Pół żartem, pół serio o ostatnim, setnym posiedzeniu sejmu

ROL
Umiecie zaśpiewać hymn wieprzowiny? Nie? Od razu widać, że nie byliście na święcie świni w ogrodach sejmowych. To była ostatnia wielka impreza odchodzącego parlamentu
1

Setne było posiedzeniem ostatnim. I ta setka wisiała w powietrzu już od rana. W kolejce do kontroli osobistej ustawiły się przedstawicielki kół gospodyń wiejskich z gminy Białaczów w powiecie opoczyńskim – wszystkie w strojach regionalnych. Oficerowie Biura Ochrony Rządu mieli ręce pełne roboty. Panie przytargały ze sobą kosze z bochnami chleba, kiełbasą podsuszaną, spod której wystawały buteleczki. Mówiły, że są dobrze przygotowane do wizyty w Sejmie – miały co zjeść i co wypić.

Minister ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska – też ubrana w strój ludowy – czekała już na nie.

Pani minister i panie gospodynie wiejskie wśród pląsów, śpiewów i muzyki ludowej raźno udały się do gabinetu marszałka Grzegorza Schetyny. Wzięły nawet wójta gminy Jana Jóźwika – ale minister Radziszewska podkreślała, że on i inni faceci pełnią funkcję pomocniczą – mogą przygrywać, nosić wieniec, ale na tym koniec – są tłem, bo o rolnikach p...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL