fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Euro musi poczekać

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Rząd Donalda Tuska przygotuje Polskę do zamiany złotego na euro, ale tego nie dokona. Zmniejszy za to zadłużenie kraju, obniży podatki, przyspieszy prywatyzację i zwiększy wydatki na edukację i budowę dróg.
W pierwszym publicznym wystąpieniu w trakcie debaty budżetowej w Sejmie minister finansów Jacek Rostowski przedstawił sześć najważniejszych filarów polityki finansowej rządu. Wszystkie mają być realizowane równocześnie, uzupełniać się nawzajem i przyczynić do stabilnego wzrostu polskiej gospodarki, a w konsekwencji zmniejszać dystans, jaki dzieli nas od krajów starej Unii. Szef resortu finansów jednak unikał konkretów. Wiadomo za to, że polityka prowadzona przez rząd nie ma ograniczać się wyłącznie do okresu rządów koalicji PO i PSL, ale wybiegać w przód. – Wprowadzenie euro w Polsce przekracza horyzont jednej kadencji parlamentu – uznał Rostowski. – Będzie to nie tylko ukoronowanie, ale jedno z najważniejszych warunków utrzymania wysokiego wzrostu gospodarczego.
Aby jednak nasz kraj rozwijał się stabilnie, trzeba przede wszystkim ograniczać wydatki państwa tam, gdzie to możliwe i zmniejszać potrzeby pożyczkowe kraju. Nowy minister założył, że w okresie sprawowania przez niego urzędu, czyli do 2011 roku dług publiczny zmniejszy się o 4-7 proc. (obecnie przekracza on 47 proc. PKB). - Ograniczanie długu będzie oznaczało mniejsze koszty jego obsługi, a środki publiczne będą mogły być wykorzystane do innych celów – zaznaczył Rostowski. Zbigniew Chlebowski, który zabrał głos po wystąpieniu ministra dodał, że w ciągu dwóch lat rządów PiS dług publiczny wzrósł o 58 mld zł. Oznacza to, że w tym roku na jego obsługę państwo musi wydać 28 mld zł.
Jednym z pierwszych kroków w kierunku ograniczania potrzeb pożyczkowych kraju ma być zmniejszenie zaplanowanego przez rząd PiS deficytu na przyszły rok. Z zapisanych w ustawie budżetowej 28,6 mld zł, rząd Tuska chciałby go ograniczyć o 1-1,5 mld zł do – jak zapowiedział premier - około 27 mld zł. Koalicja PO - PSL chce przeforsować taką poprawkę podczas prac nad budżetem w komisjach sejmowych. Poza tym spaść mają wydatki na administrację rządową, a zaoszczędzone w ten sposób około 4 mld zł trafić mają do nauczycieli. Donald Tusk w trakcie wystąpienia w Sejmie zadeklarował, że pensje nauczycielskie wzrosną w przyszłym roku o około 10 proc. Podczas pierwszego wystąpienia Jacka Rostowskiego padło jeszcze jedno ważne zapewnienie. Przyjęta przez parlament poprzedniej kadencji obniżka składki rentowej o kolejne 4 punkty procentowe od stycznia 2008 roku i zapisane w przepisach nowe, niższe stawki podatku PIT zostaną utrzymane. - Niższy fiskalizm zachęca do rozwoju, do pracy, do wyjścia z szarej strefy - powiedział minister. Nie powiedział jednak, czy oznacza to, że obecne 19, 30 i 40 proc. zostaną zastąpione PiS-owskimi 18 i 32 proc., czy też w trakcie roku PO-PSL przyjmie inne rozwiązanie, tak jak wcześniej deklarowano. Nowy minister finansów zaznaczył, że wszystkie działania podejmowane przez rząd będą miały na celu również odbudowanie zaufania inwestorów z zagranicy do naszego kraju. - Niski dług publiczny to większe inwestycje i wzrost dzięki większemu zaufaniu inwestorów - powiedział szef resortu finansów. Rostowski przypomniał też główne założenia makroekonomiczne na przyszły rok. Głównymi czynnikami wzrostu gospodarczego Polski mają być konsumpcja i inwestycje. Pierwsza ma wzrosnąć do 6,2 proc. w 2008 roku wobec 6 proc. szacowanych na rok bieżący. Udział inwestycji w PKB ma zaś wzrosnąć do ok. 20-25 proc., m.in. dzięki wykorzystaniu środków unijnych. Z kolei deficyt obrotów bieżących ma przekroczyć 5 proc. PKB, wobec 4,2 proc. PKB przewidywanych na 2007 roku. Wyrost PKB przewidywany na przyszły rok to 5,5 proc. wobec 6,5 proc w 2007 roku. Wystąpienie Jacka Rostowskiego było bardzo ostrożne. Wydaje mi się, że na tle expose premiera, nie mówiąc już o całej kampanii wyborczej PO to bardzo asekuracyjne przemówienie. Zabrakło w nim konkretów, a nie sądzę, aby ich nie znał. Raczej świadczy to o braku decyzji politycznych. Zapowiedź obniżki zadłużenia kraju o 4-7 pkt. proc. jest niewystarczająca. Rostowski tyle zyska już dzięki niższemu wykonaniu tegorocznego deficytu budżetowego – zamiast 30 mld zł ma być bowiem ok. 23 mld zł. To dostaje już z dobrodziejstwem inwentarza po Gilowskiej. Niższe wykonanie deficytu daje możliwość spłacenia zadłużenia w funduszach. Nie mam złudzeń, że przyjęcie euro nie jest możliwe za tej kadencji Sejmu. Brak mi jednak deklaracji, że zostaną spełnione wszystkie kryteria z Maastricht tak, aby zamiana złotego na euro stała się możliwa z dniem 1 stycznia 2012 roku. Przekaz wystąpienia nowego szefa resortu finansów należy uznać za pozytywny. Jednak kwestia wstąpienia Polski do strefy euro, a zwłaszcza brak określenia jasnej daty, kiedy może się to wydarzyć, budzi wątpliwości. – Wszyscy potrzebujemy uzasadnienia, dlaczego w roku 2012 nie będziemy posługiwać się unijną walutą – wyjaśnia ekonomista. – Rozumiem ryzyko wyższej inflacji czy deficytu, ale my tak naprawdę nie wiemy, czy wpływ na brak deklaracji rządu mają czynniki polityczne, czy czynniki obiektywne. Zdaniem Petru rząd musi wziąć na siebie odpowiedzialność za spełnienie kryteriów z Maastricht, to więc nie może być przeszkodą. - Jestem też rozczarowany, że przyszłoroczny deficyt budżetowy zmaleje tylko o 1,5 mld zł – mówi ekonomista. – To mało zwłaszcza, że wcześniej mówiono o 4-5 mld zł. Ryszard Petru dodał, że dla rynków przemówienie Rostowskiego zwłaszcza w kwestii euro może być zaskoczeniem. Spodziewały się konkretów, spodziewały się, że data przystąpienia do unii walutowej będzie się przybliżać, a nie oddalać. Pierwsze wypowiedzi nowego ministra finansów dotyczące jego najważniejszych planów na najbliższe cztery lata potwierdzają chęć przeprowadzenia reform, w tym reformy finansów publicznych. Ta kwestia została właściwie pominięta w expose premiera Tuska. Zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa, reforma podatkowa w kierunku obniżenia i uproszczenia podatków, przyspieszenie prywatyzacji, przygotowanie kraju na przyjęcie euro, wzrost wydatków na edukację i na infrastrukturę, ze szczególnym uwzględnieniem absorpcji środków unijnych to z pewnością słuszne kierunki działań. Dzięki nim możemy unowocześnić państwo i stworzyć podstawy do szybszego wzrostu gospodarki. Brak nam wciąż jednak szczegółów dotyczących tych planów. Zdaniem Zubera trudno będzie uzyskać zadowalające efekty w realizacji postawionych celów bez poważnej reformy wydatków państwa, w tym wydatków socjalnych. A zatem nowa ustawa o finansach publicznych? Z pewnością. Plus oczywiście ograniczenie szeroko rozumianej pomocy socjalnej. Wskaźnik wydatki socjalne/PKB musi spaść i to spaść znacząco. Bez tego nie będzie możliwe wyraźne zmniejszenie długu publicznego w ciągu najbliższych czterech lat, a o takim mówi nowy minister finansów, przy jednoczesnym wzroście wydatków na inne cele, na przykład poprawę infrastruktury, czy naukę. Nawet, gdybyśmy zrezygnowali z obniżenia podatków. I to jest największe wyzwanie dla nowego szefa resortu finansów. Czy wystarczy mu determinacji i czy będzie miał wystarczające poparcie polityczne aby tego dokonać? W praktyce oznacza to bowiem uderzenie w przywileje wielu grup społecznych. Bez tego nie ma mowy o prawdziwej reformie finansów publicznych. - ograniczenie długu publicznego o 4-7 punktów procentowych do 2011 roku - uproszczenie systemu podatkowego - od 2009 roku podatki będziemy płacić według niższych stawek PIT - przeznaczenie większych środków na edukację - szybsza budowa dróg z wykorzystaniem w większym stopniu środków unijnych - przyspieszenie prywatyzacji - przygotowanie Polski do wprowadzenia euro
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA