Show-biznes

Elena Anaya gra u Almodovara w filmie skóra, w której żyję

Elena Anaya
Gutek Film
Rozmowa z Eleną Anayą
Gdyby pani miała możliwość wejścia w cudzą skórą, kogo by wybrała?
Elena Anaya: Nie wiem... Chyba wybrałabym skórę Pedro Almodovara. Jak pani trafiła do jego nowego filmu? Pro i kontra: „Skóra, w której żyję"
Poznaliśmy się przy „Porozmawiaj z nią". Proponując mi występ Pedro był bardzo zakłopotany. „Ta rola jest naprawdę bardzo maleńka" — powiedział. Ale mnie to nie przeszkadzało. Mogłam być u niego nawet statystką. Zresztą tak sobie myślę, że on mnie jakoś wtedy zapamiętał, bo po kilku latach znów zadzwonił. Kiedy zaproponował mi dużą rolę w skórze, spanikowałam. Wzięłam udział w przesłuchaniu. Pedro twierdził, że to jest tylko próba, ale ja oczywiście wiedziałam, że walczyłam o rolę. Przygotowałam się bardzo dobrze. I udało się. Ale jak wyszłam z tej „próby", cała dygotałam. Potem ten strach przeszedł? Zobacz fotosy z filmu
W dużej mierze. Bo czułam, że Almodovar we mnie wierzy. Kiedy go spytałam, dlaczego mnie wybrał, odpowiedział „Jak przeczytasz scenariusz, zrozumiesz". On zresztą potrafi sprawić, że aktorzy czują się na planie rewelacyjnie. Poświęca im bardzo dużo czasu, rozmawia z nimi. Jaką dał pani wskazówkę? Powiedział: „Bądź jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. Czekające cierpliwe na pierwszą okazję, która pozwoli mu uciec". Taka była ta rola. Potem jeszcze Pedro dał mi swoje notatki, które zatrzymam na zawsze. A aktorki Almodovara coś pani radziły? Tak. „Ufaj mu bezgranicznie. Każe ci przejść w lewo, przejdź. Każe ci śmiać się, śmiej się. Każe ci skoczyć z wysokości, nie szukaj schodów, tylko skacz. Nigdy nie będziesz tego żałować." Na planie „Skóry..." poznała pani z jeszcze jedną legendą hiszpańskiego kina — Antonio Banderasem. Byłam przed naszym pierwszym spotkaniem potwornie zdenerwowana. To wielka gwiazda i wspaniały aktor, którego bardzo szanuję. Nie wiedziałam, jak na mnie zareaguje, a słyszałam kiedyś o innym gwiazdorze amerykańskim, który nie chciał pracować z mało znaną aktorką i doprowadził do zwolnienia jej. Na szczęście Antonio okazał się człowiekiem bardzo serdecznym, z poczuciem humoru, nie znoszącym sztuczności. Jego bohater, chirurg, niemal stwarza na nowo człowieka. A co pani myśli o operacjach plastycznych? Chirurgia plastyczna potrafi dziś czynić cuda. Przywraca normalne życie ludziom oszpeconym w wypadkach. Może też pomóc tym, którzy nie czują się dobrze ze swoim własnym ciałem. Czasem w supermarkecie widzę młodą kasjerkę, która ma poprawiony nos czy usta. Myślę: „O.K., jeśli to wpływa korzystnie na jej samopoczucie..."Ale z niczym nie wolno przesadzać. Pamiętam, kiedyś zobaczyłam bardzo starą kobietę z twarzą dwudziestolatki. Wszystko miała ponaciągane, tylko ręce i dekolt zdradzały prawdziwy wiek. Przeraziłam się. W pogoni za młodością i idealną urodą coraz częściej poddają się operacjom plastycznym także aktorki. Ja sama nigdy nie zrobiłabym niczego ze swoją twarzą czy skórą. Mam 35 lat, akceptuję swój wiek i swoje ciało. Akceptuję też pierwsze zmarszczki, które zaczynają się mi się pojawiać koło oczu. Dojrzałość, a potem starość jest częścią życia. Dla Antonio Banderasa czy Penelope Cruise role w filmach Almodovara stały się odskocznią do Hollywood. Myślała pani o tym? Nie miałam jeszcze na to czasu. Naprawdę. Nie chcę stracić niczego z tego, co dzieje się teraz. Przy Pedrze cały czas się uczę. Od pierwszych prób aż do teraz, gdy w różnych krajach razem promujemy film czuję się jak we śnie. I chciałabym, żeby ten sen trwał jak najdłużej. Dopiero jak się z niego obudzę, zacznę się zastanawiać, co dalej. Rozmawiała Barbara Hollender Elena Anaya, ur. 1975 r w hiszpańskiej Palencii. Zwróciła na siebie uwagę w 2001 r. rolą w „Lucii i seksie" Julio Medema. Od tej pory grała średnio w 2-3 hiszpańskich filmach rocznie. Wystąpiła też w „Van Helsingu" Stephena Sommersa. Rolą w „Skórze, w której żyję" weszła do ekskluzywnego klubu „aktorek Almodovara".
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL