fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kto przetnie bliskowschodni węzeł gordyjski?

AP
Na Bliskim Wschodzie znowu pojawiła się szansa na osiągnięcie pokoju. Zarówno izraelski premier Ehud Olmert jak i palestyński prezydent Mahmud Abbas chcą zakończyć konflikt. Czy jednak starczy im na to politycznej siły?
Eksperci są sceptyczni. – Nie ma co liczyć na cud. Nie spodziewam się, żeby ciągnący się od tylu lat spór został teraz nagle rozwiązany przez tych niezbyt charyzmatycznych polityków. Oczywiście chciałbym się mylić – powiedział „Rz” Yossi Melman komentator izraelskiego dziennika „Haarec”.
Jeszcze zanim zaczęła się, dobiegająca właśnie do końca, konferencja pokojowa w Annapolis, obie strony się pokłóciły. Izraelczycy i Palestyńczycy przed wyjazdem do USA mieli przygotować dokument ze wspólnym stanowiskiem w kwestii szeregu spornych spraw. Miał on posłużyć jako podstawa do rozmów w Annapolis, które miały przynieść już decydujące rozstrzygnięcia. Niestety negocjacje w sprawie dokumentu utknęły w martwym punkcie, co budzi wątpliwości czy w najbliższym czasie uda się powołać do życia niepodległe palestyńskie państwo i zawrzeć pokój. Izraelski premier Edhud Olmert i prezydent Autonomii Palestyńskiej, aby osiągnąć sukces będą musieli pokonać silną wewnętrzną opozycję (sprzeciwiającą się wszelkim ustępstwom żydowską religijną prawicę i krytykujących kompromis z Izraelem palestyńskich radykałów) oraz rozwiązać szereg problemów. A tych jest co niemiara.
• Kwestia granic. Palestyńczycy stoją na stanowisku, że należy powrócić do tzw. zielonej linii. Czyli granicy sprzed wojny 1967 roku, po której oba ich terytoria – Zachodni Brzeg Jordanu i Strefa Gazy – dostały się pod izraelską okupację. Izrael zgłasza swój kategoryczny sprzeciw, proponując korektę starej granicy i wymianę terytoriów. Problem w tym, że na Zachodnim Brzegu Jordanu znajdują się setki żydowskich osiedli (niektóre z nich to spore miasta z całą infrastrukturą). Zdaniem Izraelczyków największe z nich, położone blisko zielonej linii, powinny zostać inkorporowane do ich państwa. Poza tym zielona linia przecina kluczową dla państwa autostradę Jerozolima – Tel Awiw. • Sprawa muru. Aby utrzymać swój stan posiadania, Izraelczycy zbudowali wzdłuż zielonej linii wysoki żelbetowy mur. Oczywiście w miejscach, gdzie leżą największe osiedla, wybrzusza się on na wschód i obejmuje spore połacie Zachodniego Brzegu Jordanu. Izraelczycy argumentują, że mur – który nazywają barierą antyterrorystyczną – ma chronić ich od ataków dokonywanych przez przekradających się przez granicę palestyńskich fanatyków (rzeczywiście liczba zamachów znacznie zmalała). Palestyńczycy domagają się jednak natychmiastowego zburzenia konstrukcji, dowodząc, że gwałci ona ich prawa. Nie tylko bowiem odcina od reszty Zachodniego Brzegu, ale też uniemożliwia ludziom swobodne poruszanie się, często odcinając ich od ich własnych pól, pastwisk czy źródeł wody. • Sprawa Jerozolimy. To chyba najpoważniejszy spór, który dzieli obie strony. Zarówno Żydzi, jak i Palestyńczycy uważają bowiem Święte Miasto za swoją stolicę. W Izraelu obowiązuje doktryna „niepodzielnej Jerozolimy”, a Palestyńczycy nie wyobrażają sobie, żeby stolica ich niepodległego państwa znalazła się w innym mieście niż Jerozolima. To właśnie tam znajduje się słynny meczet Al-Aksa. Ostatnio pojawiają się jednak sygnały, że premier Olmert gotowy jest na podział miasta (oddane miałyby zostać wschodnie, zamieszkane przez Arabów dzielnice). Pozostaje jednak problem, co zrobić ze znajdującym się w środku, zamieszkanym przez żydów, muzułmanów i chrześcijan Starym Miastem. Pojawiają się pomysły, aby pieczę nad nim objęły wojska ONZ albo Jordania. Wszelkie podobne plany napotykają jednak ostry opór zarówno ze strony izraelskiej prawicy, jak i Palestyńczyków. • Kwestia palestyńskich uchodźców. Podczas wojny o niepodległość Izraela w 1948 roku Żydzi, aby stworzyć swoje państwo, musieli najpierw pokonać wszystkich sąsiadów – kilkaset tysięcy Arabów uciekło lub zostało wypędzonych z terenów zajętych przez izraelską armię. Do dzisiaj ludzie ci i ich potomkowie (około 4 milionów osób) żyją w obozach uchodźców znajdujących się w Autonomii Palestyńskiej i wszystkich arabskich krajach regionu. Palestyńskie władze domagają się stanowczo, aby Izrael zapewnił im prawo do powrotu. Izraelczycy boją się jednak tego jak ognia. Przyjęcie kilku milionów ziejących nienawiścią do żydowskiego państwa biednych uchodźców rozsadziłoby bowiem ich ojczyznę (liczy ona zaledwie 7 milionów mieszkańców, w tym duża mniejszość arabska). • Kwestia palestyńskich więźniów. W izraelskich więzieniach siedzi około 10 tys. Palestyńczyków. Według ich rodaków są więźniami politycznymi, Izraelczycy uważają ich zaś za groźnych terrorystów. Prezydent Abbas domaga się, aby w geście dobrej woli Olmert wypuścił na początek 2 tysiące osadzonych. Izrael godzi się na 450. • Problem terroryzmu. Izraelczycy stanowczo domagają się od władz Autonomii, aby powstrzymały atakujących ich ekstremistów z takich organizacji jak Hamas czy islamski Dżihad. Niestety, umiarkowany Fatah Abbasa nie ma na to siły. Zagrożenie powiększyło się po tym, jak kilka miesięcy temu Hamas opanował Strefę Gazy. Tym samym Autonomia Palestyńska rozpadła się na pół i – czego obawiają się Izraelczycy – Gaza może zamienić się w raj dla terrorystów. Przytoczone powyżej przykłady to tylko kilka z kilkudziesięciu spraw spornych. Jeżeli Mahmud Abbas i Ehud Olmert będą w stanie je przezwyciężyć, przejdą do historii. Jeżeli nie – na Bliskim Wschodzie nadal będzie lała się krew.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA