Wiadomości

Pytał premiera jak żyć, dlaczego wspiera PiS

Stanisław Kowalczyk uprawia paprykę w Woli Wrzeszczowskiej pod Radomiem. W lipcu trąba powietrzna zniszczyła mu 50 tuneli. Ostatnio był gwiazdą konwencji PiS
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Na razie nie myślę o wejściu do polityki, ale niczego nie wykluczam – mówi Stanisław Kowalczyk, rolnik, który zasłynął rozmową z premierem Donaldem Tuskiem
Rz: Pojawił się pan na konwencji PiS. To nie PiS wysłał pana, by zapytać premiera „Jak żyć"?
Stanisław Kowalczyk: Już słyszałem to gadanie „pisior z tego paprykarza". Ludzie! Ja jechałem tam z własnej inicjatywy. Trąba rozwaliła mi 50 tuneli foliowych. Kiedy wsiadłem do samochodu, to nawet nie myślałem, że uda mi się dostać do premiera, i że zostanę pokazany w telewizji. Długo się pan zastanawiał, czy pójść na konwencję PiS?
Szybko podejmuję decyzje. Wykorzystuję każdą nadarzającą się okazję, by przekazać to, co mnie gryzie jak najszerszemu gronu. A gdzie mam to robić, jak nie tam, gdzie są telewizje i mikrofony. W mojej wsi moje poglądy już znają. Inne partie nie zapraszały? Nikt poza PiS się do mnie nie zgłaszał. Przemówienie było pana autorstwa czy pomagał spin doktor? Ciągle mnie o to dziennikarze pytają. Nikt mnie nie przygotowywał. Ja Ameryki nie odkryłem, mówiłem to, co we mnie siedzi. Jestem dobrym obserwatorem i przyglądam się naszej rzeczywistości. Ostatnio ludzie zwracają mi uwagę na wiele kwestii, mówią o problemach. Był pan zestresowany przed wystąpieniem na konwencji PiS? Nie co dzień występuje się przed tak dużym audytorium. Stresu specjalnie nie było. Trochę emocji. Zastanawiałem się, jak to wypadnie, jak mnie przyjmą. Miałem trochę obaw – nie wszystko widzę kolorowo. Prostą drogą zmierza pan do wielkiej polityki... Woda sodowa mi do głowy nie uderzyła. Na razie takich dalekich planów nie mam. Zobaczymy, co życie przyniesie, ale niczego nie wykluczam. Nie zmienię kierunku i będę dalej zachowywał się tak, jak się zachowywałem do tej pory. Wszystko się we mnie gotuje, jak patrzę na to, co się w Polsce dzieje. A ludzie mnie wspierają. Dopiero co znajoma dzwoniła i mówiła, że jak mam problemy finansowe, to zrobią zrzutkę, abym tylko dalej działał. Nie oczekuję funkcji i pieniędzy, takie słowa są dla mnie nieocenione. Ale propozycje od PiS były? Wystąpi pan na kolejnych konwencjach, w reklamówkach? Nie będę się wypowiadał w imieniu PiS. Rozmawialiśmy, ale nie znam konkretów, więc nie będę o tym mówił. Nie ma pan wrażenia, że politycy tylko wykorzystają pana do swoich kampanijnych celów, a po wyborach szybko zapomną o tym, co boli hodowcę papryki spod Radomia? - Może to głupie, ale mam taki charakter, że wierzę w ludzi. Wierzę, że i dziennikarze, i politycy, którzy się do mnie zwracają, mają dobre zamiary. Ale biorę poprawkę i na to, że może być inaczej. Pozostaje ten procent niepewności. Liczę się z tym, że tak może być. Przykre, gdybym tego doświadczył. Z prezesem Jarosławem Kaczyńskim udało się porozmawiać? Nie, ale mam nadzieję, że może kiedyś przytrafi mi się taka okazja. Tak jak jeszcze mam nadzieję, że Donald Tusk przyjedzie do mojej wsi. Jak ruszył ten „tuskobus", pomyślałem sobie, że może u nas się zatrzyma i premier wstąpi do Kowalczyka. Podoba się panu pomysł objazdowej kampanii premiera? Nieskromnie pomyślałem nawet, że to może po moich słowach premier Tusk zdecydował się ruszyć w trasę. Mówiłem mu przecież, że Polska to nie tylko Warszawa. Może ktoś ze sztabu mu podpowiedział "ty, Donald, chyba musimy zadziałać, bo może być krucho". Ale teraz to musztarda po obiedzie. Politycy z Wiejskiej widzą nas dopiero na miesiąc przed wyborami, a gdzie byli przez cztery lata? Za późno się pan obudził, panie premierze Tusk. A jeśli na trasie „tuskobusu" pojawią się inni chętni do odpytywania premiera? Niech się pokazują. Zachęcam. A premier niech się nie boi, nic się mu nie stanie. Zawsze znajdzie się nawet ktoś, kto mu kanapkę zrobi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL