Wybory parlamentarne 2011

Kaczyński w Wielkopolsce, Tusk na Mazowszu

Kolejny dzień kampanii w trasie: prezes PiS krążył wczoraj po Wielkopolsce, a lider Platformy po Mazowszu
Dzień po premierze Donaldzie Tusku w Polskę wyruszył prezes PiS Jarosław Kaczyński. I to od razu do jaskini lwa: Wielkopolski, gdzie tradycyjnie duże wpływy mają PO i  lewica.
W Tursku (powiat pleszewski) Kaczyński odwiedził piekarnię należącą do kandydata PiS Czesława Szymoniaka. Przyglądał się wypiekowi chleba i gromił rząd za to, że nie ułatwia życia przedsiębiorcom. – Polacy są bardzo zaradni, ale cudów nie ma. Kiedy rosną ceny energii, gazu i paliwa, sytuacja tych, którzy zajmują się średnim i małym biznesem, jest bardzo trudna – podkreślał. Mówił o potrzebie ukrócenia nieuczciwej konkurencji ze strony wielkich przedsiębiorstw. Zapewniał, że PiS zmniejszy też liczbę instytucji przeprowadzających inspekcje u przedsiębiorców. W Poznaniu prezes PiS spotkał się z dziennikarzami. A w stolicy do głosowania na Prawo i Sprawiedliwość namawiały młode kandydatki tej partii.
Gdy Kaczyński krążył po  Wielkopolsce, premier prowadził kampanię na Mazowszu. Przed „tuskobusem" zjawił się w towarzystwie Roberta Korzeniowskiego, mistrza olimpijskiego w chodzie, który podkreślał, że popiera prosportowe inicjatywy rządu. – Będziemy dziś rozmawiać o inwestowaniu w polskie dzieci, żeby nie były bite, narażone na takie świństwa jak dopalacze, żeby miały gdzie grać w piłkę – wyliczał Tusk. – System nowoczesnej opieki nad polskim dzieckiem powoli wyłania się z naszych działań. W Piastowie Tusk spotkał się z uczniami z Międzyszkolnego Klubu Sportowego Pivot i obejrzał dwa mecze. Imprezę zakłócili przeciwnicy rządu, którzy rozwiesili transparent „Dość kłamstw". W Żyrardowie premier rozmawiał z przedstawicielami organizacji pozarządowych. – Nie sądzę, by aktywność Kaczyńskiego była odpowiedzią na wyruszenie w trasę autobusu Tuska. Takie wyjazdy sztaby miały zapewne zaplanowane dużo wcześniej – uważa prof. Rafał Drozdowski, politolog z UAM. – Doświadczenia starych demokracji pokazują, że bezpośredni kontakt z wyborcami może się opłacić, zwłaszcza gdy sondaże stoją, a politycy rozpaczliwie zabiegają nawet o pojedyncze głosy. Stąd zapewne decyzja Kaczyńskiego, by wybrać się do Wielkopolski. – Nie ma przecież sensu jeździć do już przekonanych – podkreśla profesor.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL