują zupełnie inaczej, niż ci, którym powodzi się coraz lepiej.
Prognozowane w tym roku przez ekonomistów i bankowców spowolnienie jest w rzeczywistości drugim dnem tego samego kryzysu. Poprzednio zasypano go pieniędzmi drukowanymi bez opamiętania przez banki centralne, ale nie rozwiązano niemal żadnego z problemów, które spowodowały załamanie. Tym razem kryzys może być głębszy, bo nakładają się na niego niepokoje społeczne w wielu bogatych krajach. To będzie dodatkowy czynnik studzący nadzieje inwestorów na szybkie odbicie gospodarcze. Dla Polski ta druga fala kryzysu też może się okazać trudniejsza od pierwszej. Pierwszą udało przejść bezpiecznie między innymi dzięki temu, że państwo zwiększało wydatki, stymulując popyt. Efektem tego był rekordowo wysoki przyrost długu publicznego, który zbliża się do limitów określonych w konstytucji. Dlatego dziś tej operacji nie da się powtórzyć. Wprawdzie pewne jest, że zdecydowana większość posłów chętnie zgodziłaby się na zmianę ustawy zasadniczej ("nie krępujmy gospodarki" – powiedzą politycy), ale to nic nie da, bo limit 60 proc. długu w stosunku do PKB narzuca też Unia. Gdybyśmy chcieli go naruszyć, mogliby nam odebrać fundusze unijne. A to byłaby katastrofa.
Można szacować, że oczekiwany przez EBOR spadek wzrostu naszego PKB o 1,8 pkt proc. oznacza zmniejszenie planowanych przychodów państwa o sumę rzędu 5 mld zł. To może być jednak tylko początek, bo trudno przewidywać, jak będzie wyglądać sytuacja w kolejnym roku. W tej sytuacji pierwszoplanowym zadaniem rządu powinna być nowelizacja budżetu tak, aby przystawał do rzeczywistości. Wydaje się, że nie trzeba jeszcze ciąć wydatków, wystarczy zatrzymać ich wzrost. Ważne, by ludzie, instytucje i firmy wiedziały, ile dostaną z tego, co im obiecano. Ewentualnie, co im się jeszcze zabierze. Wybory już minęły, można pozwolić sobie na szczerość.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA