Finanse

Rada Gospodarcza zajmie się kryzysem

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Premier chce pilnie zwołać Radę Gospodarczą. Jego zdaniem zdarzenia w USA i w Europie budzą poważny niepokój
Rada ma się zebrać jak najszybciej. Termin Donald Tusk chce ustalić z ministrem finansów, który do wczoraj przebywał w USA. Uczestniczył tam w spotkaniu państw G20 oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego.
Głównym tematem spotkania były kwestie związane z aktualną sytuacją w gospodarce światowej oraz globalną stabilnością rynków finansowych w kontekście turbulencji w strefie euro. O tym też mieliby rozmawiać członkowie rady, której przewodniczy były premier Jan Krzysztof Bielecki. Premier zapowiedział też, że już jutro Rada Ministrów zajmie się projektem budżetu na 2012 rok. Zgodnie z konstytucją do końca września dokument musi trafić do Sejmu.
Mimo oczekiwanego spowolnienia resort finansów nie zdecydował się jednak na weryfikację opracowanego w maju dokumentu. Wyliczenia dotyczące dochodów i wydatków opierają się na nierealnym zdaniem ekonomistów założeniu, że w 2012 roku podobnie jak w tym wzrost sięgnie 4 proc. W ich ocenie dynamika może się znacznie obniżyć i oscylować pomiędzy 2 a 3 proc. Proponowali więc, aby zaktualizować dane i obniżyć oczekiwania dotyczące wpływów podatkowych bądź podnieść deficyt, który według obecnego planu ma wynieść w przyszłym roku 35 mld zł. Minister finansów Jacek Rostowski zapewnił jednak, że projekt jest realny. Dochody budżetu w 2012 roku – zgodnie z obecnymi zapisami – mają więc wynieść 292,7 mld zł, a wydatki 327,7 mld zł. Przewidziano też 4,2-proc. waloryzację rent i emerytur i 2,2-proc. podwyżkę dla nauczycieli. Resort finansów proponuje także utrzymanie w 2012 r. na obecnym poziomie funduszu wynagrodzeń we wszystkich jednostkach państwowej sfery budżetowej. Projekt zakłada, że potrzeby pożyczkowe netto sięgną 46,8 mld zł wobec 45,8 mld zł w 2011 r. Łącznie z kwotą potrzebną na wykup długu będzie to 185,7 mld zł wobec 154,9 mld w tym roku. Resort finansów przyjął, że w 2011 roku średnioroczny kurs złotego do euro wyniesie 3,87 zł, a do dolara 2,85 zł. W przyszłym euro ma kosztować średniorocznie 3,69 zł, a dolar 2,79 zł. Te założenia także budzą wątpliwość ekonomistów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL