Świat

Co zrobić ze Wschodem Europy

ROL
Wolny handel zamiast perspektyw członkostwa w UE? Partnerstwo Wschodnie pozbywa się złudzeń
Korespondencja z Brukseli
Dziś do Warszawy zjeżdżają przywódcy UE i sześciu państw Partnerstwa Wschodniego. – Polska prezydencja dokonała ogromnego wysiłku politycznego, żeby utrzymać tę inicjatywę w agendzie unijnej. Mimo kryzysu gospodarczego i przesunięcia zainteresowania na Południe w związku z wydarzeniami arabskiej wiosny – mówi „Rz" Amanda Paul, ekspertka European Policy Centre w Brukseli. Jej zdaniem jest rozczarowujące, że do Warszawy nie przyjadą Nicolas Sarkozy i David Cameron. Będą jednak Angela Merkel i inni. – Nie możemy tego traktować tylko jako zebrania polityków. Mam nadzieję, że coś konkretnego z tego wyjdzie – uważa ekspertka. Choć przyznaje, że po lekturze projektu końcowej deklaracji widać, iż przełomu nie będzie.

Rozczarowujący Euronest

Polska prezydencja wyraźnie wyciągnęła wnioski z rozczarowującego premierowego spotkania Euronestu, czyli zgromadzenia parlamentarnego PW w połowie września. Zebrani tam reprezentanci parlamentów pięciu państw (bez Białorusi) oraz Parlamentu Europejskiego nie byli w stanie przyjąć dwóch dokumentów: deklaracji nt. Białorusi oraz wspólnego stanowiska przed warszawskim szczytem. Spierali się o brak europejskich obietnic dla wschodnich sąsiadów, a między sobą – o Górski Karabach i kwestię nienaruszalności granic. To okazało się receptą na porażkę. – Unia w sposób pragmatyczny musi się w pierwszej kolejności skupić na takich sprawach, jak liberalizacja handlu czy ułatwienia wizowe. To jest sposób na pójście naprzód, a nie koncentrowanie się na tak trudnych do rozwiązania problemach, jak konflikt w Górskim Karabachu – mówił w ostatni wtorek, w czasie debaty w PE, Charles Tannock, eurodeputowany z brytyjskiej Partii Konserwatywnej.

Realizm czy mrzonki

Polacy wydają się to rozumieć i postawili sobie cele ważne, ambitne, ale jednocześnie możliwe do osiągnięcia w krótkim czasie: zakończenie negocjacji umowy stowarzyszeniowej i będącej jej częścią umowy o wolnym handlu z Ukrainą, a także rozpoczęcie negocjacji o liberalizacji handlu z Gruzją. To ma się wydarzyć do końca roku, czyli jeszcze za  polskiej prezydencji. Poza tym trwają negocjacje dotyczące tego, w jaki sposób doprowadzić do zniesienia w przyszłości wiz dla Ukraińców i Mołdawian. Na trochę wcześniejszym etapie jest Gruzja, która wynegocjowała umowę o ułatwieniach wizowych. Pozostałe trzy państwa – Armenia, Azerbejdżan i Białoruś – jeszcze mają tę fazę przed sobą. Najbardziej zaawansowana  w przybliżaniu się do UE jest Ukraina. Wiąże ona z Polską ogromne nadzieje, bo – jak mówią tamtejsi dyplomaci – potem już nie będzie szans na przychylność prezydencji. Po Polsce półroczne stery w UE przejmuje niezainteresowana wschodnim sąsiedztwem Dania, potem będzie jeszcze gorzej: kolejno Cypr, Irlandia i Grecja. Ale Ukraina, jako najbardziej zaawansowana, ma też najwięcej do stracenia. Proces Julii Tymoszenko bardzo waży na jej wizerunku jako państwa prawa. Marek Siwiec w czasie debaty w PE mówił co prawda, że umowa stowarzyszeniowa jest aktem historycznej sprawiedliwości i nie należy tego mieszać z bieżącymi wydarzeniami. Ale nie wszyscy są zgodni. – Jeśli Tymoszenko pójdzie do więzienia, musimy na to jakoś zareagować. Państwa, z którymi współpracujemy, muszą zachowywać minimum demokracji i zasad państwa prawa – mówił Elmar Brok, wpływowy niemiecki chadek. Polska jednak usilnie nalega, by umowę stowarzyszeniową podpisać, a sprawę Julii Tymoszenko rozstrzygnąć przed jej ratyfikacją. Przeważa jednak rozczarowanie, że UE nie ma nic nowego do zaoferowania wschodnim sąsiadom, co zachęcałoby ich do reform, demokratyzacji i kursu na Europę. Według Pawła Kowala, skoro Unia nie ma pieniędzy z powodu kryzysu, ani woli politycznej – z powodu zmęczenia rozszerzeniem, to mogłaby przynajmniej zrobić coś dla tamtejszej młodzieży. – Zniesienie wiz i stworzenie uniwersytetu Partnerstwa Wschodniego. To są dwie konkretne sprawy dla młodych. A pamiętajmy, że to tacy ludzie zrobili arabską wiosnę – zauważa eurodeputowany PJN.

Co z Białorusią?

Wczoraj okazało się, że do  Warszawy nie przyjedzie szef białoruskiego MSZ Siarhiej Martynau, a szefem delegacji tego kraju będzie ambasador w Warszawie Wiktar Gajsionak. Rzecznik prezydencji Konrad Niklewicz poinformował, że decyzja w  sprawie udziału białoruskiego ambasadora w pracach szczytu zapadnie w czwartek. Najprawdopodobniej będzie zgoda co do udziału Gajsionaka w sesjach plenarnych w piątek, ale nie będzie mógł on wziąć udziału w czwartkowej kolacji szefów delegacji na  szczyt. Takie rozwiązanie nie odpowiada jednak władzom w Mińsku. „Białoruś zostawia sobie prawo odmowy uczestnictwa w szczycie, jeśli status i forma udziału szefa jej delegacji, ambasadora w Polsce Wiktara Gajsionaka, będą w jakiś sposób ograniczone – podało w środę wieczorem MSZ w Mińsku. – Każde państwo uczestniczące w Partnerstwie ma suwerenne prawo samodzielnego określania szczebla i składu personalnego podczas udziału w przedsięwzięciach PW – podkreślił rzecznik MSZ Andrej Sawinych. – Z prawnego punktu widzenia wszystkie dokumenty szczytu przyjęte bez zgody szefa delegacji białoruskiej nie będą miały mocy prawnej – stwierdził. —współpraca p.k., mszy
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL